19.03.2023, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 20:55 przez Florence Bulstrode.)
Nawet Florence, obdarzona raczej stoickim charakterem, spłoszyła się nieco, kiedy ktoś nagle w tłumie ludzi – gdzie w dodatku całkiem blisko był jeden z jej braci – ukląkł przed nią i postanowił się jej oświadczyć. Trudno stwierdzić, czy spłoszyłaby się bardziej czy mniej, gdyby była pewna, że oświadczyny są wygłaszane „na poważnie”. Na całe szczęście: jeżeli nawet nie wzbudziłoby jej podejrzeń to nagłe wyznanie, i to, że Patrick Steward, którego znała, raczej nie prosiłby żadnej dziewczyny o rękę podczas patrolu na środku sabatu, to już na pewno zrobiłyby to słowa i obrazy przemykające przez jej głowę.
Była w centrum wszystkich obecnych planów i intencji Patricka. Nie widziała tam pracy, dziadków, ciągu dalszego patrolu, tylko siebie.
Z trudem powstrzymała się przed spojrzeniem ku Eunice. Może i Steward znajdował się teraz w objęciach jakiejś magii albo amortencji, ale byłoby to złe posunięcie… w gruncie rzeczy właśnie dlatego, że znajdował się w objęciach amortencji, byłoby to złe posunięcie.
Florence włożyła sobie na głowę wianek, który niedawno zaplotła, a potem sięgnęła ku Stewardowi, choć nie po to, by nakładać pierścionek na palec (zresztą tam, gdzie powinien być zaręczynowy, był już ten w kształcie motyla), ale ująć go za dłonie i lekko pociągnąć. Pierścionek była gotowa wziąć, choć po prostu do ręki, jeśli miałoby to sprawić, że szybciej wstałby z kolan.
- Może porozmawiamy o ślubie i pierścionkach trochę bardziej na boku? Tutaj ciągle ktoś mnie potrąca – odparła dyplomatycznie, pełna obawy, że odmowa mogłaby wywołać gwałtowną reakcję. Podobnie jak zgoda. Musiała odciągnąć go od tych stołów, gdzie kłębili się ludzie, i ustalić, co takiego wpływało na zachowanie Stewarda.
Była w centrum wszystkich obecnych planów i intencji Patricka. Nie widziała tam pracy, dziadków, ciągu dalszego patrolu, tylko siebie.
Z trudem powstrzymała się przed spojrzeniem ku Eunice. Może i Steward znajdował się teraz w objęciach jakiejś magii albo amortencji, ale byłoby to złe posunięcie… w gruncie rzeczy właśnie dlatego, że znajdował się w objęciach amortencji, byłoby to złe posunięcie.
Florence włożyła sobie na głowę wianek, który niedawno zaplotła, a potem sięgnęła ku Stewardowi, choć nie po to, by nakładać pierścionek na palec (zresztą tam, gdzie powinien być zaręczynowy, był już ten w kształcie motyla), ale ująć go za dłonie i lekko pociągnąć. Pierścionek była gotowa wziąć, choć po prostu do ręki, jeśli miałoby to sprawić, że szybciej wstałby z kolan.
- Może porozmawiamy o ślubie i pierścionkach trochę bardziej na boku? Tutaj ciągle ktoś mnie potrąca – odparła dyplomatycznie, pełna obawy, że odmowa mogłaby wywołać gwałtowną reakcję. Podobnie jak zgoda. Musiała odciągnąć go od tych stołów, gdzie kłębili się ludzie, i ustalić, co takiego wpływało na zachowanie Stewarda.