14.09.2026, 08:45 ✶
– Nie krzyczałam na niego. Poskarżyłam się, że zepsuł mój bukiet – wytknęła. – A czekoladowe żaby dostało ode mnie pół Hogwartu. Wtedy uważałam, że to najlepsze lekarstwo na wszystko – westchnęła. Czy była ślepa? No owszem, trochę tak. Ale pewnie nawet gdyby nie była, nie umiałaby wtedy potraktować poważnie czwartoklasisty. Lubiła go, ale był trochę dzieciakiem. Dopiero potem jej ślepota i głupota nie znajdowały usprawiedliwienia, kiedy Anthony po Hogwarcie wcale nie zrezygnował, tyle że kilka lat później dowiedziała się więcej o Borginach i… i reszta kończyła się dużą dawką wyrzutów sumienia oraz jakimś żalem. Ale nigdy, przenigdy nie sugerowała mu, że ma szansę. Przynajmniej teraz był zaręczony, chociaż dalej czuła się trochę dziwnie, gdy myślała o tym, jak zaczepił ją na balu Lestrangów.
*
Brennę bolała głowa.
Przez ułamek sekundy była zdziwiona, że nad sobą widzi nie sufit Sali szpitalnej, i że kiedy spojrzała na bok, nie zobaczyła leżącej na sąsiednim łóżku nieprzytomnej ślicznej Lorraine Malfoy, a Atreusa. Otrząśnięcie się z ułamka wspomnienia, w którym tkwiła przez kilka chwil, zajęło moment. Wyprostowała się jakby ostrożnie i sięgnęła dłonią do tyłu głowy, by przesunąć po niej i upewnić się, że nie ma tam żadnego guza ani krwi, i że ten ból to właściwie wspomnienie bólu, a nie coś realnego. Dotarło do niej też wreszcie, o czym on mówi: mecz. Aha. Czyli widzieli to samo. Jakoś nie wierzyła, aby ten mecz był przypadkiem. A potem dźgnęła lekko Atreusa palcem w ramię.
– Na Godryka, Bulstrode, jesteś niesamowicie utalentowanym kłamcą – oświadczyła. A może tylko aktorem. Albo miał wysoko rozwinięte umiejętności bawienia się słowem tak, żeby nie powiedzieć prawdy, co Brenna właściwie też doskonale rozwinęła, zwłaszcza odkąd trafiła do Zakonu Feniksa. – Słyszałam melodię i musiałeś być baaardzo zadowolony z siebie, że walnąłeś kogoś tłuczkiem, skoro przeniosło nas akurat tam. Cud, że nie skręciłam sobie wtedy karku – stwierdziła. – Zdaje się, że powinniśmy wysiadać.
*
Brennę bolała głowa.
Przez ułamek sekundy była zdziwiona, że nad sobą widzi nie sufit Sali szpitalnej, i że kiedy spojrzała na bok, nie zobaczyła leżącej na sąsiednim łóżku nieprzytomnej ślicznej Lorraine Malfoy, a Atreusa. Otrząśnięcie się z ułamka wspomnienia, w którym tkwiła przez kilka chwil, zajęło moment. Wyprostowała się jakby ostrożnie i sięgnęła dłonią do tyłu głowy, by przesunąć po niej i upewnić się, że nie ma tam żadnego guza ani krwi, i że ten ból to właściwie wspomnienie bólu, a nie coś realnego. Dotarło do niej też wreszcie, o czym on mówi: mecz. Aha. Czyli widzieli to samo. Jakoś nie wierzyła, aby ten mecz był przypadkiem. A potem dźgnęła lekko Atreusa palcem w ramię.
– Na Godryka, Bulstrode, jesteś niesamowicie utalentowanym kłamcą – oświadczyła. A może tylko aktorem. Albo miał wysoko rozwinięte umiejętności bawienia się słowem tak, żeby nie powiedzieć prawdy, co Brenna właściwie też doskonale rozwinęła, zwłaszcza odkąd trafiła do Zakonu Feniksa. – Słyszałam melodię i musiałeś być baaardzo zadowolony z siebie, że walnąłeś kogoś tłuczkiem, skoro przeniosło nas akurat tam. Cud, że nie skręciłam sobie wtedy karku – stwierdziła. – Zdaje się, że powinniśmy wysiadać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.