• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue

[16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
12.09.2026, 21:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2026, 21:45 przez Benjy Fenwick.)  
Minęło tyle lat, każde z nas zdążyło przejść przez wystarczająco dużo, żeby móc spokojnie uznać, że dawnych wersji nas już nie było, a jednak wystarczyło tak naprawdę kilka dni razem, żebym znowu znalazł się w tym samym schemacie, w którym Pruey coś wymyślała, ja zaś zgadzałem się na to bez większego zastanowienia, po czym oboje sprawdzaliśmy, czy rzeczywistość miała pozwolić nam przeżyć konsekwencje naszych pomysłów. Pasowaliśmy do siebie już wtedy, nie pod każdym względem, rzecz jasna, bo ona miała więcej rozsądku w jednym małym palcu niż ja w całym ciele, ale ciekawość, upór i ta przeklęta potrzeba sprawdzania rzeczy na własną rękę były nam wspólne, chociaż w tamtym czasie testowanie granic z pewnością było dla nas obojga prostsze, mieliśmy bowiem zdecydowanie mniej powodów, żeby zastanawiać się, co stanie się po przekroczeniu kolejnej. Świat wydawał się znacznie bardziej przyjazny, nie dlatego, że rzeczywiście taki był, tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy jeszcze, ile mogła kosztować próba przeżycia kolejnych lat.
Przez długi czas sądziłem, że wspomnienia o niej będą wyłącznie czymś, co trzeba było przechowywać w miejscu niedostępnym dla bieżącego życia, tymczasem stała przede mną we wrześniowej mgle i znowu patrzyła na mnie tym samym skupionym wzrokiem, a ja po raz kolejny miałem ochotę sprawdzić z nią coś, czego nie powinienem był prawdopodobnie próbować, bo nawet nie wiedziałem, czy będę w stanie dotrzymać jej w tym kroku, czy przypadkiem nie odkryję przed nią czegoś, o czym niekoniecznie chciałem mówić. Nie powiedziałem jej też, oczywiście, że właśnie ta znajoma wersja nas dwojga działała na mnie zaskakująco mocno, jednak było to raczej jasne, tym bardziej, iż właśnie przyprowadziła mnie do Lasu Wisielców, cholernie blisko mojego dawnego domu, wyciągnęła różdżkę i oznajmiła, że nauczy mnie zaklęcia, którego wcześniej nie potrafiłem rzucić, i gdybym jej nie ufał, zdecydowanie nie stałbym tutaj tak grzecznie.
Przyglądałem jej się z pewnym rozbawieniem, kiedy mówiła o dawaniu czegoś od siebie, bo chyba dopiero teraz tak naprawdę dotarło do mnie, że dla Prue ten cały wypad rzeczywiście był prezentem, a nie tylko kolejnym punktem na bardzo długiej liście rzeczy, które uznała za warte zrobienia we dwoje, przyjąłem zatem ten jej praktyczny sposób myślenia z lekkim uśmiechem, bo właściwie pasował do niej aż za dobrze - faktycznie, nigdy nie była dziewczyną od przypadkowych gestów, jeśli zatem już coś komuś dawała, musiało mieć jakiś sens, zastosowanie albo przynajmniej drugie dno, którego można było nie zauważyć przy pierwszym spojrzeniu. Ja natomiast byłem człowiekiem, który przez większą część życia przekonywał się na własnej skórze, nie zawsze trwale, że wiedza zdobyta odpowiednio wcześnie potrafiła później oszczędzić jej posiadaczowi wielu bardzo bolesnych doświadczeń, więc trudno było mi narzekać na prezent, który mógł kiedyś uratować mi skórę.
- No, to chyba właśnie dostałaś odpowiedź. - Wzruszyłem ramionami, w dalszym ciągu nie powiedziawszy otwarcie, że zaufanie w stosunku do niej przyszło mi zaskakująco łatwo, szczególnie biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się między nami w tych mrocznych latach. Kiedyś wystarczyłoby mi kilka godzin spędzonych obok, żeby uznać, że miałem w swoim życiu kogoś, komu mogłem powierzyć własną skórę, później życie nauczyło mnie, że nawet takie rzeczy potrafiły się rozpaść bez ostrzeżenia, ale najwyraźniej nie nauczyło mnie to zupełnej ostrożności wobec naszej skomplikowanej więzi. Nie musiała mnie przekonywać, nie potrzebowałem gwarancji ani instrukcji bezpieczeństwa ani umowy podpisanej własną krwią - znałem ją - może nie znałem już każdego szczegółu, może przez te wszystkie lata oboje zdążyliśmy zmienić się bardziej, niż chcieliśmy przyznać, ale pewne rzeczy pozostawały zaskakująco łatwe do rozpoznania. Była dokładnie tym rodzajem kobiety, przy którym człowiek powinien był zachować zdrowy rozsądek, ale od pewnego czasu coraz wyraźniej podejrzewałem, że zdrowy rozsądek został gdzieś po drodze i nie zamierzał nas dogonić.
Prychnąłem cicho, lecz posłusznie odsunąłem się o pół kroku, unosząc obie dłonie w geście kapitulacji, nie zamierzałem być szczególnie grzeczny w najbliższej przyszłości, ale mogłem przynajmniej przez kilka minut pozwolić jej prowadzić lekcję.
