14.09.2026, 09:29 ✶
– Ten hotel w sumie nie wygląda na taki, gdzie sprzątają regularnie… może jeśli zapłacili z góry… Tylko to wtedy dziwne, że ich rodzina nie znała tego adresu i nam tego nie zgłosiła, więc pewnie faktycznie jakoś zabezpieczyli pokój – uznała Brenna, i tknięta tą myślą na wszelki wypadek wyciągnęła różdżkę, by rzucić zaklęcie rozpraszające. Nic się nie stało, trudno powiedzieć, czy dlatego, że nie było tu niczego do rozproszenia, niczego skierowanego w nie, bo miało działać tylko na mugoli, jak zabezpieczenia Hogwartu, czy zaklęcie po prostu nie wyszło. W każdym razie dopiero po tym zaczęła sprawdzać po kolei szuflady.
– Henry Owens. To chyba faktycznie on – rzuciła z pewną ulgą, gdy znalazła list, adresowany właśnie do Henry’ego Owensa. W porządku, znali tożsamość jednego z mężczyzn, a to oznaczało, że kiedy zadbają o to, aby jego umysł wrócił do normy, będą mieli dobre wieści dla jego krewnych i przyjaciół.
Nie dbała w tej chwili o jego prywatność: musieli zadbać o to, aby był bezpieczny. Dlatego otworzyła wiadomość i przeleciała ją wzrokiem, nie było jednak niczego ciekawego. Sięgnęła po zeszyt i zaczęła najpierw przeglądać, co w nim zapisano, a potem zatrzymała się, kiedy niemal niczego nie zrozumiała i jeszcze raz przeczytała cały fragment.
– Badali… mugolski kryzys energetyczny? – powiedziała niepewnie, bo nawet jeżeli dorastała w Dolinie Godryka, gdzie mugole mieszkali w wiosce, to nie oznaczało, że znała się na przemyśle energetycznym. – Myślałam, że te całe awarie z liniami energetycznymi są związane z eksplozją magicznych szkodników, które przegryzają kable. Dlaczego czarodzieje mieliby się to jakoś szczególnie studiować?
Podsunęła zeszyt Dorze, mając nadzieję, że może ona wyciągnie z niego coś więcej. I pewnie nawet mogła, choć nie wszystko, z racji na to, że pewne rzeczy były zrozumiałe tylko dla badaczy: ogółem wyglądało na to, że zdaniem Owensa wydarzenia w Great Hangleton były w jakiś sposób związane z jakąś tajemniczą magią.
rozpraszanie
– Henry Owens. To chyba faktycznie on – rzuciła z pewną ulgą, gdy znalazła list, adresowany właśnie do Henry’ego Owensa. W porządku, znali tożsamość jednego z mężczyzn, a to oznaczało, że kiedy zadbają o to, aby jego umysł wrócił do normy, będą mieli dobre wieści dla jego krewnych i przyjaciół.
Nie dbała w tej chwili o jego prywatność: musieli zadbać o to, aby był bezpieczny. Dlatego otworzyła wiadomość i przeleciała ją wzrokiem, nie było jednak niczego ciekawego. Sięgnęła po zeszyt i zaczęła najpierw przeglądać, co w nim zapisano, a potem zatrzymała się, kiedy niemal niczego nie zrozumiała i jeszcze raz przeczytała cały fragment.
– Badali… mugolski kryzys energetyczny? – powiedziała niepewnie, bo nawet jeżeli dorastała w Dolinie Godryka, gdzie mugole mieszkali w wiosce, to nie oznaczało, że znała się na przemyśle energetycznym. – Myślałam, że te całe awarie z liniami energetycznymi są związane z eksplozją magicznych szkodników, które przegryzają kable. Dlaczego czarodzieje mieliby się to jakoś szczególnie studiować?
Podsunęła zeszyt Dorze, mając nadzieję, że może ona wyciągnie z niego coś więcej. I pewnie nawet mogła, choć nie wszystko, z racji na to, że pewne rzeczy były zrozumiałe tylko dla badaczy: ogółem wyglądało na to, że zdaniem Owensa wydarzenia w Great Hangleton były w jakiś sposób związane z jakąś tajemniczą magią.
rozpraszanie
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.