Wczoraj, 19:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 19:25 przez Samuel McGonagall.)
Hałas momentalnie wyrwał go z pracy i odłożył zlecenie na bok. W kilku długich krokach dopadł do Septimy z wyraźnym niepokojem odmalowanym na ufnej i pogodnej zwykle twarzy.
– Czy wszystko w porządku? – zapytał, patrząc to na jej twarz, to na krew, by nie czekając wiele dłużej sięgnąć po czyste płótno i rozchylić trzęsące się dłonie, aby samemu pieczołowicie owinąć skaleczenie po uprzednim obejrzeniu go z bliska, czy przypadkiem żadna drzazga nie została w ciele. Dopiero gdy się upewnił, dopiero gdy zalał spirytusem, to pozwolił sobie na zrobienie opatrunku, który nie był może ładny jakby go robił lekarz, ale dalej całkiem sprawny, ze względu na jego wcześniejsze doświadczenia ze zwierzętami. Zaraz potem w odruchu objął swoją koleżankę z pracy i pogładził ją po plecach.
– Szybko się zagoi. Pan Ollivander ma maść gdzieś u siebie. Szybko się zagoi, nie martw się… – oczywiście ona wiedziała, że jej ojciec ma maść, ale Samuel nieczęsto zastanawiał się nad tym co mówi, poddając się myśli bieżącej, czasem zbyt łatwo. Teraz zaś panna Ollivander jawiła mu się jako łagodna łania ze złamaną nogą, więc troskliwości było w nim aż nazbyt.
Szybko jednak się zmiarkował, że najlepiej - tak jak w poprzednich dniach - poczuje się rzemieślniczka, jeśli weźmie na siebie karb zlecenia, szczególnie że te upiorne pudełka, podobnie zresztą jak lampiony, zdawały się reagować na energetyczną łączność rzemieślnika z porzebującym sprzętu i jak raz nie wyszły… to nie wychodziły wcale. Zaraz więc ochoczo zabrał się do roboty, usadziwszy wcześniej Septimę z opatrunkiem i kubkiem herbaty.
– Zenon. Ciekawe imię. Nigdy takiego nie słyszałem – przyznał, będąc pewnym, że w całej Anglii pewnie takich Zenonów to góra dwóch, może trzech by było. Tyle było z rozmowy, bo zaraz potem skupił się na szlifowaniu desek, dłutowaniu wzorów zgodnych z wcześniejszym projektem Septimy i późniejszym łączeniu ich oraz lakierowaniu tak, by prochy mogły w pełni rozwinąć potencjał widzenia użytkownika.
Próbuję zrobić pudełko dla Zenka. Rzemiosło ◉◉◉○○ + Tworzenie przedmiotów z drewna II
Pudełko nie było tak piękne, jak to, które rozbiła Septima, ale było i zdawało się w pełni sprawne. Wypuścił z siebie trochę powietrza, okrasił to usatysfakcjonowanym "Hmpf" po czym skinął głową Septime pozostawiając wyrób swoich rąk i zabierając się za sprzątanie zrzuconej skrzyneczki. Nie był człowiekiem który pragnął aplauzu, nawet nie rył podpisów na tym co wykonywał, choć słyszał, że warto aby jego prace nosiły sygnaturę. Najważniejsze dla niego było to, żeby jego koleżance w warsztacie nie było już smutno. Najważniejsze dla niego było to, że na coś się przydał tego dnia.
Gdy pozbierał zniszczone ścianki i wieczko, poszedł do swojego konta pracować dalej...
– Czy wszystko w porządku? – zapytał, patrząc to na jej twarz, to na krew, by nie czekając wiele dłużej sięgnąć po czyste płótno i rozchylić trzęsące się dłonie, aby samemu pieczołowicie owinąć skaleczenie po uprzednim obejrzeniu go z bliska, czy przypadkiem żadna drzazga nie została w ciele. Dopiero gdy się upewnił, dopiero gdy zalał spirytusem, to pozwolił sobie na zrobienie opatrunku, który nie był może ładny jakby go robił lekarz, ale dalej całkiem sprawny, ze względu na jego wcześniejsze doświadczenia ze zwierzętami. Zaraz potem w odruchu objął swoją koleżankę z pracy i pogładził ją po plecach.
– Szybko się zagoi. Pan Ollivander ma maść gdzieś u siebie. Szybko się zagoi, nie martw się… – oczywiście ona wiedziała, że jej ojciec ma maść, ale Samuel nieczęsto zastanawiał się nad tym co mówi, poddając się myśli bieżącej, czasem zbyt łatwo. Teraz zaś panna Ollivander jawiła mu się jako łagodna łania ze złamaną nogą, więc troskliwości było w nim aż nazbyt.
Szybko jednak się zmiarkował, że najlepiej - tak jak w poprzednich dniach - poczuje się rzemieślniczka, jeśli weźmie na siebie karb zlecenia, szczególnie że te upiorne pudełka, podobnie zresztą jak lampiony, zdawały się reagować na energetyczną łączność rzemieślnika z porzebującym sprzętu i jak raz nie wyszły… to nie wychodziły wcale. Zaraz więc ochoczo zabrał się do roboty, usadziwszy wcześniej Septimę z opatrunkiem i kubkiem herbaty.
– Zenon. Ciekawe imię. Nigdy takiego nie słyszałem – przyznał, będąc pewnym, że w całej Anglii pewnie takich Zenonów to góra dwóch, może trzech by było. Tyle było z rozmowy, bo zaraz potem skupił się na szlifowaniu desek, dłutowaniu wzorów zgodnych z wcześniejszym projektem Septimy i późniejszym łączeniu ich oraz lakierowaniu tak, by prochy mogły w pełni rozwinąć potencjał widzenia użytkownika.
Próbuję zrobić pudełko dla Zenka. Rzemiosło ◉◉◉○○ + Tworzenie przedmiotów z drewna II
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Pudełko nie było tak piękne, jak to, które rozbiła Septima, ale było i zdawało się w pełni sprawne. Wypuścił z siebie trochę powietrza, okrasił to usatysfakcjonowanym "Hmpf" po czym skinął głową Septime pozostawiając wyrób swoich rąk i zabierając się za sprzątanie zrzuconej skrzyneczki. Nie był człowiekiem który pragnął aplauzu, nawet nie rył podpisów na tym co wykonywał, choć słyszał, że warto aby jego prace nosiły sygnaturę. Najważniejsze dla niego było to, żeby jego koleżance w warsztacie nie było już smutno. Najważniejsze dla niego było to, że na coś się przydał tego dnia.
Gdy pozbierał zniszczone ścianki i wieczko, poszedł do swojego konta pracować dalej...