11.09.2026, 19:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2026, 19:24 przez Benjy Fenwick.)
Uwaga o tym, że nie byłem jedynym, którego Ellie skłoniła do podobnych przemyśleń, wcale mnie nie pocieszyła, chociaż musiałem przyznać, że brzmiała całkiem wiarygodnie - właśnie tego w tej kobiecie nie lubiłem, choć jednocześnie właśnie dlatego zawsze odnosiłem się do niej z pewnym szacunkiem - babcia Bletchley nie musiała mieć kart w rękach, żeby sprawić, aby osoby znajdujące się pod jej pieczą zaczynały się zastanawiać nad własnym życiem, byłem tego pewien, czasem wystarczyło, że spojrzała na kogoś odrobinę dłużej, rzuciła jedno zdanie i wróciła do swojej herbaty, pozostawiając nieszczęśnika z myślą, która przez następne trzy dni nie chciała się odczepić.
- Wspaniale. Czyli to nie był mój wyjątkowy pszypadek, tylko jej metoda plasy. - Znowu ironicznie pokiwałem głową, przeskakując długim susem z jednej teoretycznie suchej i stabilnej kępy na drugą, jednocześnie unosząc przy tym ostrzegawczo dłoń, dopóki nie upewniłem się, że grunt przede mną był stabilny, po czym wyciągnąłem rękę do żony, aby pomóc jej zrobić to samo, bo zaczynało się robić grząsko. - To balso pocieszające. - Obróciłem się przez ramię, idąc tyłem przez kilka kroków z uniesionymi brwiami, niektóre rzeczy człowiek zapominał po kilku tygodniach, inne zostawały na lata, szczególnie jeśli w wieku szesnastu lat dowiedział się od babci swojej byłej najlepszej przyjaciółki rzeczy, których zdecydowanie nie chciał usłyszeć przy tejże dziewczynie - zawsze miło było wiedzieć, że nie zostało się aż tak osobiście wybranym do cierpienia z powodu ciar żenady.
- Łatwo? - Powtórzyłem. - Ja tam nie widzę szadnego „łatwo”. Naplawdę nie wiem, czego ode mnie oczekiwałaś. - Spojrzałem na nią spod lekko przymrużonych powiek, po czym wróciłem przodem do kierunku marszu. - Jestem sceptyszny s doświadczenia, nie s chalaktelu. - Dodałem z pełnym przekonaniem, chociaż oboje wiedzieliśmy, iż nie było to prawdą, różnica była czysto semantyczna - nie widziałem sensu w udawaniu, że wtedy nie dałem się podejść kobiecie, która była urodzoną prawniczką, a więc potrafiła rozmawiać z ludźmi w taki sposób, że po pięciu minutach jazdy był przekonany, iż wszystko zrobił z własnej woli, i dopiero po kolejnych pięciu zaczynał podejrzewać, że może jednak ktoś wcześniej poukładał mu pionki na planszy.
Na kolejną uwagę uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, już z wyraźnym rozbawieniem, bo doskonale wiedziałem, co miała na myśli, mówiąc o tym, że dostanę to, czego chcę, kiedy w końcu zdecyduję, że rzeczywiście tego chcę.
- M–mhmm… - Odmruknąłem, ale nie ciągnąłem tego dalej, bo i tak oboje wiedzieliśmy, o czym mówiłem, i że to „jak już się zdecydujesz” zabrzmiało zdecydowanie zbyt niewinnie, a ja znałem ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że Prue potrafiła pozostawić bardzo szeroki margines swobody, jednocześnie dokładnie pamiętając wszystko, co się powiedziało.
Nie oznaczało to jednak, że przed osiągnięciem tego, czego pragnąłem, zamierzałem siedzieć spokojnie, kiedy ktokolwiek miał zacząć mi opowiadać, że gwiazdy, karty, duchy albo inne siły kosmiczne postanowiły właśnie zająć się rozłożeniem mojego charakteru na czynniki pierwsze.
- „Mógłbyś nad sobą poplacowaś” to balso elegancki sposób powiedzenia komuś, sze jest zjebany. Poza tym… Coś mi sugelujesz? - Przeszedłem jeszcze kilka kroków, tak naprawdę nie będąc zrażony tym, że miała zaprzeczyć, nie przytaknąć, po czym dodałem. - Alkohol zawsze pomaga. W pszypadku niektólych plawd szyciowych powinien byś wlęcz obowiązkowym elementem celemonii. No i nie uklywajmy, jest zdecydowanie tańszy od Velitaselum i balsiej dostępny. - Zauważyłem, chociaż sam nie należałem do ludzi, który po wypiciu paru głębszych zaczynali się zwierzać z każdej głupoty, za to oboje znaliśmy przecież kogoś, kto to robił.
Otoczenie stawało się coraz bardziej odludne, a podłoże coraz mniej pewne, co oznaczało, że za chwilę mogliśmy stanąć w miejscu i przejść do dalszej części planu składania ofiar wotywnych. Torfowisko rozciągało się przed nami szeroko, wśród niskich traw i ciemnych połaci wody, wiatr przesuwał się po powierzchni mokradeł, wprawiając roślinność w jednostajny ruch - Prue miała rację, znaleźliśmy miejsce, które spełniało nasze założenia - teraz pozostawało tylko zrobić wszystko tak, jak należało, i nie wpakować się przy okazji po pas w bagno, kiedy więc wspomniała, że nie miała jeszcze pojęcia, jak uszkodzi swój diadem, zmierzyłem ją wzrokiem.
