Avery postanowiła się z nim spotkać, żeby zobaczyć jaki jest naprawdę. Wiedziała, że jej urok wyzwala w postronnych osobach różne emocje, na jednych działał silniej, na innych mniej, jeśli chodzi zaś o tego mężczyznę to przyciąganie było aż wyjątkowe. Miała szansę już dwa razy to zobaczyć. Była ciekawa, jak będzie się zachowywał bez magicznego uroku. Może działał na niego tak silnie przez to, że i bez tego mogło ich coś łączyć? Nie miała pojęcia dlaczego reagował właśnie w ten sposób. Chciała to po prostu sprawdzić.
Stella nie należała do osób specjalnie zwinnych. Jej aktywność fizyczna praktycznie nie istniała. Nic więc dziwnego, że wystarczyło, aby ktoś ją szturchnął i zupełnie straciła równowagę. Nie był to pierwszy raz, na pewno też nie ostatni. Całkiem dobrze się to skończyło patrząc na jej umiejętności. Nie zaliczyła gleby, nie wybiła sobie zębów, a jedynie wylądowała w ramionach Theona Yaxleya - mogło się to skończyć zdecydowanie gorzej.
- Jest sprawa, gdyby nie to, że jesteś taki zwinny, to pewnie zbliżyłabym się do ziemi. - Uśmiechnęła się jeszcze do niego z wdzięcznością. Trochę jej się głupio zrobiło, że przez nią coś zgubił, że też musiała być taka niezdarna.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy mówił coś o kartce, bo jedną trzymał w dłoni, zamierzała już mu na to zwrócić uwagę, ale chyba sam zauważył.- Skoro tak mówisz. - Trochę dziwna sprawa, ale nie zamierzała się w nic mieszać, nie chciał szukać zguby.
Wtedy zupełnie znienacka podeszła do nich kobieta. Avery miała wrażenie, że już gdzieś ją widziała, tylko nie potrafiła sobie przypomnieć gdzie. Poczuła rękę Yaxleya, która objęła ją w pasie i przyciągnęła do siebie. Domyśliła się, że ma grać. Nie miała z tym problemu, jeśli miało mu to w jakikolwiek sposób pomóc. Uśmiechnęła się ciepło do Alanny. - Tak, uwielbiam, nie ma nic przyjemniejszego od sabatu. - Skoro miała lubić takie święta, to będzie je lubić, potrafiła udawać, bez chwili zawahania. - Nigdy się to nie powtórzy, także musimy intensywnie przeżyć te Beltane, aby mieć co później wspominać. - Spoglądała na Carrow, miała nadzieję, że niedługo sobie stąd pójdzie, ale nie dała po sobie tego poznać.