O tych całych słupach i o tej sieci eklektycznej czy jakiej tam, to Victoria wiedziała z grubsza tyle, że: a) mugole nie potrafili się bez niej obejść, b) w jakiś sposób zastępowało im to magię, c) duże natężenie magii ją zakłócało. To tyle. A no i że mieli takie sznurki doczepione do ściany z różnych urządzeń i to było strasznie śmieszne, bo nie mogli sobie wszystkiego postawić tam, gdzie chcą, tylko tam, gdzie muszą, a poza tym to mieli problem, jak to coś przestawało działać. Zasadniczo, to nic więcej wiedzieć nie potrzebowała na ten temat i ta wiedza, którą miała, też nie była taką, którą przyswoiła z ciekawości, a trochę przy okazji, ze względu na konieczność pracy z mugolami… Ile to razy trzeba było doprowadzić jakiś dom do poprzedniego stanu, bo dzieciak zaczął przejawiać magiczne zdolności i nap przykład rozwalił pokój, albo coś w tym rodzaju i trzeba było to naprawić… Przynajmniej nieczęsto musiała tłumaczyć takim ludziom, że teraz ich życie się zmieni.
Nie bardzo obchodziła ją relacja Edith i Atreusa. Wiedziała, że się znają, musieli, skoro byli na jednym roku, a Edith widziała wielokrotnie w towarzystwie własnej siostry, na którą zwyczajnie miała w szkole oko. Nie miała więc pojęcia o jakiejś niechęci czy nawet nienawiści, zresztą nie miało to teraz chyba większego znaczenia? Chociaż jak tak teraz słyszała co mówi Bulstrode, z którym miała znacznie więcej do czynienia… Nie miała jednak póki co do tego większych wniosków czy przemyśleń.
– Cokolwiek co ci będzie pasować, Edith – zgodziła się w zasadzie również na wtrącenie Atreusa, bo miało to sens, a poza tym nie miała co do tego żadnej większej opinii. Ot – trzeba było sprawę załatwić, mugoli wypuścić i skończyć tutaj ten cyrk.
– Wydaje mi się, że myśleli, że to jakiś głupi żart – Lestrange skrzywiła się. – Oni różdżki biorą za jakieś zabawki wariatów, czy coś w tę nutę. Nie wiem, nie pytałam się ich o to – ale tak na logikę… no to co mogli wiedzieć o klątwach, czarach i tak dalej. Chodziło wszak o to, żeby nie wiedzieli, a skoro tak, no to najwyraźniej robili dobrą robotę, skoro nie wiedzieli, z czym mają do czynienia, dopóki to nie nastąpiło. Niestety.
Victoria westchnęła i ruszyła za Edith, odwracając jeszcze głowę do Atreusa i kiwając do niego głową, żeby też się ruszył.