11.09.2026, 00:58 ✶
W końcu to wszystko pierdolnąłem - odłożyłem zielsko, popatrzyłem jeszcze raz na wieniec, który po kolejnej dokładce roślinności techniką „na odpieprz” wyglądał już tak, jakby przeszedł przez kilka niezależnych faz twórczego kryzysu oraz co najmniej jedną sabatową szarpaninę przy ołtarzu, po czym uznałem, że na dzisiaj miało mi zdecydowanie wystarczyć tego dobrego - nie dysponowałem już ani cierpliwością, ani ochotą na to, aby dokładać następne gałązki tylko po to, żeby pięć minut później stwierdzić, że teraz całość wyglądała jeszcze gorzej, potrzebowałem za to czegoś, co nie wymagało ode mnie żadnego myślenia, najlepiej alkoholu, który można było po prostu wypić i nie zastanawiać się, czy jego kompozycja była „odpowiednio zbalansowana”. Nie zamierzałem już niczego poprawiać, wciskać, wyciągać ani zasłaniać, bo doszedłem do momentu, w którym każda kolejna ingerencja mogła skończyć się wyłącznie tym, że zacznę rzucać roślinami po pomieszczeniu albo wywalę wszystko razem z biurkiem.
Zostawiłem więc ten cały pierdolnik na blacie i poszedłem nalać sobie jeszcze sporą porcję alkoholu, może nawet trochę mocniejszego, bo najwyraźniej moje zdolności manualne wymagały przede wszystkim odpowiedniego dystansu emocjonalnego. Właściwie od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie to, aby zakończyć ten wieczór i położyć się spać, tylko skutecznie zajmowałem się wszystkim innym, żeby nie musieć się nad tym zastanawiać, nie wiedziałem w końcu, czy powinienem był kłaść się we własnym łóżku, tuż obok dowodu dzisiejszej porażki, czy też nadal przewidywano dla mnie połówkę materaca na dole, pół kołdry i jedną całą poduszkę. Po jakimś czasie odstawiłem naczynie, przetarłem dłonią twarz, wyszedłem z kuchni i ruszyłem sprawdzić, co z moją dziewczyną - o tej porze pewnie już spała, ale nie miałem pewności, czy rzeczywiście zasnęła, czy może leżała po ciemku i nadal mieliła w głowie to wszystko, co ewidentnie nie dawało jej dziś spokoju.
Zostawiłem więc ten cały pierdolnik na blacie i poszedłem nalać sobie jeszcze sporą porcję alkoholu, może nawet trochę mocniejszego, bo najwyraźniej moje zdolności manualne wymagały przede wszystkim odpowiedniego dystansu emocjonalnego. Właściwie od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie to, aby zakończyć ten wieczór i położyć się spać, tylko skutecznie zajmowałem się wszystkim innym, żeby nie musieć się nad tym zastanawiać, nie wiedziałem w końcu, czy powinienem był kłaść się we własnym łóżku, tuż obok dowodu dzisiejszej porażki, czy też nadal przewidywano dla mnie połówkę materaca na dole, pół kołdry i jedną całą poduszkę. Po jakimś czasie odstawiłem naczynie, przetarłem dłonią twarz, wyszedłem z kuchni i ruszyłem sprawdzić, co z moją dziewczyną - o tej porze pewnie już spała, ale nie miałem pewności, czy rzeczywiście zasnęła, czy może leżała po ciemku i nadal mieliła w głowie to wszystko, co ewidentnie nie dawało jej dziś spokoju.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)