• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few

[Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#4
Wczoraj, 12:07  ✶  
Chwycił dłoń starszego mężczyzny. Była chłodna, szorstka. Inaczej wyobrażał sobie rękę arystokraty. Ta jednak niosła jakiś ciężar. Henry zrozumiał, że nie wszystko było takie proste. Że Anthony Shafiq, choć wychowany w luksusie, też miał swoje demony. Na jego barkach spoczywała wielka odpowiedzialność, a lata jej dźwigania odcisnęły na nim swoje piętno. Również zmagał się z niesprawiedliwością, pogardą. Krew z jego dłoni przechodziła na ręce Henry’ego, przepływała cienkimi strużkami jak wijące się robale. Lockhart jednak nie odsunął się. Trzymał tę dłoń, zupełnie jakby zależało od tego życie mężczyzny. Henio był silny, bo musiał taki być. Przynajmniej tak sobie wmawiał, gdy życie po raz kolejny go testowało. Pamiętał, jak wytrzymał całe dwa dni bez jedzenia, bo zabrakło mu kasy. Pamiętał chodzenie po mieście w zniszczonych butach, bo na nowe nie było go stać. Pamiętał, jak siedział nad łóżkiem szpitalnym u Świętego Munga i słuchał ciszy, bo pulsu jego babci już nie było. Wytrzymał to. Łamał się powolutku, a raczej starał się szybko odbudowywać. Zrastać jak pęknięta kość. Wmawiał sobie, że da sobie radę sam. Poradził sobie dotychczas, poradzi sobie i następnym razem. Przeżył Spaloną Noc, choć ta wciąż gorzała żółtawą łuną na niebie. Przetrwał w biedzie, bez kasy. Zawalił egzaminy w Hogwarcie i wciąż udało mu się znaleźć niezłą pracę. Radził sobie, stał się mistrzem przetrwania. Zupełnie jak Robinson Crusoe, który wylądował na wyspie i sam musiał wszystko ogarnąć. Nauczyć się funkcjonować.

Problem tkwił w tym, że kiedy Henry trzymał dłoń Anthony’ego Shafiqa, powoli zaczynał zauważać, że to on jest podtrzymywany, nie zaś starszy mężczyzna. Chłopak czuł łzy napływające w kąciki oczu, coś zaciskało mu się boleśnie w piersi. Chciał do domu. Nie do swojego mieszkania w niemagicznym Londynie, ale do Domu. Do rodziny, która otoczyłaby go opieką. Do miejsca, gdzie mógłby poczuć się bezpiecznie. Przeniósł wzrok z dłoni na Anthony’ego i zauważył, że twarz mężczyzny nieco się zmieniła. Przechodziła z jednego obrazu w drugi, jakby któryś z nich był iluzją. Jedno oblicze rzeczywiście należało do Shafiqa. Drugie Henry rozpoznawał jedynie ze zdjęć. Wpatrzył się w nie tępo, szukając jakiegokolwiek sensu. Ten człowiek przecież już nie żył i to od dawna. Wyjechał do Paryża i zostawił go z dziadkami. Na zawsze. Jednak to właśnie jego, Paula Lockharta, Henry widział, gdy patrzył na stojącego przed nim mężczyznę. Przez chwilę na ojcowskiej twarzy wymalował się uśmiech. Nie złowieszczy, a troskliwy. Mówił Henrykowi: „Nie jesteś sam. Zawsze będę z tobą”.

A potem nie-ojciec go przyciągnął do siebie i otoczył ramionami. Henry poczuł się jak dziecko. Wtulił się w ojcowskie ramię, a jego ciche łkanie niknęło gdzieś w sennej dźwiękowej próżni. Shafiq starał się mu coś powiedzieć, jednak do chłopaka dotarła jedynie mgiełka, dym tego okropnego miejsca, który pochłaniał wszystko i wszystkich. Nikt nie był bezpieczny. Lockhart zacisnął powieki, ale obrazy Spalonej Nocy odcisnęły się w jego pamięci tak, że teraz widział je wyraźnie przed oczami. Zorientował się, że były to zdjęcia, które sam zrobił. Całe to cierpienie uwiecznione na kliszy. Pamięć musiała pozostać, ale miała pouczać, a nie zachowywać te okropności. Na każdym zdjęciu gdzieś w tle stał mężczyzna w żółci. Żadnego wyrazu twarzy nie dało się dostrzec, a jednak wyrazisty kolor wyróżniał się na czarno-białym tle. Słyszał odgłosy spadających klisz, nie otwierał jednak oczu. Starał się skupić na ulotności tej chwili, jedynej, wyśnionej, kiedy to mógł przytulić się do swojego taty.

Wreszcie otworzył oczy i ujrzał koronę, która zaczynała górować nad miastem. Śmierć pochłaniała wszystko, otaczała go i torturowała. Kiedy myślał, że coś miał, że coś kochał, ona zabierała mu to. Chciała, by został sam. Odsunął się od mężczyzny, który jednocześnie był i nie był jego ojcem. „Jestem wyrokiem śmierci. Wszyscy wokół mnie umierają” – chciał powiedzieć, ale nie potrafił. Samolubnie nie chciał odstraszać tego człowieka od siebie. Poczucie bezpieczeństwa, nawet chwilowe i złudne było lepsze niż permanentne zagrożenie. Ręce Shafiqa spływały krwią. Henry jednak też miał ją na rękach, na twarzy, we włosach. Krew wszystkich, których stracił. Oni umarli, on trwał i był im wszystkim winny to trwanie. To jak przysięga złożona w domyśle, bez wypowiadania żadnych konkretnych słów.

– Nie chcę, żeby ten świat tak wyglądał – powiedział Anthony’emu, gdy ten znów go przyciągnął. Czerwień zalewała chłopcu oczy, jakby krwawił z głowy. Jego głos brzmiał jak przez szkło, był stłumiony i cichy. Odsunął się od mężczyzny. Nie widział już twarzy swojego ojca, ale to nie było ważne. Martwych trzeba było pozostawić samym sobie i żyć. – Ktoś musi z tym walczyć. My musimy z tym walczyć. Nawet jeśli będziemy ostatnimi żyjącymi ludźmi.

Strach ściskał mu pierś, gdy to mówił. Głos brzmiał słabo, nieco płaczliwie. Dziecięco. Jednak słowa wybrzmiały wyraźnie. I nie można było mieć żadnych wątpliwości co do ich szczerości.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1550), Henry Lockhart (1212)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few - przez Anthony Shafiq - 31.07.2026, 14:03
RE: [Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few - przez Henry Lockhart - 07.08.2026, 16:16
RE: [Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few - przez Anthony Shafiq - 06.09.2026, 11:30
RE: [Jesień 72, 15.09 sen | Henry & Anthony] When yellow leaves, or none, or few - przez Henry Lockhart - Wczoraj, 12:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa