14.09.2026, 16:13 ✶
26.10.1972r.
Benjy wcale nie był w błędzie; Eliasz miał pełne ręce roboty przed obchodami Samhain, chociaż wbrew pozorom nie spędzał całej swojej zmiany na wyrabianie pudełek na proch. Pracownia w dalszym ciągu dopinała co większe zamówienia szklarskie związane z naprawianiem zniszczeń po Spalonej Nocy… i wiele wskazywało na to, że niektórzy pracownicy będą musieli zrezygnować z tegorocznych obchodów, aby nadgonić co poniektóre zamówienia.
Ale to już inna sprawa, pomyślał przelotnie Bletchley, czytając po raz kolejny list od Benjy'ego. Ledwie dzień wcześniej wykonywał podobne zamówienie dla Prudence. Czyżby właśnie zaopatrywał całe domostwo swojej siostry w zapasy na najbliższy sabat? Westchnął przeciągle. Miał cichą nadzieję, że te zbieranie zapasów nie skończy się dla nich jakąś tragedią… Zwłaszcza po tym dziwnym liście, który otrzymał od siostry na początku miesiąca.
— Nie no, nawet ona nie wpadłaby na taki pojebany pomysł — skomentował pod nosem, odsuwając od siebie myśl, jakoby Prudence mogła nagle bawić się w wiedźmę stojącą po ciemnej stronie mocy i polującą w Samhain na charłaki. — Merlinie, chroń ją przed własną głupotą… Niby taka wykształcona, a kilka kropel alkoholu i już wpadają jej do głowy jakieś głupie pomysły.
Na szczęście miała przy sobie Benjy'ego. Może on jakoś pohamuje jej dziwne odruchy. No to teraz wystarczy tylko się postarać, żeby chociaż on nie musiał szukać tych pudełek po jakichś dziwnych ludziach, skomentował bezgłośnie mężczyzna i zabrał się za łączenie za sobą magicznych mechanizmów i kawałków drewna. Ciekawe, czy tym razem uśmiechnie się do niego los.
Benjy wcale nie był w błędzie; Eliasz miał pełne ręce roboty przed obchodami Samhain, chociaż wbrew pozorom nie spędzał całej swojej zmiany na wyrabianie pudełek na proch. Pracownia w dalszym ciągu dopinała co większe zamówienia szklarskie związane z naprawianiem zniszczeń po Spalonej Nocy… i wiele wskazywało na to, że niektórzy pracownicy będą musieli zrezygnować z tegorocznych obchodów, aby nadgonić co poniektóre zamówienia.
Ale to już inna sprawa, pomyślał przelotnie Bletchley, czytając po raz kolejny list od Benjy'ego. Ledwie dzień wcześniej wykonywał podobne zamówienie dla Prudence. Czyżby właśnie zaopatrywał całe domostwo swojej siostry w zapasy na najbliższy sabat? Westchnął przeciągle. Miał cichą nadzieję, że te zbieranie zapasów nie skończy się dla nich jakąś tragedią… Zwłaszcza po tym dziwnym liście, który otrzymał od siostry na początku miesiąca.
— Nie no, nawet ona nie wpadłaby na taki pojebany pomysł — skomentował pod nosem, odsuwając od siebie myśl, jakoby Prudence mogła nagle bawić się w wiedźmę stojącą po ciemnej stronie mocy i polującą w Samhain na charłaki. — Merlinie, chroń ją przed własną głupotą… Niby taka wykształcona, a kilka kropel alkoholu i już wpadają jej do głowy jakieś głupie pomysły.
Na szczęście miała przy sobie Benjy'ego. Może on jakoś pohamuje jej dziwne odruchy. No to teraz wystarczy tylko się postarać, żeby chociaż on nie musiał szukać tych pudełek po jakichś dziwnych ludziach, skomentował bezgłośnie mężczyzna i zabrał się za łączenie za sobą magicznych mechanizmów i kawałków drewna. Ciekawe, czy tym razem uśmiechnie się do niego los.
(Rzemiosło): Jak Eliaszowi pójdzie przygotowanie pudełka na proch dla Benjy'ego?
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!