11.09.2026, 18:27 ✶
Obudziłem się dopiero wtedy, kiedy księżyc zaczął ustępować miejsca powoli wschodzącemu słońcu, tym razem naprawdę, chociaż przez pierwsze kilka sekund nie byłem w stanie stwierdzić, czym ta pobudka różniła się od poprzedniej. Gardło miałem wysuszone i obolałe, w płucach coś nieprzyjemnie mnie drapało, więc zanim zdążyłem pomyśleć o czymkolwiek innym, zaniosłem się kaszlem, który wstrząsnął całym moim ciałem i pozostawił po sobie tępy ból pod żebrami - czułem się fatalnie, gorzej niż wcześniej, mięśnie miałem ciężkie, byłem rozpalony i jednocześnie przemarznięty, głowę miałem natomiast tak pełną waty, że przez chwilę samo rozpoznanie pomieszczenia wymagało ode mnie wysiłku.
Mimo to odruch zwyciężył nad zmęczeniem, i gdy tylko dotarło do mnie, gdzie byłem, natychmiast rozejrzałem się po pokoju, aby upewnić się, co do mojej sytuacji - nikogo nie było, nie miałem tu szafy, więc nie musiałem nawet wstawać, aby to stwierdzić - mężczyzna w moro zniknął, strzelby również nie dostrzegłem, a kawalerka wyglądała dokładnie tak, jak powinna była wyglądać, było tylko… „Chłodno?” Nie - było wprost kurewskie zimno i wilgotno, co mogłem stwierdzić nawet w gorączce. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na okno, było otwarte, znieruchomiałem na łóżku i przez moment tylko patrzyłem na poruszającą się lekko zasłonę, wpuszczającą do środka lodowato zimne powietrze.
Pamiętałem, że je zamykałem, pamiętałem to bardzo wyraźnie, właściwie właśnie dlatego, że rano telepało mną z zimna i ostatnią rzeczą, której potrzebowałem, był przeciąg, być może nie potrafiłem przypomnieć sobie, czy zamknąłem drzwi wejściowe na zamek, ale okno - okna byłem pewien, wiedziałem, że zrobiłem to z samego rana, na długo przed położeniem się spać.
Wstałem więc na równe, chociaż nazbyt miękkie nogi, podpierając się przez chwilę o brzeg łóżka, kiedy pokój nieprzyjemnie przechylił mi się przed oczami, dotarłem do okna, zamknąłem je natychmiast i sprawdziłem klamkę dwa razy, potem jeszcze raz, bo najwyraźniej tego dnia nie ufałem już nawet własnej pamięci, następnie ruszyłem do drzwi, aby odkryć, że ich zamek był jednokrotnie zamknięty - przesunąłem po nim palcami, przekręciłem mechanizm po raz drugi i dopiero wtedy, kiedy poczułem pod dłonią jego opór, pozwoliłem sobie wypuścić powietrze przez nos. Wróciłem do łóżka, po drodze sięgając po pozostawione wcześniej leki oraz butelkę z kranówką, po czym wcisnąłem w siebie wszystko, co według podejrzanej aptekarki należało przyjąć, popiłem wodą, krzywiąc się od gorzkiego posmaku. Nawet nie próbowałem już zastanawiać się nad tym, czy właśnie zażyłem coś pożytecznego, czy może jednak jakąś truciznę, która miała zrobić ze mnie „nowego człowieka” na zasadzie reinkarnacji, byłem zbyt zmęczony, żeby się tym przejmować. Padłem z powrotem na materac, naciągnąłem pierzynę pod brodę i niemal natychmiast odpłynąłem, tym razem licząc na to, iż miało się obejść bez żadnego mężczyzny, żadnej strzelby i żadnych kroków, które mogłyby mnie przekonać, że nie byłem całkowicie sam i nie miałem taki być już na zawsze.
Mimo to odruch zwyciężył nad zmęczeniem, i gdy tylko dotarło do mnie, gdzie byłem, natychmiast rozejrzałem się po pokoju, aby upewnić się, co do mojej sytuacji - nikogo nie było, nie miałem tu szafy, więc nie musiałem nawet wstawać, aby to stwierdzić - mężczyzna w moro zniknął, strzelby również nie dostrzegłem, a kawalerka wyglądała dokładnie tak, jak powinna była wyglądać, było tylko… „Chłodno?” Nie - było wprost kurewskie zimno i wilgotno, co mogłem stwierdzić nawet w gorączce. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na okno, było otwarte, znieruchomiałem na łóżku i przez moment tylko patrzyłem na poruszającą się lekko zasłonę, wpuszczającą do środka lodowato zimne powietrze.
Pamiętałem, że je zamykałem, pamiętałem to bardzo wyraźnie, właściwie właśnie dlatego, że rano telepało mną z zimna i ostatnią rzeczą, której potrzebowałem, był przeciąg, być może nie potrafiłem przypomnieć sobie, czy zamknąłem drzwi wejściowe na zamek, ale okno - okna byłem pewien, wiedziałem, że zrobiłem to z samego rana, na długo przed położeniem się spać.
Wstałem więc na równe, chociaż nazbyt miękkie nogi, podpierając się przez chwilę o brzeg łóżka, kiedy pokój nieprzyjemnie przechylił mi się przed oczami, dotarłem do okna, zamknąłem je natychmiast i sprawdziłem klamkę dwa razy, potem jeszcze raz, bo najwyraźniej tego dnia nie ufałem już nawet własnej pamięci, następnie ruszyłem do drzwi, aby odkryć, że ich zamek był jednokrotnie zamknięty - przesunąłem po nim palcami, przekręciłem mechanizm po raz drugi i dopiero wtedy, kiedy poczułem pod dłonią jego opór, pozwoliłem sobie wypuścić powietrze przez nos. Wróciłem do łóżka, po drodze sięgając po pozostawione wcześniej leki oraz butelkę z kranówką, po czym wcisnąłem w siebie wszystko, co według podejrzanej aptekarki należało przyjąć, popiłem wodą, krzywiąc się od gorzkiego posmaku. Nawet nie próbowałem już zastanawiać się nad tym, czy właśnie zażyłem coś pożytecznego, czy może jednak jakąś truciznę, która miała zrobić ze mnie „nowego człowieka” na zasadzie reinkarnacji, byłem zbyt zmęczony, żeby się tym przejmować. Padłem z powrotem na materac, naciągnąłem pierzynę pod brodę i niemal natychmiast odpłynąłem, tym razem licząc na to, iż miało się obejść bez żadnego mężczyzny, żadnej strzelby i żadnych kroków, które mogłyby mnie przekonać, że nie byłem całkowicie sam i nie miałem taki być już na zawsze.
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)