Nie mogła przestać się uśmiechać. To jak na nią działał było wyjątkowo irytujące, ale jednocześnie nie chciała, aby się zmieniało, aby on przestawał czynić te wszystkie pociągające gesty. Czując jego ciało przy swoim wiedziała, że nie da rady długo się powstrzymywać. Kwiatek, który jej wsunął we włosy był trafiony, idealnie opisujący ich relację. Nie było tu miłości, a pożądanie, którego oboje najwyraźniej byli bardziej spragnieni niż tych dziwnych uczuć.
— Nie będę się bronić. – szepnęła, a w miejscu, gdzie ją dotknął pojawiły się przyjemne, podniecające dreszcze, usta delikatnie, mimowolnie rozsunęły się, gdy musnął je kciukiem. Beltane było przeklęte – inaczej nie mogła sobie tego wytłumaczyć. Nie powinni tego robić, nie powinni się tak obnosić ze swoją relacją, ale nie potrafiła z tym walczyć. Gdy pojawiał się przy niej robiła naprawdę głupie rzeczy.
— Żebyś wiedział, co w mojej głowie się dzieje. – Głos jej drżał, nie była w stanie mówić, bo wolałaby zdecydowanie robić cokolwiek innego, z dala od ludzi, z dala od spojrzeń innych, tylko we dwoje, chciała, aby ją dotykał i się nie powstrzymywał.
— Oczywiście, że nie mam. Nie imponuje mi umiejętność wspinania się na pal – wyznała. Wiedziała, że mężczyźni sprawniejsi potrafili spadać z tych słupów i robić sobie krzywdę, a Perseus nadrabiał zdecydowanie w innych kategoriach sprawnościowych.
Jedna z dłoni wylądowała na jego szyi, przesunęła palcami po niej kierując się do jego policzka. Tak bardzo chciała skosztować jego ust, co mógł bez problemu wyczytać z jej oczu.
— O rzeczach, które można robić tylko po ślubie, mój drogi. – uśmiech zadziorny, zalotny i skierowany tylko do niego upiększał jej twarz.