11.09.2026, 10:28 ✶
Uznałem, że jak będzie, tak będzie, bo lepiej już mi to, kurwa, nie miało wyjść, dalsze poprawianie podstawy mogło skończyć się wyłącznie tym, że rozbiorę cały wieniec i zacznę od początku, czego zdecydowanie nie zamierzałem robić, sięgnąłem więc po kawałek trochę grubszego drutu, odciąłem odpowiednią długość i zacząłem kombinować z miejscem, w którym najlepiej było osadzić czaszkę - nie chciałem przytwierdzać jej byle gdzie, bo mimo całego mojego podejścia do tego typu rzemiosła zależało mi przynajmniej na tym, żeby po podniesieniu daru nie odpadła z niego z głuchym stuknięciem i nie potoczyła się po podłodze wprost pod stopy jednego z Macmillanów. Nie planowałem przyklejać głowy martwego lisa na samym środku, niczym ozdoby na dziecięcym projekcie plastycznym, więc przesunąłem ją nieco niżej i z boku, pomiędzy głóg, bluszcz wychodzący również z pustych oczodołów oraz część dębowych i paprotnych liści, które przez ostatnie dni zdążyły już wyschnąć na tyle, że przy dotknięciu szeleściły pod moimi palcami. Przeprowadziłem trochę cieńszy przez konstrukcję, owinąłem go wokół jednej z grubszych gałązek i zacisnąłem, zostawiając odpowiednio długi odcinek na przytrzymanie kości.
Co chwilę puszczałem czaszkę, żeby sprawdzić, czy nie przechylała się za bardzo na jedną stronę - oczywiście, że się przechylała - poprawiałem więc mocowanie, przesuwałem ją odrobinę wyżej, później niżej, aż w końcu znalazłem pozycję, która wyglądała przyzwoicie i przede wszystkim nie groziła tym, że wszystko jebnie. Dla pewności sięgnąłem jeszcze po jutowy sznurek, owinąłem go kilka razy wokół drutu i gałęzi, przeciągnąłem przez plątaninę bluszczu, zacisnąłem węzeł, potem drugi, tym razem już znacznie mocniej, którego końcówkę wsunąłem pod warstwę roślinności, żeby nie sterczała na wierzchu.
Cofnąłem ręce i ostrożnie potrząsnąłem „dziełem” - czaszka ani drgnęła - potrząsnąłem zatem trochę mocniej, nadal siedziała na swoim miejscu, więc uznałem, że konstrukcja przeżyje przynajmniej transport do ołtarza. Wyglądało to dziwnie, nawet bardzo dziwnie, lecz jednocześnie po tych wszystkich dniach pracy zaczynałem mieć do tego tworu pewien sentyment, głównie dlatego, że wiedziałem już dokładnie, ile przekleństw kosztowało mnie jego powstanie.
rzemiosło ◉○○○○ - dodaję czaszkę lisa i wszystko usztywniam
Co chwilę puszczałem czaszkę, żeby sprawdzić, czy nie przechylała się za bardzo na jedną stronę - oczywiście, że się przechylała - poprawiałem więc mocowanie, przesuwałem ją odrobinę wyżej, później niżej, aż w końcu znalazłem pozycję, która wyglądała przyzwoicie i przede wszystkim nie groziła tym, że wszystko jebnie. Dla pewności sięgnąłem jeszcze po jutowy sznurek, owinąłem go kilka razy wokół drutu i gałęzi, przeciągnąłem przez plątaninę bluszczu, zacisnąłem węzeł, potem drugi, tym razem już znacznie mocniej, którego końcówkę wsunąłem pod warstwę roślinności, żeby nie sterczała na wierzchu.
Cofnąłem ręce i ostrożnie potrząsnąłem „dziełem” - czaszka ani drgnęła - potrząsnąłem zatem trochę mocniej, nadal siedziała na swoim miejscu, więc uznałem, że konstrukcja przeżyje przynajmniej transport do ołtarza. Wyglądało to dziwnie, nawet bardzo dziwnie, lecz jednocześnie po tych wszystkich dniach pracy zaczynałem mieć do tego tworu pewien sentyment, głównie dlatego, że wiedziałem już dokładnie, ile przekleństw kosztowało mnie jego powstanie.
rzemiosło ◉○○○○ - dodaję czaszkę lisa i wszystko usztywniam
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)