11.09.2026, 13:12 ✶
Jeśli Mabon miało być świętem równowagi, to tego wieczoru zdecydowanie osiągnęliśmy równowagę pomiędzy niezręcznością a udawaniem, że wszystko przebiegało całkowicie normalnie i zgodnie z planem, i chociaż z każdą kolejną mijającą minutą można było naiwnie zakładać, że atmosfera siłą rzeczy w końcu trochę się poprawi, wspólna świąteczna kolacja okazała się doświadczeniem wyjątkowo odpornym na wszelkie próby ratowania sytuacji - dyskusja ruszała na chwilę, po czym po kilku wymienionych zdaniach znowu grzęzła, zawieszona na jakimś może nie do końca opatrznie wypowiedzianym zdaniu lub nie do końca umiejętnie ukrytej ekspresji któregoś z uczestników. Atmosfera panująca w pomieszczeniu do samego końca pozostała już przepełniona czymś ciężkim i niezręcznym, co zawisło nad stołem równie zauważalnie, co dym ze świec i z kadzideł umieszczonych w jadalni, gęstniejący z czasem w zwykłą, mało elegancką duchotę.
Było źle, może nie tragicznie, ale również zdecydowanie nie tak przyjemnie, swojsko i rodzinnie, jak pewnie zakładała to gospodyni, gdy przygotowywała kolację. Najgorsze było chyba to, że wszyscy doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę, przez co każde następne staranie wyłącznie bardziej uwidaczniało niewypowiedziany, lecz zdecydowanie istniejący problem - większość z nas bez wątpienia robiła, co mogła, żeby rozmowa nie zdechła całkowicie, podsuwając kolejne tematy, komentując jedzenie albo udając przesadne zainteresowanie informacjami dotyczącymi wszystkiego i zarazem niczego. Sztućce brzęczały o porcelanę, kieliszki pojawiały się przy ustach częściej, niż wymagało tego pragnienie, zaś wypowiedzi urywały się w najmniej odpowiednich momentach, i chociaż starałem się nie zwracać uwagi na to, ile razy ktoś nagle zainteresował się zawartością swojego talerza albo kieliszka, po pewnym czasie zacząłem sądzić, że pieczone warzywa otrzymały tego wieczoru więcej zainteresowania niż kiedykolwiek wcześniej.
Sam próbowałem dołożyć swoją cegiełkę do podtrzymywania pozorów normalności, rzucając od czasu do czasu jakąś uwagę, która w mojej ocenie miała wystarczająco neutralny charakter, żeby nikogo nie sprowokować, nie obrazić i przede wszystkim nie sprowadzić rozmowy poza względnie bezpieczne terytorium, po którym ostrożnie stąpaliśmy, jak się szybko okazało, moje wyczucie neutralności pozostawiało jednak całkiem sporo do życzenia. Kilka razy próbowałem rzucić coś luźnego, może nawet brzmiącego „zabawnie”, po czym niemal natychmiast żałowałem, że w ogóle otworzyłem usta, ponieważ każda kolejna uwaga miała osobliwy talent do zapadania pośród śmiertelnej ciszy, która następowała sekundę po niej, i zostawiania mnie z bardzo wyraźnym poczuciem, że może jednak powinienem był zamknąć mordę i zająć się wyłącznie własnym talerzem.
„No cóż…”
Przynajmniej nie tylko mnie to spotykało, chociaż nie uznawałem tego za wielką pociechę, pod koniec byłem natomiast już wręcz całkowicie przekonany o tym, że Mabon w tym roku postanowiło uczcić rzekomą harmonię i równowagę przede wszystkim poprzez idealne zrównoważenie liczby niezręcznych chwil przypadających na każdego z tu obecnych.
Było źle, może nie tragicznie, ale również zdecydowanie nie tak przyjemnie, swojsko i rodzinnie, jak pewnie zakładała to gospodyni, gdy przygotowywała kolację. Najgorsze było chyba to, że wszyscy doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę, przez co każde następne staranie wyłącznie bardziej uwidaczniało niewypowiedziany, lecz zdecydowanie istniejący problem - większość z nas bez wątpienia robiła, co mogła, żeby rozmowa nie zdechła całkowicie, podsuwając kolejne tematy, komentując jedzenie albo udając przesadne zainteresowanie informacjami dotyczącymi wszystkiego i zarazem niczego. Sztućce brzęczały o porcelanę, kieliszki pojawiały się przy ustach częściej, niż wymagało tego pragnienie, zaś wypowiedzi urywały się w najmniej odpowiednich momentach, i chociaż starałem się nie zwracać uwagi na to, ile razy ktoś nagle zainteresował się zawartością swojego talerza albo kieliszka, po pewnym czasie zacząłem sądzić, że pieczone warzywa otrzymały tego wieczoru więcej zainteresowania niż kiedykolwiek wcześniej.
Sam próbowałem dołożyć swoją cegiełkę do podtrzymywania pozorów normalności, rzucając od czasu do czasu jakąś uwagę, która w mojej ocenie miała wystarczająco neutralny charakter, żeby nikogo nie sprowokować, nie obrazić i przede wszystkim nie sprowadzić rozmowy poza względnie bezpieczne terytorium, po którym ostrożnie stąpaliśmy, jak się szybko okazało, moje wyczucie neutralności pozostawiało jednak całkiem sporo do życzenia. Kilka razy próbowałem rzucić coś luźnego, może nawet brzmiącego „zabawnie”, po czym niemal natychmiast żałowałem, że w ogóle otworzyłem usta, ponieważ każda kolejna uwaga miała osobliwy talent do zapadania pośród śmiertelnej ciszy, która następowała sekundę po niej, i zostawiania mnie z bardzo wyraźnym poczuciem, że może jednak powinienem był zamknąć mordę i zająć się wyłącznie własnym talerzem.
„No cóż…”
Przynajmniej nie tylko mnie to spotykało, chociaż nie uznawałem tego za wielką pociechę, pod koniec byłem natomiast już wręcz całkowicie przekonany o tym, że Mabon w tym roku postanowiło uczcić rzekomą harmonię i równowagę przede wszystkim poprzez idealne zrównoważenie liczby niezręcznych chwil przypadających na każdego z tu obecnych.
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)