13.09.2026, 17:14 ✶
Cóż, historia zawodowa Sebastiana zdecydowanie należała do tych z rodzaju skomplikowanych. Najpierw tułał się po pomniejszych miejscach kultu na Wyspach Brytyjskich, potem udał się do Ministerstwa Magii, aby tam pracować na pełen etat, aż pod wpływem tragicznych zdarzeń na przestrzeni wiosny i lata zdecydował się na powrót do kowenu ze zwiększoną ilością obowiązków. Nic dziwnego, że czasem trudno było zgadnąć, gdzie akurat spędza najwięcej czasu.
— Właściwie to tak. Byłem tu już wczoraj i w pewnym momencie pojawiło się ich całkiem sporo — przyznał Sebastian, owijając szalik nieco ciaśniej wokół własnej szyi. — Ponoć większość z nich przegnano z centrum lasu i to chyba faktycznie jest prawda. — Pociągnął głośno nosem. — Wcześniej nie zauważyłem tutaj aż tak wysokiej aktywności bytów niematerialnych. Ministerstwo dwa razy wysłało mnie do Kniei, ale jeśli mam być szczery, to spotkałem więcej rządowych badaczy niż duchów.
Podobnie jak z Widmami, pomyślał przelotnie, po czym westchnął cicho. Wielokrotnie wracał myślami do wielkiego polowania na te straszydła, którym przewodził Laurent Prewett po uzyskaniu zezwolenia od Lazarusa Rowle'a. Wtedy wydawało mu się, że fakt nieznalezienia żadnych Widm był czymś pozytywnym. Żaden z członków ekspedycji nie doświadczył uszczerbku na zdrowiu, ale… Nie dowiedzieli się też niczego nowego. A fakt, że pomimo dwukrotnej wizyty w samym centrum katastrofy nie miał okazji się z nimi skonfrontować, był nieco dziwny. Niepokojący wręcz. Bo skoro nie kręciły się tam, gdzie było najwięcej ludzi w całej Kniei, to gdzie mogły się chować?
— Podejrzewam, że do niedawna duchy były rozsiane po całej Kniei i okolicznych lasach, ale z czasem zaczęły się przesuwać coraz bliżej Polany Ognisk — kontynuował swój wywód, racząc Ambrosią jedną ze swoich teorii. — Tutejsza energia magiczna i tak jest dość niestabilna po ataku na Beltane, więc w połączeniu z ogólnym słabnięciem bariery między światem żywych i umarłych z okazji Samhain, dostaliśmy istny magnes na duchy z całego rejonu. Ich celem zapewne była Polana, ale Departament Tajemnic zaczął je przepędzać, a my pełnimy funkcję… przechwalonych sprzątaczy.
Skrzywił się na dźwięk konkluzji swoich przemyśleń. Raz jeszcze okazywało się, że najbardziej skryta komórka Ministerstwa Magii nie była jednak w stanie opanować kryzysu samodzielnie i okoliczności zmuszały ją do współpracy z czarodziejami i czarownicami spoza ich wewnętrznych struktur. Ciekawe, czy w ogóle okażą im jakąś wdzięczność za udzieloną pomoc? Sebastian wypuścił głośno powietrze z ust, starając się odeprzeć od siebie te iście negatywne myśli.
Martwiło go to, że nie potrafił wydedukować, co popchnęło Niewymownych do takich działań. Zwykła presja ze strony dowództwa, które dostało ich raporty na temat lokalnej inwazji duchów? Obawa, że byty niematerialne jakoś zakłócą prowadzone przez nich badania? A może wiedzieli coś, czego reszta nie była świadoma i widzieli w duchach niebezpieczeństwo dla samej Polany Ognisk? Tyle możliwości, a tak mało odpowiedzi.
— Pytano cię już wcześniej o radę, jeśli chodzi o to… wszystko, co się tutaj stało? — zapytał z autentyczną ciekawością. Jego wiedza na temat ograniczała się w dużej mierze do wąskiego grona badaczy i kilku pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Kto wie, może osoby prywatne szukały też jakiegoś wsparcia po tym, co się tutaj wydarzyło.
— Właściwie to tak. Byłem tu już wczoraj i w pewnym momencie pojawiło się ich całkiem sporo — przyznał Sebastian, owijając szalik nieco ciaśniej wokół własnej szyi. — Ponoć większość z nich przegnano z centrum lasu i to chyba faktycznie jest prawda. — Pociągnął głośno nosem. — Wcześniej nie zauważyłem tutaj aż tak wysokiej aktywności bytów niematerialnych. Ministerstwo dwa razy wysłało mnie do Kniei, ale jeśli mam być szczery, to spotkałem więcej rządowych badaczy niż duchów.
Podobnie jak z Widmami, pomyślał przelotnie, po czym westchnął cicho. Wielokrotnie wracał myślami do wielkiego polowania na te straszydła, którym przewodził Laurent Prewett po uzyskaniu zezwolenia od Lazarusa Rowle'a. Wtedy wydawało mu się, że fakt nieznalezienia żadnych Widm był czymś pozytywnym. Żaden z członków ekspedycji nie doświadczył uszczerbku na zdrowiu, ale… Nie dowiedzieli się też niczego nowego. A fakt, że pomimo dwukrotnej wizyty w samym centrum katastrofy nie miał okazji się z nimi skonfrontować, był nieco dziwny. Niepokojący wręcz. Bo skoro nie kręciły się tam, gdzie było najwięcej ludzi w całej Kniei, to gdzie mogły się chować?
— Podejrzewam, że do niedawna duchy były rozsiane po całej Kniei i okolicznych lasach, ale z czasem zaczęły się przesuwać coraz bliżej Polany Ognisk — kontynuował swój wywód, racząc Ambrosią jedną ze swoich teorii. — Tutejsza energia magiczna i tak jest dość niestabilna po ataku na Beltane, więc w połączeniu z ogólnym słabnięciem bariery między światem żywych i umarłych z okazji Samhain, dostaliśmy istny magnes na duchy z całego rejonu. Ich celem zapewne była Polana, ale Departament Tajemnic zaczął je przepędzać, a my pełnimy funkcję… przechwalonych sprzątaczy.
Skrzywił się na dźwięk konkluzji swoich przemyśleń. Raz jeszcze okazywało się, że najbardziej skryta komórka Ministerstwa Magii nie była jednak w stanie opanować kryzysu samodzielnie i okoliczności zmuszały ją do współpracy z czarodziejami i czarownicami spoza ich wewnętrznych struktur. Ciekawe, czy w ogóle okażą im jakąś wdzięczność za udzieloną pomoc? Sebastian wypuścił głośno powietrze z ust, starając się odeprzeć od siebie te iście negatywne myśli.
Martwiło go to, że nie potrafił wydedukować, co popchnęło Niewymownych do takich działań. Zwykła presja ze strony dowództwa, które dostało ich raporty na temat lokalnej inwazji duchów? Obawa, że byty niematerialne jakoś zakłócą prowadzone przez nich badania? A może wiedzieli coś, czego reszta nie była świadoma i widzieli w duchach niebezpieczeństwo dla samej Polany Ognisk? Tyle możliwości, a tak mało odpowiedzi.
— Pytano cię już wcześniej o radę, jeśli chodzi o to… wszystko, co się tutaj stało? — zapytał z autentyczną ciekawością. Jego wiedza na temat ograniczała się w dużej mierze do wąskiego grona badaczy i kilku pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Kto wie, może osoby prywatne szukały też jakiegoś wsparcia po tym, co się tutaj wydarzyło.