Wczoraj, 07:18 ✶
Christopher posłał do Victorii liścik, ledwo skończył te kilka prototypowych szat w swojej pracowni. Był zadowolony: i z siebie, i z tego, co stworzył. Nie tylko uszył w bardzo krótkim czasie parę projektów, zarazem doskonale się prezentujących i posiadających praktyczne zastosowanie, ale jeszcze ten dla Lestrange wyszedł, jego zdaniem przynajmniej, szczególnie dobrze. Krój ze względu na przeznaczenie prosty, ale wciąż elegancki, kolorystyka dostosowana do tego, by nocą mogła wtopić się w las – odpadały to wszystkie jaskrawe barwy – zdobienia bardzo drobne, bo jednak będzie miała ją na sobie w pracy, ale istniejące przy rękawach, wszak to jednak był projekt Rosiera… Ba, dało się ją nawet nosić i jako szatę, i po rozpięciu jako płaszcz, bo prawdopodobnie będzie musiała pokazywać mundur aurora.
Może powinien zapowiedzieć się wcześniej i spytać o zdanie, a nie tylko posłać sowę, że dziś do niej wpadnie – z takim wyprzedzeniem, że właściwie miał przybyć niedługo po sowie – ale chyba w tym całym zapomnieniu przy pracy nad szatami stagnacji nawet nie pomyślał o tym, że to niegrzeczne albo że może mieć absolutnie inne plany. Pojawił się więc przed jej domem z pojedynczym, charakterystycznym pudłem, ozdobionym różą Rosierów i zapukał do drzwi. Wpuszczony przez skrzatkę mruknął jakieś nieuważne podziękowanie, nie patrząc nawet na nią, nim wszedł do środka.
A chwilę później zobaczył…
Christopher zamrugał, mając wrażenie, że oczy go mylą albo przeniósł się w czasie. W głowie rozległo się echo głosów jednego z kolegów, że o nie, nie wymykamy się tędy, patrz, tu stoją prefekci i potem wspomnienie siebie samego, zerkającego zza zakrętu, aby zobaczyć właśnie tę dziewczynę, gadającą z prefektem z jednego z innych domów.
– Olivia? – spytał trochę niepewnie, bo dziewczyna wyglądała jak skóra zdarta z Victorii. Tylko co ona tu robiła, zamiast w Hogwarcie? Ale to musiała być ona, przecież Victoria nie wyglądała, jakby miała piętnaście lat i Rosier nie mógł sobie wyobrazić żadnego wyjaśnienia, dla którego miałaby postanowić wyglądać jak nastolatka? – Jest Victoria…? – spytał dalej, wciąż oszołomiony. – Bo to… to nie żaden eliksir? – dodał jeszcze, dalej z tą samą niepewnością, bo do diabła, naprawdę wyglądała zupełnie tak jak Victoria w Hogwarcie.
Może powinien zapowiedzieć się wcześniej i spytać o zdanie, a nie tylko posłać sowę, że dziś do niej wpadnie – z takim wyprzedzeniem, że właściwie miał przybyć niedługo po sowie – ale chyba w tym całym zapomnieniu przy pracy nad szatami stagnacji nawet nie pomyślał o tym, że to niegrzeczne albo że może mieć absolutnie inne plany. Pojawił się więc przed jej domem z pojedynczym, charakterystycznym pudłem, ozdobionym różą Rosierów i zapukał do drzwi. Wpuszczony przez skrzatkę mruknął jakieś nieuważne podziękowanie, nie patrząc nawet na nią, nim wszedł do środka.
A chwilę później zobaczył…
Christopher zamrugał, mając wrażenie, że oczy go mylą albo przeniósł się w czasie. W głowie rozległo się echo głosów jednego z kolegów, że o nie, nie wymykamy się tędy, patrz, tu stoją prefekci i potem wspomnienie siebie samego, zerkającego zza zakrętu, aby zobaczyć właśnie tę dziewczynę, gadającą z prefektem z jednego z innych domów.
– Olivia? – spytał trochę niepewnie, bo dziewczyna wyglądała jak skóra zdarta z Victorii. Tylko co ona tu robiła, zamiast w Hogwarcie? Ale to musiała być ona, przecież Victoria nie wyglądała, jakby miała piętnaście lat i Rosier nie mógł sobie wyobrazić żadnego wyjaśnienia, dla którego miałaby postanowić wyglądać jak nastolatka? – Jest Victoria…? – spytał dalej, wciąż oszołomiony. – Bo to… to nie żaden eliksir? – dodał jeszcze, dalej z tą samą niepewnością, bo do diabła, naprawdę wyglądała zupełnie tak jak Victoria w Hogwarcie.