14.09.2026, 21:26 ✶
Aaron uniósł tylko wymownie brwi, co było w jego uznaniu adekwatną odpowiedzią na prowokację ukochanej. Testy sprawnościowe aurorów? No już po prostu nie mógł się doczekać komentarzy kolegów z pracy, że zaliczy wszystkie na medal. Wziął sobie taką młodą żonę, to musi przecież dotrzymać jej kroku. Nie było to coś, co mogłoby go dotknąć, bo zwykle nie pozostawał swoim współpracownikom dłużny, a jednak ostatnio dużo myślał o tym, jak inni mogą postrzegać jego relację z Lorien: przez wzgląd na nią, nie na samego siebie. Nie podzielił się z nią refleksją na ten temat, bo uważał że to bezsensowne. Podobne żarty nigdy nie powinny opuszczać dusznej sfery biura, tych typowo męskich kuluarów życia, które stworzył sobie Moody. Były czymś naturalnym w jego środowisku, w pracy, w której często trzeba było radzić sobie z sytuacjami trudnymi, bo wymagającymi działania na styku życia i śmierci… Można by pomyśleć, że zrobienie lampionu z dyni to przy tym wszystkim tyle co nic. No i na wieść o tym, ile to galeonów Lorien wydała na zakup dyni spoczywającej teraz dumnie na kuchennym stole, Aaron w pierwszym odruchu rzeczywiście miał ochotę się roześmiać. No bo przecież żartowała, prawda? Prawda?! Przez dłuższą chwilę przypatrywał się kobiecie z nieodgadnioną miną, wyrażającą głęboki namysł: znał bowiem Lorien wystarczająco, żeby móc poddać jej słowa w wątpliwość. Znał ją również wystarczająco, żeby ślepo zawierzyć w to, co mówiła. Bo Lorien Mulciber mogła się z niego właśnie bezczelnie natrząsać, ale Aaron Moody wiedział, że była zdolna do wydania dwudziestu pięciu tysięcy galeonów na dynię, bo taka ją akurat naszła zachcianka. Stał więc tak z rękami wspartymi o biodra, słuchając cierpliwie jej wyjaśnień, spomiędzy których próbował wyłuskać prawdę, jak na przesłuchaniu. Tylko że kuchnia jego w niczym nie przypominała sterylnej sali przesłuchań Ministerstwa Magii, nawet jeżeli dokonywał oględzin dyni równie uważnie, jak studiował materiały dowodowe w prowadzonych sprawach. W końcu poruszył się bowiem, podejrzliwie obejrzał ją ze wszystkich stron, czy towar nieuszkodzony, czy jego własny czar nie pozostawił na soczyście pomarańczowej skórce śladów. Nie padły z jego strony żadne zarzuty, nie odczytał aktu oskarżenia…
— Aha — powiedział po prostu na to wszystko, po czym zakasał rękawy koszuli. Wreszcie spojrzał na Lorien. N jej błyszczące oczy, w których czaiły się psotne iskierki. Na rumieniec rozlany na liczku, i na burzę kręconych włosów, które zatrzęsły się, gdy nachyliła się w jego stronę. — A gdzie ten certyfikat? — spytał niby to lekko, zanim wykroił część miąższu potężnym, kuchennym nożem, szykując się do wydrążenia dyni. — Mamy wierzyć Lady McPumpkincośtam na słowo?
Gdyby Aaron był człowiekiem religijnym zapewne przeżegnałby się w imię Matki, Dziewicy i Staruchy zanim zacząłby ciąć dynię, ale zamiast na dopuście bożym musiał polegać na własnych, skromnych umiejętnościach. Bo kim był, jeżeli nie małym człowiekiem z wielką dynią?
rzut na rzemiosło ◉◉◉○○, na wykonanie świątecznego lampionu z dyni
— Aha — powiedział po prostu na to wszystko, po czym zakasał rękawy koszuli. Wreszcie spojrzał na Lorien. N jej błyszczące oczy, w których czaiły się psotne iskierki. Na rumieniec rozlany na liczku, i na burzę kręconych włosów, które zatrzęsły się, gdy nachyliła się w jego stronę. — A gdzie ten certyfikat? — spytał niby to lekko, zanim wykroił część miąższu potężnym, kuchennym nożem, szykując się do wydrążenia dyni. — Mamy wierzyć Lady McPumpkincośtam na słowo?
Gdyby Aaron był człowiekiem religijnym zapewne przeżegnałby się w imię Matki, Dziewicy i Staruchy zanim zacząłby ciąć dynię, ale zamiast na dopuście bożym musiał polegać na własnych, skromnych umiejętnościach. Bo kim był, jeżeli nie małym człowiekiem z wielką dynią?
rzut na rzemiosło ◉◉◉○○, na wykonanie świątecznego lampionu z dyni
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
and I am ready to strike in her name