19.03.2023, 23:38 ✶
Mieli rację, że powinni stąd dawno zniknąć, biorąc pod uwagę okoliczności. Jamil jednak z rzadka wykazywał się zdrowym rozsądkiem i mimo że chciał się jedynie rozejrzeć, skończył nieodpowiedzialnie w towarzystwie Malfoya i Blacka, degustując coś o nazwie Oddech Bazyliszka i okradając goblina z fantów, byle zyskać trochę pieniędzy.
- Dobra wiadomość jest taka, że wygrałem opłatę połowy czynszu za następny miesiąc - pochwalił się Cathalowi i Lecie z szerokim uśmiechem na twarzy. - I to wcale nie w karty!
Nie wspominał jednak na głos okoliczności, ani tym bardziej nazwiska przegranego, bo Cathal wściekłby się dość solidnie.
Przyglądał się temu, jak Leta plecie jakieś ustrojstwo z kwiatów, nie do końca jednak obecny duchem. Trochę szumiało mu w głowie, ale zrzucał to na wypity alkohol, wszechobecny hałas i zmęczenie. Wciąż jednak ta jedna szara komórka w głowie podpowiadała mu, że mogło być w tym coś więcej, a wiele wspólnego z tym miało miejsce, w którym się znajdowali. Tak jakby coś chciało się do niego przedostać… niewidocznego gołym okiem i ulotnego. Odepchnął to szybko, powracając świadomością do dwojga współpracowników i choć Shafiq zdawał się jeszcze bardziej zirytowany, Crouch najwyraźniej bawiła się przednio.
- Trochę bez sensu ta tradycja. Nie prościej byłoby ich tam wrzucać magią? - zapytał, patrząc dość sceptycznie na wciskany mu w ręce wianek. - Co będę z tego miał? A zresztą… dawaj to - dodał i zabrał od kobiety ledwo trzymające się ze sobą kwiaty. Już i tak dostatecznie im dziś podpadł. Mógł jej sprawić choć tę jedną przyjemność. Dla ułatwienia wcisnął sobie ten wianek na głowę i zbliżył do pala, będąc kolejnym śmiałkiem, który postanowił się wspinać.
!wspinamsieO
- Dobra wiadomość jest taka, że wygrałem opłatę połowy czynszu za następny miesiąc - pochwalił się Cathalowi i Lecie z szerokim uśmiechem na twarzy. - I to wcale nie w karty!
Nie wspominał jednak na głos okoliczności, ani tym bardziej nazwiska przegranego, bo Cathal wściekłby się dość solidnie.
Przyglądał się temu, jak Leta plecie jakieś ustrojstwo z kwiatów, nie do końca jednak obecny duchem. Trochę szumiało mu w głowie, ale zrzucał to na wypity alkohol, wszechobecny hałas i zmęczenie. Wciąż jednak ta jedna szara komórka w głowie podpowiadała mu, że mogło być w tym coś więcej, a wiele wspólnego z tym miało miejsce, w którym się znajdowali. Tak jakby coś chciało się do niego przedostać… niewidocznego gołym okiem i ulotnego. Odepchnął to szybko, powracając świadomością do dwojga współpracowników i choć Shafiq zdawał się jeszcze bardziej zirytowany, Crouch najwyraźniej bawiła się przednio.
- Trochę bez sensu ta tradycja. Nie prościej byłoby ich tam wrzucać magią? - zapytał, patrząc dość sceptycznie na wciskany mu w ręce wianek. - Co będę z tego miał? A zresztą… dawaj to - dodał i zabrał od kobiety ledwo trzymające się ze sobą kwiaty. Już i tak dostatecznie im dziś podpadł. Mógł jej sprawić choć tę jedną przyjemność. Dla ułatwienia wcisnął sobie ten wianek na głowę i zbliżył do pala, będąc kolejnym śmiałkiem, który postanowił się wspinać.
!wspinamsieO