Vespera dzielnie splatała ze sobą kwiaty, które już dwa razy jej się w niektórych miejscach rozsypywały. Miała ochotę to zostawić czując, że robi z siebie tylko pośmiewisko. Wdowa robiąca wianuszek niczym panna na wydaniu. Było to absurdalnie ośmieszające – przynajmniej tak to widziała.
Czując za sobą obecność innej osoby lekko się spięła, ale gdy do jej nosa dotarł jego zapach, potem usłyszała jego przyjemny głos spięcie zniknęło – uleciało w dal jak nigdy przy żadnej innej osobie. Perseus był wyjątkowym kochankiem, innym niż zwykle miała, zapadającym w pamięć i intrygującym. Czując pocałunek na czubku głowy uśmiechnęła się w swój zadziorny, filuterny sposób. Słysząc jego śmiech sama się zaśmiała, był zaraźliwy i to czasami ją przy nim denerwowało, że działał na nią inaczej niż inni mężczyźni.
— A skąd wiesz, że nie jestem? – pozwoliła się odwrócić w jego kierunku trzymając już gotowy wieniec w dłoniach. — Nie jesteś zbyt odważny? – zapytała przysuwając się bliżej niego i patrząc mu prosto w te oczy. Uwielbiała je, lubiła też, gdy na nią patrzył.
Spojrzała na swój wianek i wysunęła w jego kierunku.
— Proszę, dla ciebie, ale spokojnie nie zmuszam cię do wspinania się na te pale. Są ciekawsze rzeczy do robienia… – figlarny uśmiech nie schodził z jej twarzy – tu na dole. – dodała wsuwając wieniec kwiatowy na jego głowę, a uśmiech jej był jeszcze szerszy. – Do twarzy ci w nim. – oh, jaką miała ochotę go pocałować, ale nie miała zamiaru nic z takich rzeczy robić wśród tych osób. Czuła jednak, że długo nie da rady powstrzymywać się przed tym. Urok Beltane był magicznie hipnotyzujący. Chciała też, aby Perseus nie zostawał tutaj zbyt długo, więc musiała wymyślić jakiś powód, dla którego go stąd zabierze.