„Drogi pamiętniczku,
przeczytałem dziś książkę.
Co więcej, była to książka o florystyce, którą kupiłem w kiosku pod mugolskim dworcem. Była wystawiona zaraz obok sterty tanich krzyżówek i przeterminowanych dropsów cytrynowych, ponieważ najwyraźniej w tym konkretnym momencie mojego życia uznałem, że brakuje mi jeszcze jednego powodu do wstydu.
Pragnę jednak zaznaczyć, że kupiłem ją z czystej konieczności, nie z chęci rozpierdalania pieniędzy, które mógłbym wydać na dużo ciekawsze rzeczy, choćby wspomniane cytrynówki (po wrzuceniu do wódki są nawet wypijalne, poza tym cukier naprawdę trudno faktycznie przeterminować), ponieważ moje rękodzieło na sabat zaczęło przybierać formę, która wymaga interwencji specjalisty kapłana, egzorcysty (a chyba nie o to chodzi w składaniu tego na ołtarz) albo przynajmniej człowieka posiadającego podstawową wiedzę praktyczną z zakresu, na którym chuja się znam*.
*Spoiler: nadal.
Tytuł brzmiał jakoś w stylu „Podstawy kompozycji kwiatowych dla początkujących”, okładka była ładna i kolorowa, co już na pierwszy rzut oka powinno było dać mi do zrozumienia, że znalazłem się w miejscu, do którego nigdy nie powinienem był docierać, ale pozyskałem to dzieło mimo wszystko, a potem przez resztę dnia nosiłem w torbie. Wieczorem prawdopodobnie spalę dowody.
Widzisz - miałem w planach siedzenie na rozklekotanym krześle w salonie u klienta, gapiąc się tępym wzrokiem na płatki sypiącego się tynku i czekając, aż wreszcie łaskawie objawi się na nim ta przeklęta runa, więc równie dobrze mogłem skombinować sobie coś do czytania*.
*Spoiler #2: Coś innego.
Przebrnięcie przez te pięćdziesiąt stron wymagało ode mnie większego hartu ducha niż wszystkie dotychczasowe starcia z bytami, klątwami, ludźmi czy inne gówna razem wzięte, poziom intelektualny tego dzieła powaliłby bowiem na kolana każdego, kto opanował sztukę samodzielnego wiązania sznurowadeł. Powiedzieć, że ta publikacja była głupia, to jak nic nie powiedzieć. Moje szare komórki obumierały jedna po drugiej przy akompaniamencie pstrokato pokolorowanych zdjęć, które się nawet nie ruszały.
Runa ostatecznie się nie objawiła, klient podziękował za czujność, a ja wyszedłem z bogatszy o głęboką niechęć do literatury użytkowej. Chuj z nią.
Wieniec nadal wygląda źle.”
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)