11.09.2026, 10:40 ✶
Zieleń, liście, paprocie, czerwone owoce, biel czaszki, sranie w banie - wreszcie wyglądało to mniej więcej tak, jak powinno, chociaż nadal nie zamierzałem twierdzić, że zrobiłem arcydzieło, ale przynajmniej nie miałem już ochoty wynosić tego nocą do lasu, palić w prowizorycznym ognisku i udawać, że nigdy nie istniało. Oparłem dłonie o stół i westchnąłem ciężko, dochodząc do wniosku, że oto właśnie osiągnąłem kres swoich aktualnych możliwości. Zresztą…
„Mabon-srabon - Samhain, kurwa, to miał być mój czas.”
Jakoś nigdy nie przepadałem za wrześniowym sabatem, może w związku ze zbliżającym się dniem urodzin człowieka, którym już nie byłem, a który - tak jak ten teraz - i tak nigdy specjalnie nie bawił się w świętowanie, być może z uwagi na to, jak „rodzinny” był akurat ten konkretny sabat… Tak czy inaczej, wziąłem rękodzieło do ręki, podszedłem z nim do okna i spojrzałem na finalny efekt stanowczo zbyt wielu godzin mojej pracy, krwi i potu, całkiem dosłownie uronionych nad tym poronionym pomysłem.
„Mabon-srabon - Samhain, kurwa, to miał być mój czas.”
Jakoś nigdy nie przepadałem za wrześniowym sabatem, może w związku ze zbliżającym się dniem urodzin człowieka, którym już nie byłem, a który - tak jak ten teraz - i tak nigdy specjalnie nie bawił się w świętowanie, być może z uwagi na to, jak „rodzinny” był akurat ten konkretny sabat… Tak czy inaczej, wziąłem rękodzieło do ręki, podszedłem z nim do okna i spojrzałem na finalny efekt stanowczo zbyt wielu godzin mojej pracy, krwi i potu, całkiem dosłownie uronionych nad tym poronionym pomysłem.
Dzieło zostało, ekhem, „ukończone”, więc rzucam już w oficjalnej formule: k100 + 5 za 1 kropkę w rzemiośle - niech Matka ma mnie w opiece.
Rzut 1d100+5 - 58 +5 = 63
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)