- Dopsz, dopsz. Jusz się zamykam. - Mruknąłem, chociaż mój uśmiech wyraźnie sugerował, że złożona przeze mnie obietnica była co najwyżej częściowa, oczywiście, nie zamierzałem obiecywać więcej, bo jej reakcje były zbyt zabawne, a poza tym sama świadomość, że mogłem ją odrobinę speszyć, miała w sobie coś cholernie przyjemnego. Lubiłem patrzeć, gdy mówiła o rzeczach, które ją interesowały, bo wtedy cała jej ostrożność ustępowała miejsca koncentracji i pewności siebie, i zaczynałem dostrzegać w niej kobietę, która wyrósłszy z tamtej dziewczyny, zrobiła z własnej ciekawości coś naprawdę niebezpiecznie interesującego.
- To miało byś pocieszenie? - Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu, wróciłem oczami do jej twarzy i spojrzałem na nią z udawanym oburzeniem, po czym wyprostowałem się nieco. - Ale miło wiedzieś, sze imponowałem ci jusz wtedy, kiedy byłem małym, chudym gnojkiem s ploblemami. - Parsknąłem śmiechem, posłałem jej znaczące spojrzenie, po czym wróciłem do różdżki, zanim rzeczywiście znowu zaczęła mnie karcić za rozpraszanie. Jeszcze kilka dni wcześniej nie przypuszczałem, że będę mógł znowu robić to, co robiłem z nią kiedyś, tylko tym razem z całą wiedzą dorosłego człowieka i świadomością, że pociągało mnie w niej znacznie więcej niż dawniej, na razie jednak nie zamierzałem nazywać tego wszystkiego zbyt dokładnie. Mieliśmy wrzesień, mieliśmy umowę, mieliśmy świadomość, że ta historia miała swój koniec, nie potrzebowałem dodatkowych powodów, żeby zacząć komplikować coś, co już samo w sobie było wystarczająco skomplikowane.
- Tylko „dobsze”? - Upewniłem się, wyłącznie dla zasady, naśladując jej wcześniejszy ton, po czym przyzezowałem na nią z pełnym politowania rozbawieniem. - To stlaszna tlagedia. - Wyciągnąłem przed siebie ręce. - No, ale będę musiał jakoś pszeszyś fakt, sze nie jesteś w stanie zapewniś mi pełnego doznania. - Opuściłem je po chwili, żeby nie przeciągać żartu, następnie pokręciwszy głową. - Na szczęście są sposoby na lasenie sobie s takimi niedogodnościami. - Przesunąłem wzrok na jej różdżkę, zanim moje własne skojarzenia poszły w kierunku, którego lepiej było nie rozwijać podczas lekcji patronusa w środku Lasu Wisielców.
- Dziękuję, sze nie zaczęłaś od łacińskiego alfabetu. - Zrobiłem przesadnie poważną minę. - Nie jestem ignolantem, pamiętasz? Wiem, czym jest inkantasja, Plue. Naplawdę. Co ciekawsze, zazwyczaj nawet udaje mi się ją wymawiaś. - Pozwoliłem sobie na niewielką, lecz wymowną pauzę, po czym dodałem. - Ale chętnie dowiem się, czego nie ma w podlęsznikach. - To zresztą właśnie interesowało mnie najbardziej - nie samo zaklęcie, tylko jej sposób myślenia o nim, wiedza zdobyta poza szkołą, praktyka, którą wypracowała własnymi metodami. - Czyli mam wykonaś luch, wypowiedzieś zaklęcie i zlobiś coś, co wymaga ode mnie wspomnienia chwili, w której byłem szczęśliwy. To ostatnie mosze byś balsiej skomplikowane nisz sama magia, ale okej. - Podsumowałem jeszcze, obróciłem różdżkę między palcami i zrobiłem to, co robiłem zawsze, kiedy ktoś pokazywał mi coś wartego zapamiętania - patrzyłem uważnie, nie tylko na różdżkę, na nią również. Przez ułamek sekundy dostrzegłem zmianę w jej twarzy, coś bardzo subtelnego, co sugerowało, że myślami znalazła się gdzieś indziej, nie wiedziałem jeszcze, do jakiego wspomnienia wróciła, ale nie przerywałem tego, co robiła ani tego nie komentowałem. Dopiero wtedy dotarło do mnie zrestt, że jeżeli mój patronus miał kiedykolwiek powstać, będę musiał znaleźć w sobie coś równie mocnego, może niekoniecznie scenę bójki w barze… Patrzyłem na nią uważnie, a potem na koniec jej różdżki, czekając, aż magia odpowie, i pierwszy raz od bardzo dawna nie byłem pewien, czy najbardziej przerażała mnie możliwość, że niczego takiego nie znajdę, czy też to, co mogłoby się pojawić, gdybym znalazł.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4785), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (2657)




Wiadomości w tym wątku
[16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.09.2026, 21:06
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 10.09.2026, 21:06
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 10.09.2026, 21:35
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.09.2026, 22:05
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.09.2026, 17:35
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.09.2026, 18:10
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.09.2026, 19:03
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.09.2026, 19:54
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.09.2026, 20:10
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.09.2026, 21:16
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.09.2026, 21:36
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 00:33
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.09.2026, 13:38
RE: [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 21:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa