• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue

[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
14.09.2026, 00:12  ✶  
Mina Prudence powiedziała mi wszystko, zanim jeszcze moja „osoba towarzysząca” zdążyła wypowiedzieć pierwsze słowo - znałem ten moment - Audacia miała kilka rodzajów milczenia, a to należało do tych, które oznaczały, że powinienem był zacząć rozglądać się za drogą ewakuacyjną, problem polegał na tym, że nigdy nie miałem szczególnego talentu do korzystania z ostrzeżeń, które sam rozpoznawałem.
„Dick” - „Naprawdę?” - z całego bogatego zasobu imion, którymi mogła mnie w tej chwili obdarzyć, wybrała właśnie Dicka, co uznałem za wyjątkowo niesprawiedliwie komiczne, zwłaszcza że przy tych wszystkich okolicznościach naprawdę starałem się zachowywać przyzwoicie, zresztą, samo brzmienie tego słowa w jej ustach miało w sobie coś, co od dawna uważałem za całkiem satysfakcjonujące, świadczyło bowiem o tym, iż piekielnie ją irytowałem, szczególnie że potrafiła wypowiedzieć je z miną damy, która właśnie odkryła, że ktoś pozostawił błoto na jej ulubionym dywanie. Musiałem przyznać, że przez moment poczułem nawet pewien rodzaj dumy, bo osiągnięcie takiego poziomu rozdrażnienia samą swoją obecnością wymagało ode mnie lat praktyki, natomiast ta konkretna dziewczyna była jedną z niewielu osób, które potrafiły odpowiednio… docenić moje umiejętności w tej dziedzinie.
- Mam doskonałą orientację w terenie, kochanie. - Odpowiedziałem spokojnie.  - Po prostu zawsze wybierasz drogę naokoło, kiedy się stresujesz. - Zerknąłem na nią z ukosa i uśmiechnąłem się szerzej, bo jej zaciśnięte usta mówiły mi wyraźnie, że jeszcze chwila i po raz pierwszy wybierze najkrótszą drogę prowadzącą mnie prosto na cmentarz. - Trzeba za nią chodzić. - Dodałem porozumiewawczo do reszty mężczyzn, odrobinę się przy tym nachylając. - Jak za prawdziwą gąską. - Uniosłem kącik ust, przyjmując od jednego z mężczyzn całkiem przyjazne klepnięcie w ramię. Ktoś parsknął nieudolnie zduszonym śmiechem, przez co poczułem, że wyjątkowo dobrze wchodziłem w tę rolę, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, iż nie miałem żadnego doświadczenia w udawaniu zaangażowanego narzeczonego, troskliwego chłopaka czy choćby przyzwoitego przyjaciela - albo nim byłem, albo nie, ale najwyraźniej wystarczyło kilka wypitych kieliszków, żeby uznano mnie za wiarygodnego towarzysza młodej panienki.
Nie musiałem nawet patrzeć na Prue, żeby wiedzieć, że podczas, gdy ja wymownie zamilkłem, porozumiewawczo spoglądając po twarzach otaczających nas mężczyzn, ona w tym samym czasie brała za to pod uwagę wszystkie możliwe sposoby pozbycia się mnie bez zwracania na siebie uwagi całego wesela, niestety, byliśmy tu już odrobinę za bardzo publicznie razem.
- To akurat prawda. - Przyznałem, gdy sprostowała to, iż może nie do końca jeszcze była ze mną oswojona. Przez chwilę naprawdę rozważałem odpowiedź, chociaż właściwie bardzo szybko doszedłem do wniosku, że sama podsunęła mi doskonałą możliwość dalszego znęcania się nad nią słownie. Uznałem to za niewielkie zwycięstwo, chociaż rozsądek podpowiadał mi, że być może właśnie podpisałem własny wyrok. - Widzicie? Właśnie o tym mówiłem. - Zawiesiłem głos, przesuwając spojrzeniem po twarzach zebranych, po czym dodałem już ciszej, ale wystarczająco głośno, żeby stojący najbliżej nadal towarzyszyli nam w prowadzonej „spoufalonej” dyskusji, bo przecież o to chodziło. - Jestem bardzo cierpliwy. Postępy są niewielkie, jednak nie tracę nadziei. - Zabrzmiało to dokładnie tak „wyrozumiale” jak zaplanowałem. - Spokojnie, Cia. Nie będę cię przecież oswajał poza domem. - Sam nie wiedziałem, czy bardziej bawiło mnie jej oburzenie, czy fakt, że przez krótką chwilę nie byłem pewien, czy rzeczywiście mnie nie ugryzie, bo sugestia tego, co miałem przy tym na myśli, była aż nadto jasna i nie dotyczyła nieuzgodnionej „przemocy”.
