— Ja mam w ogóle wrażenie, że od ukończenia szkoły nie zdarzyło mi się ani razu — powiedział z pewnym zdziwieniem, jakby musiał sobie to parę razy przeliczyć w głowie i odpowiednio przetrawić nabyte w ten sposób informacje. Nie przeszkadzało mu to ani trochę, ale było to zwyczajnie… dziwne. Kiedyś pociąg wyznaczał pewien rytm roku, ale w momencie kiedy skończył się siódmy rok, wszystko skończyło się gwałtownie, zostało spakowane do walizki i zwyczajnie zapomniane.
Wyglądał przez okno, obserwując przesuwający się tam krajobraz, na szybie wyłapując co jakiś czas swoje własne odbicie. Cieszył się z powrotu na swoje miejsce, dokładnie tak samo jak Brenna. Cała zamiana ciał z udziałem Poltergeista i to jeszcze w momencie kiedy mieli iść w świat i prowadzić sprawę, była okropnym wręcz zrządzeniem losu. Atreus też był przekonany, że jeszcze przez bardzo długi czas nie zapomni tego, jak cudacznie Bren zachowywała się wciśnięta w jego ciało.
— I gdzie jechałaś? — dopytał, wreszcie odwracając wzrok od krajobrazu i samego siebie, by unieść spojrzenie na nią. Siedzieli obok siebie, ale Atreus osunął się na swoim siedzeniu, opierając głowę o jej ramię. Całe szczęście nie wyglądało to przesadnie dziwacznie, bo byli w miarę podobnego wzrostu.
— Mam parę uwag odnośnie całej tej… uwagi. Po pierwsze, na całe twoje szczęście, raczej nie musisz już tego praktykować na co dzień. Po drugie, przysięgam, w normalnej konfiguracji wyglądałoby to lepiej. A w ogóle po trzecie, to chcę powiedzieć, że mam podobne przemyślenia do tego co ty robiłaś — zaczął niby poważnie, ale z każdym kolejnym punktem, było w jego głosie słychać coraz większe… poruszenie. — Po czwarte to nawet mi nie sugeruj, że ten Poltergeist tak robi. Robi?