- Wiesz, sze balso chciałbym ci pomóc, ale chyba nie mogę… - Właściwie było to stwierdzenie retoryczne, bo na pewno nie mogłem, wiedziałem to ja sam i wiedziała to ona. - Mosze poskacz po nim tlochę? - Zasugerowałem z nutką braku pewności, czy było to dobrym pomysłem, i czy nie miała sobie skręcić kostki.
- Wspaniale. Czyli to nie był mój wyjątkowy pszypadek, tylko jej metoda plasy. - Znowu ironicznie pokiwałem głową, przeskakując długim susem z jednej teoretycznie suchej i stabilnej kępy na drugą, jednocześnie unosząc przy tym ostrzegawczo dłoń, dopóki nie upewniłem się, że grunt przede mną był stabilny, po czym wyciągnąłem rękę do żony, aby pomóc jej zrobić to samo, bo zaczynało się robić grząsko. - To balso pocieszające. - Obróciłem się przez ramię, idąc tyłem przez kilka kroków z uniesionymi brwiami, niektóre rzeczy człowiek zapominał po kilku tygodniach, inne zostawały na lata, szczególnie jeśli w wieku szesnastu lat dowiedział się od babci swojej byłej najlepszej przyjaciółki rzeczy, których zdecydowanie nie chciał usłyszeć przy tejże dziewczynie - zawsze miło było wiedzieć, że nie zostało się aż tak osobiście wybranym do cierpienia z powodu ciar żenady.
- Łatwo? - Powtórzyłem. - Ja tam nie widzę szadnego „łatwo”. Naplawdę nie wiem, czego ode mnie oczekiwałaś. - Spojrzałem na nią spod lekko przymrużonych powiek, po czym wróciłem przodem do kierunku marszu. - Jestem sceptyszny s doświadczenia, nie s chalaktelu. - Dodałem z pełnym przekonaniem, chociaż oboje wiedzieliśmy, iż nie było to prawdą, różnica była czysto semantyczna - nie widziałem sensu w udawaniu, że wtedy nie dałem się podejść kobiecie, która była urodzoną prawniczką, a więc potrafiła rozmawiać z ludźmi w taki sposób, że po pięciu minutach jazdy był przekonany, iż wszystko zrobił z własnej woli, i dopiero po kolejnych pięciu zaczynał podejrzewać, że może jednak ktoś wcześniej poukładał mu pionki na planszy.
Na kolejną uwagę uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, już z wyraźnym rozbawieniem, bo doskonale wiedziałem, co miała na myśli, mówiąc o tym, że dostanę to, czego chcę, kiedy w końcu zdecyduję, że rzeczywiście tego chcę.
- M–mhmm… - Odmruknąłem, ale nie ciągnąłem tego dalej, bo i tak oboje wiedzieliśmy, o czym mówiłem, i że to „jak już się zdecydujesz” zabrzmiało zdecydowanie zbyt niewinnie, a ja znałem ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że Prue potrafiła pozostawić bardzo szeroki margines swobody, jednocześnie dokładnie pamiętając wszystko, co się powiedziało.
Nie oznaczało to jednak, że przed osiągnięciem tego, czego pragnąłem, zamierzałem siedzieć spokojnie, kiedy ktokolwiek miał zacząć mi opowiadać, że gwiazdy, karty, duchy albo inne siły kosmiczne postanowiły właśnie zająć się rozłożeniem mojego charakteru na czynniki pierwsze.
- „Mógłbyś nad sobą poplacowaś” to balso elegancki sposób powiedzenia komuś, sze jest zjebany. Poza tym… Coś mi sugelujesz? - Przeszedłem jeszcze kilka kroków, tak naprawdę nie będąc zrażony tym, że miała zaprzeczyć, nie przytaknąć, po czym dodałem. - Alkohol zawsze pomaga. W pszypadku niektólych plawd szyciowych powinien byś wlęcz obowiązkowym elementem celemonii. No i nie uklywajmy, jest zdecydowanie tańszy od Velitaselum i balsiej dostępny. - Zauważyłem, chociaż sam nie należałem do ludzi, który po wypiciu paru głębszych zaczynali się zwierzać z każdej głupoty, za to oboje znaliśmy przecież kogoś, kto to robił.
Otoczenie stawało się coraz bardziej odludne, a podłoże coraz mniej pewne, co oznaczało, że za chwilę mogliśmy stanąć w miejscu i przejść do dalszej części planu składania ofiar wotywnych. Torfowisko rozciągało się przed nami szeroko, wśród niskich traw i ciemnych połaci wody, wiatr przesuwał się po powierzchni mokradeł, wprawiając roślinność w jednostajny ruch - Prue miała rację, znaleźliśmy miejsce, które spełniało nasze założenia - teraz pozostawało tylko zrobić wszystko tak, jak należało, i nie wpakować się przy okazji po pas w bagno, kiedy więc wspomniała, że nie miała jeszcze pojęcia, jak uszkodzi swój diadem, zmierzyłem ją wzrokiem.
- Wiesz, sze balso chciałbym ci pomóc, ale chyba nie mogę… - Właściwie było to stwierdzenie retoryczne, bo na pewno nie mogłem, wiedziałem to ja sam i wiedziała to ona. - Mosze poskacz po nim tlochę? - Zasugerowałem z nutką braku pewności, czy było to dobrym pomysłem, i czy nie miała sobie skręcić kostki.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)