Wczoraj, 02:24 ✶
Jonathan pogwizdując radośnie wyciągnął dwie niebieskie filiżanki i nalał do nich kawy. Humor miał wręcz wybitny, zwłaszcza po tym, gdy okraszony frustracją i bólem głowy poranek miał naprawdę przyjemny finał na biurku w jego gabinecie.
– Czy życzysz sobie może cynamonu mój drogi? – krzyknął do Anthony'ego z pokoju gospodarczego, a następnie doprawił swoją własną kawę. Odpowiedziało mu milczenie. – Znalazłem też syrop waniliowy. Myślę, że cukier i kofeina dobrze ci zrobią po twoim porannym popisowym wysiłku.
I znowu. Milczenie.
Jonathan zmarszczył brwi.
– Anthony? – Odłożył pudełko z cynamonem na blat i ruszył w stronę pomieszczenia, w którym powinien znajdować się Shafiq. – Anthony, czy wszystko w porzą…
W tym momencie naprawdę się cieszył, że wrócił do pokoji bez filiżanek, bo teraz niechybnie by je wypuścił. Anthony żył, ale Selwyn nie powiedziałby, że miał się dobrze, bo oto eksperymentalna maszyna najwyraźniej postanowiła nieco zaszaleć i udekorować samego Shafiqa.
Jonathan szybko dopadł swojego partnera, teraz jakże pięknie odzobionego, i zdjął z ukochanen twarzy te wstążki, które uniemożliwiały mu mówienie. Tylko, że… Z każdym kolejnym rozplątanym supełkiem, jego dłonie drżały coraz bardziej, a gdy tylko upewnił się, że nic nie blokuje już ust Tony'ego… Nie wytrzymał i roześmiał się. Jonathan zaniósł się śmiechem tak silnym, że aż sam skończył leżąc na podłodze.
– Merlinie – wydyszał próbując złapać oddech. – Przepraszam po prostu… – Kolejna fala śmiechu. – Wyglądasz pięknie. Te kokardki. Zwłaszcza te złote. Co się stało? Czyżbyś uznał, że sygnety nie są już dla ciebie odpowiednie i postanowiłeś poszukać dla siebie innych akcesoriów?
– Czy życzysz sobie może cynamonu mój drogi? – krzyknął do Anthony'ego z pokoju gospodarczego, a następnie doprawił swoją własną kawę. Odpowiedziało mu milczenie. – Znalazłem też syrop waniliowy. Myślę, że cukier i kofeina dobrze ci zrobią po twoim porannym popisowym wysiłku.
I znowu. Milczenie.
Jonathan zmarszczył brwi.
– Anthony? – Odłożył pudełko z cynamonem na blat i ruszył w stronę pomieszczenia, w którym powinien znajdować się Shafiq. – Anthony, czy wszystko w porzą…
W tym momencie naprawdę się cieszył, że wrócił do pokoji bez filiżanek, bo teraz niechybnie by je wypuścił. Anthony żył, ale Selwyn nie powiedziałby, że miał się dobrze, bo oto eksperymentalna maszyna najwyraźniej postanowiła nieco zaszaleć i udekorować samego Shafiqa.
Jonathan szybko dopadł swojego partnera, teraz jakże pięknie odzobionego, i zdjął z ukochanen twarzy te wstążki, które uniemożliwiały mu mówienie. Tylko, że… Z każdym kolejnym rozplątanym supełkiem, jego dłonie drżały coraz bardziej, a gdy tylko upewnił się, że nic nie blokuje już ust Tony'ego… Nie wytrzymał i roześmiał się. Jonathan zaniósł się śmiechem tak silnym, że aż sam skończył leżąc na podłodze.
– Merlinie – wydyszał próbując złapać oddech. – Przepraszam po prostu… – Kolejna fala śmiechu. – Wyglądasz pięknie. Te kokardki. Zwłaszcza te złote. Co się stało? Czyżbyś uznał, że sygnety nie są już dla ciebie odpowiednie i postanowiłeś poszukać dla siebie innych akcesoriów?