— Maidstone? Gdzie to w ogóle… — zmarszczył na moment brwi. — Cholera, ja nawet byłem w Maidstone. Była taka taka sprawa, jeszcze w lecie, że rozprowadzali tajemnicze maski. Ktokolwiek je założył, nagle zaczynał zachowywać się w zupełnie inny sposób, często agresywny i tym samym sprawiając kłopoty. Faktycznie, całkiem ładne miejsce. I masz rację, że okropnie nudne — parsknął, chociaż po prawdzie mieścina wydawała mu się wtedy co najwyżej przeciętna, nie wspominając już o tym, że miał inne rzeczy na głowie niż zastanawianie się nad tym czy było coś tam konkretnego do roboty.
— Proszę cię, obawiałbym się, że pierwszą twoją próbą byłoby wepchnięcie do jakiejś dziury — przyznał, udając śmiertelną powagę. — No to było nas dwoje. Moim zdaniem to najlepiej o całym zdarzeniu w ogóle zapomnieć — deklaracja poważna, czy nie, szybko straciła na ważności, bo Atreus już wykrzywiał niezadowolony twarz w odpowiedzi na to co Poltergeist mógł. Serio ktoś go powinien złapać i zamknąć, żeby wszyscy mieli z nim spokój, bo to nie mogło przecież tak wyglądać, że coś podobnego szalało po magicznym Londynie bezkarnie.
— A pomyśl, że to tylko przez te wyskoki, o których zdążyła się dowiedzieć. Miło jednak mieć świadomość, że tak się działało na ludzi — parsknął z rozbawieniem, bo Hogwart wydawał się teraz tak cholernie daleko. Za dużo teraz było zmartwień, ale z drugiej strony czy chciałby tam wrócić? — Chyba nie. Fajnie było, ale ile można. Znowu to zielarstwo albo opieka nad magicznymi stworzeniami. Okropieństwo — chociaż ciekawe, czy gdyby do czegoś podobnego doszło, Borgin też by tam trafił. Czy nagle wszystko to, co się pokomplikowało, w ogóle by się nie wydarzyło.
Odwrócił głowę w bok, podążając mimowolnie za ruchem i po chwili zdał sobie sprawę, że coś leżało na podłodze. Uniósł się więc lekko, łapiąc w ręce pudełeczko i nawet chciał zaczepić kobietę, która przeszła chwilę temu korytarzem, ale ta zniknęła.
— Z resztą, gdyby się cofnąć do Hogwartu to ciekawe czy bylibyśmy jak przed Beltane czy teraz.