14.09.2026, 23:44 ✶
Trochę nie wiedział co mu strzeliło do głowy, aby zaproponować Odile uczenie się do egzaminu z anatomii w jego kamienicy. Tak się jednak jakoś złożyło, że tego dnia miał dom cały dla siebie, a on… Może i mógłby nauczyć się do egzaminu sam, ale po pierwsze zdecydowanie przydałaby mu się pomoc, a po drugie… No… No trochę chciał spędzić czas z Odile. Najlepiej sam na sam… Tak no… Po prostu. I tyle. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się z tym wszystkim strasznie niezręcznie.
Bo Odile była naprawdę sympatyczną koleżanką. I bardzo inteligentna. I ładna, ale to nie było aż tak istotne, jak te dwie poprzednie rzeczy, zwłaszcza że miał egzamin do zdania.
I dlatego właśnie zamiast się uczyć, od godziny siedział w salonie i jakoś nie mógł się skupić na tym co czytał. Nagle wstał z kanapy i odłożył podręcznik na stolik. Zmarszczył brwi i wyrównał tom do reszty książek. Zmarszczył brwi po raz drugi i jednak lekko go przekrzywił, aby nie było, że w ogóle z niego nie korzystał. Potem poprawił poduszkę. I kolejną. Podszedł do kredensu. Zapalił świeczkę. Zobaczył, że świeczka nosiła nazwę Pocałunek Afrodyty. Szybko ją zgasił i otworzył okno. Westchnął ciężko i znowu usiadł na kanapie. A wtedy ktoś zapukał do drzwi, więc wypadało je otworzyć i mieć nadzieję, że to nie była jego rodzina, której nagle zmieniły się plany.
– Hej – powiedział na widok Odile z pewną ulgą. – Wchodź, dobrze wyglądasz, chcesz się czegoś napić? Kawy? Herbaty? Soku? Wody?
Bo Odile była naprawdę sympatyczną koleżanką. I bardzo inteligentna. I ładna, ale to nie było aż tak istotne, jak te dwie poprzednie rzeczy, zwłaszcza że miał egzamin do zdania.
I dlatego właśnie zamiast się uczyć, od godziny siedział w salonie i jakoś nie mógł się skupić na tym co czytał. Nagle wstał z kanapy i odłożył podręcznik na stolik. Zmarszczył brwi i wyrównał tom do reszty książek. Zmarszczył brwi po raz drugi i jednak lekko go przekrzywił, aby nie było, że w ogóle z niego nie korzystał. Potem poprawił poduszkę. I kolejną. Podszedł do kredensu. Zapalił świeczkę. Zobaczył, że świeczka nosiła nazwę Pocałunek Afrodyty. Szybko ją zgasił i otworzył okno. Westchnął ciężko i znowu usiadł na kanapie. A wtedy ktoś zapukał do drzwi, więc wypadało je otworzyć i mieć nadzieję, że to nie była jego rodzina, której nagle zmieniły się plany.
– Hej – powiedział na widok Odile z pewną ulgą. – Wchodź, dobrze wyglądasz, chcesz się czegoś napić? Kawy? Herbaty? Soku? Wody?