Wczoraj, 09:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 11:58 przez Samuel McGonagall.)
Przyszedł do warsztatu nieco spóźniony, a poczucie winy dociążało mu barki. Myślał sobie o tym jak przeprosić Helloise, ale ta była zbyt zajęta robieniem pudełka na prochy, nie chcąc więc jej wytrącać z twórczego natchnienia, w ciszy skulony przysiadł na swoim niewysokim zydlu w kącie chatki i rozejrzał się z cichym westchnieniem wypuszczonym z zaciśniętej wzmagającym zmęczeniem klatki piersiowej. Kolejna noc pracy przed nim, kolejne warzywa do wydrążenia, zapewniające bezpieczeństwo ludziom nękanym przez zbłąkane dusze.
Jaka szkoda, że nie można byłoby takiej wielkiej dyni umieścić w Kniei, aby oczyścić ją… ze wszystkiego co nie powinno mieć w niej miejsca.
Mroczne myśli przegnał liścik pozostawiony w okolicy jego stanowiska pracy. Ujął go w dwa palce i ściągnął w zastanowieniu brwi. Przez moment pocierał papier, czując pod skórą rozmoczoną teksturę notatki. To był nerwowy czas dla rzemieślników. Dużo pracy. Czy chciał pomóc swojej przyjaciółce w tym zadaniu, to nie było co do tego żadnej wątpliwości. Ale czuł w środku, że powinien coś dla niej zrobić więcej. Zanim jednak poświęcił się tej myśli, uznał że praca w tym momencie ma priorytet i nie było co zwlekać.
Ambrosia. Lubił tę roślinę, zwłaszcza jej trójdzielną odmianę. Miała ładny zapach, gdy liście rozcierało się między palcami. Jego matka hodowała ich wiele, regularnie robiła z nich napar… Nie wiedział do końca dlaczego, ale teraz na to wspomnienie postanowił lampion ubogacić kilkoma rozłożystymi liśćmi.
Rzemiosło ◉◉◉○○ próba lampionu dla Ambrosii
Zadanie nie było trudne, ale wyjątkowo opornie mu szło, aż w końcu nóż omsknął się i misterna konstrukcja obróciła w niwecz prace. Zasępił się znów, wytarł ręce i podrapał po brodzie w zastanowieniu. Później posprzątał resztki i podszedł do Helloise pakującej skrzynkę.
– Spróbowałem, ale Matka nie błogosławiła temu lampionowi. Nie dziś. – Poinformował ją, niezadowolony tym, że nie mógł jej wesprzeć w zamówieniu. Być może oboje potrzebowali przerwy. Być może tego właśnie zabrakło. – Nastawię nam herbaty. Przywiozłem dzisiaj drożdżówkę ze śliwkami – Nie był to zakup, tylko barter z porannego zlecenia. Samuel nie potrafił odmówić pomocy, nawet gdy proszący nie miał pieniędzy, później też ciężko mu było nie przyjąć wciskanych w ręce konfitur, suszonych grzybów czy... wspomnianej drożdżówki.
Jaka szkoda, że nie można byłoby takiej wielkiej dyni umieścić w Kniei, aby oczyścić ją… ze wszystkiego co nie powinno mieć w niej miejsca.
Mroczne myśli przegnał liścik pozostawiony w okolicy jego stanowiska pracy. Ujął go w dwa palce i ściągnął w zastanowieniu brwi. Przez moment pocierał papier, czując pod skórą rozmoczoną teksturę notatki. To był nerwowy czas dla rzemieślników. Dużo pracy. Czy chciał pomóc swojej przyjaciółce w tym zadaniu, to nie było co do tego żadnej wątpliwości. Ale czuł w środku, że powinien coś dla niej zrobić więcej. Zanim jednak poświęcił się tej myśli, uznał że praca w tym momencie ma priorytet i nie było co zwlekać.
Ambrosia. Lubił tę roślinę, zwłaszcza jej trójdzielną odmianę. Miała ładny zapach, gdy liście rozcierało się między palcami. Jego matka hodowała ich wiele, regularnie robiła z nich napar… Nie wiedział do końca dlaczego, ale teraz na to wspomnienie postanowił lampion ubogacić kilkoma rozłożystymi liśćmi.
Rzemiosło ◉◉◉○○ próba lampionu dla Ambrosii
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zadanie nie było trudne, ale wyjątkowo opornie mu szło, aż w końcu nóż omsknął się i misterna konstrukcja obróciła w niwecz prace. Zasępił się znów, wytarł ręce i podrapał po brodzie w zastanowieniu. Później posprzątał resztki i podszedł do Helloise pakującej skrzynkę.
– Spróbowałem, ale Matka nie błogosławiła temu lampionowi. Nie dziś. – Poinformował ją, niezadowolony tym, że nie mógł jej wesprzeć w zamówieniu. Być może oboje potrzebowali przerwy. Być może tego właśnie zabrakło. – Nastawię nam herbaty. Przywiozłem dzisiaj drożdżówkę ze śliwkami – Nie był to zakup, tylko barter z porannego zlecenia. Samuel nie potrafił odmówić pomocy, nawet gdy proszący nie miał pieniędzy, później też ciężko mu było nie przyjąć wciskanych w ręce konfitur, suszonych grzybów czy... wspomnianej drożdżówki.