Najwyraźniej trafiłem tym w odpowiedni ton, bo mężczyzna tuż obok mnie roześmiał się głośno, poklepał mnie po ramieniu i powiedział coś, czego nie zrozumiałem przez muzykę, jaka dotarła do nas przez otwierane i zamykane drzwi stodoły, lecz nie miało to większego znaczenia, ponieważ ewidentnie chciał nas poznać i wyglądał na śmiertelnie przekonanego o tym, że właśnie poznawał kogoś niezwykle pociesznego - to było nawet trochę obraźliwe, zważywszy na to, ile pracy wkładałem zwykle w budowanie przeciwnego wizerunku - przyjąłem to z należytą powagą, skinąłem głową i podałem rękę każdemu po kolei, chociaż przy trzecim nazwisku całkowicie przestałem próbować zapamiętywać, kto był kim. Nie miałem pojęcia, czy ktokolwiek z nich w ogóle słuchał, ale wyglądało na to, że wystarczyło powiedzieć coś z odpowiednio przekonującą miną, żeby uznano to za prawdę.
- Oczywiście, jesteśmy bardzo blisko z młodymi. - Skłamałem bez najmniejszego zawahania, gdy padło bełkotliwe pytanie o nasz związek z najważniejszą parą nadchodzącego wieczoru, po czym objąłem Audacię ramieniem, zanim zdążyła się ode mnie odsunąć. - Niestety mieszkamy za daleko, by bywać tu częściej. Właściwie, był taki czas, gdy byliśmy prawie nierozłączni. Stare dzieje, ale dzisiaj przecież wszyscy jesteśmy tu dla nich. - To ostatnie powiedziałem specjalnie, bo widziałem po jej twarzy, że właśnie tego najbardziej potrzebowała - jeszcze chwila i może nawet uwierzyłaby, że dało się wyjść z tego bez konsekwencji, a przecież nie mogłem pozwolić, żeby ominęła ją taka wspaniała okazja do spędzenia czasu w moim towarzystwie - zresztą najwyraźniej nie mieliśmy już żadnego wyboru, bo nim się obejrzałem, weselnicy prowadzili nas do środka z taką energią, jakbyśmy byli długo oczekiwanymi gośćmi mogącymi nawet wznosić oficjalne toasty.
- Nie dziękuj mi. - Mruknąłem pod nosem, ledwo poruszywszy wargami, choć doskonale wiedziałem, że nie zamierzała tego robić. Los podsunął mi ją w najwspanialszych możliwych okolicznościach i najwyraźniej oczekiwał, żebym zachował się przyzwoicie, tyle tylko, że ja nigdy nie byłem szczególnie dobry w spełnianiu cudzych oczekiwań, więc mieliśmy, co mieliśmy.
W środku było jeszcze gorzej, czyli dokładnie tak, jak lubiłem - muzyka waliła po uszach, ktoś już praktycznie prawie tańczył na stole, dwie czarownice próbowały przekonać siedzącego obok czarodzieja, że powinien był wypić z nimi kolejną kolejkę, natomiast na jednym z końców sali ktoś najwyraźniej właśnie rozlał coś wodnistego i klejącego, co powoli płynęło w naszą stronę pomiędzy butami pozostałych biesiadników. Stoły uginały się pod ciężarem jedzenia, napitki pojawiały się w dłoniach szybciej, niż można było je opróżnić, a atmosfera była na tyle swobodna, że po kilku sekundach z pewnością nikt już nawet nie pamiętał, dlaczego właściwie zostaliśmy zaproszeni.
Ktoś wsunął mi do ręki kieliszek, drugi trafił do Audacii - spojrzałem na jej naczynie, potem na swoje i wreszcie na przyjaciół gospodarzy, którzy najwyraźniej uznali, że sprawa została rozwiązana, wyprostowałem się i natychmiast przybrałem najbardziej przyjacielską minę, na jaką tylko było mnie stać, unosząc kieliszek w stronę pozostałych.
- Za młodą parę! - Nie miałem pojęcia, kim byli, wiedziałem natomiast, że to było miejsce, w którym dało się bez większego wysiłku zniknąć w tłumie i udawać, że znało się wszystkich od lat.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12805), Prudence Fenwick (6004)




Wiadomości w tym wątku
[07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.09.2026, 22:02
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 13.09.2026, 22:06
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.09.2026, 00:12
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 14.09.2026, 21:22
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 15.09.2026, 00:25
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 06.10.2026, 18:18
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.10.2026, 21:50
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.10.2026, 19:51
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.10.2026, 22:06
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.10.2026, 17:04
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.10.2026, 18:03
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.10.2026, 19:55
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 09.10.2026, 12:09
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.10.2026, 20:20
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.10.2026, 15:49
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.10.2026, 21:23
RE: [07.1957] The boys with long hair and the girls who knew better | Aloysius, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.10.2026, 16:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa