17.09.2026, 14:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2026, 14:24 przez Anthony Shafiq.)
Skąd, skąd zmiana… Powinien być przygotowany na takie pytania, gdyby pojawiły się ze strony reporterów. Oczywiście miał gotową odpowiedź "medialną". Londyn domem, Dolina sercem, to było łatwe. Ale nadać temu osobistego sznytu? Ach, wtedy lepiej trafi to do serc, wzruszy i wywoła uśmiech na twarzy. Wybór wartości, wybór narracji, wybór ukazania jego bardziej ludzkiej twarzy mógłby być niezbędny dla zyskania społecznego poparcia całej inicjatywy. Bez ludzi fundacja była martwa. Oczywiście dalej jej działalność i obrót aktywami mógłby by korzystny w ogólnym rozrachunku, ale Anthony'emu szczególnie zależało na wzmocnieniu społeczności lokalnej, jako pierwszej linii frontu.
Tymczasem jednak pytała jego przyjaciółka, więc po chwili milczenia gdy poszukiwał tej prawdziwej odpowiedzi, bez wnikania w całą sieć powiązań i zależności…
– Prawda jest taka, że gdyby nie pewne nieporozumienie z przeszłości, to właśnie tutaj miałbym swój dom do wypoczynku. Mieszka tu kilkoro moich bliskich znajomych i przyjaciół, małomiasteczkowy klimat zdaje się przyjaźniejszy niż Londyńskie ulice i wydaje się, że przy odpowiednim zastrzyku kapitału miejscowi mogliby stać się słyszalnym głosem w sprawie Kniei i jej tajemnic. – "Nieporozumienie" było mocno niedoszacowanym określeniem upokorzenia które zgotował mu Godryk na środku swojej wspaniałej Warowni, kilka osób mogłoby się obrazić za nazwanie Doliny małym miasteczkiem, a wspomnienie kapitału wskazywało raczej na jego pragmatyczną naturę niż podbijało nimb społecznika. Nie chciał jednak jej zanudzać rozwodzeniem się nad tym co miał konkretnie na myśli, nie tutaj, gdzie mimo wszystko dużo wokół było robotników i łapaczy szczurów. – Opowiem Ci, kiedy pojedziemy do Szkocji moja droga, nawet jeśli będzie to wymagało kolejnego usprawiedliwienia dla mojego kuzyna – zaśmiał się serdecznie, też dla siebie by rozwiać nie do końca przyjemne wspomnienia, będące składowymi sumy czyniącej z tego miejsca jego wymarzonym.
Później jednak rozmowa zeszła na dalszy tor wobec podziwu z jakim wpatrywał się w kocią formę McGonagall. Prezentowała się pięknie i dostojnie, była zwinna i szybka, a on przez moment musiał walczyć przez moment z impulsem skłaniającym go do adopcji czy zakupu takiej rasy, takiego kota dla siebie. Byłoby w tym jednak coś niestosownego, gdyby Guinevere się dowiedziała, że ma w domu jej kopię, tylko w 100% zwierzęcą. Śledził jej poczynania zadowolony z udanego polowania. Jej złapany trop mógł doprowadzić zatrudnionych szczurołapów, a słówko szepnięte nestorowi rodu McGonagallów przyspieszyłoby znalezieniu rady na robale. Shafiq uśmiechnął się sam do siebie, gdy kobieta stała się samospełniającą się przepowiednią – wróżyła mu pomyślność i tak też się stało. Rzeczy przebiegały zgodnie z planem. Wiele było jeszcze do zrobienia, ale w samym odhaczaniu kolejnych punktów z listy było coś zaiste bardzo przyjemnego.
Tymczasem jednak pytała jego przyjaciółka, więc po chwili milczenia gdy poszukiwał tej prawdziwej odpowiedzi, bez wnikania w całą sieć powiązań i zależności…
– Prawda jest taka, że gdyby nie pewne nieporozumienie z przeszłości, to właśnie tutaj miałbym swój dom do wypoczynku. Mieszka tu kilkoro moich bliskich znajomych i przyjaciół, małomiasteczkowy klimat zdaje się przyjaźniejszy niż Londyńskie ulice i wydaje się, że przy odpowiednim zastrzyku kapitału miejscowi mogliby stać się słyszalnym głosem w sprawie Kniei i jej tajemnic. – "Nieporozumienie" było mocno niedoszacowanym określeniem upokorzenia które zgotował mu Godryk na środku swojej wspaniałej Warowni, kilka osób mogłoby się obrazić za nazwanie Doliny małym miasteczkiem, a wspomnienie kapitału wskazywało raczej na jego pragmatyczną naturę niż podbijało nimb społecznika. Nie chciał jednak jej zanudzać rozwodzeniem się nad tym co miał konkretnie na myśli, nie tutaj, gdzie mimo wszystko dużo wokół było robotników i łapaczy szczurów. – Opowiem Ci, kiedy pojedziemy do Szkocji moja droga, nawet jeśli będzie to wymagało kolejnego usprawiedliwienia dla mojego kuzyna – zaśmiał się serdecznie, też dla siebie by rozwiać nie do końca przyjemne wspomnienia, będące składowymi sumy czyniącej z tego miejsca jego wymarzonym.
Później jednak rozmowa zeszła na dalszy tor wobec podziwu z jakim wpatrywał się w kocią formę McGonagall. Prezentowała się pięknie i dostojnie, była zwinna i szybka, a on przez moment musiał walczyć przez moment z impulsem skłaniającym go do adopcji czy zakupu takiej rasy, takiego kota dla siebie. Byłoby w tym jednak coś niestosownego, gdyby Guinevere się dowiedziała, że ma w domu jej kopię, tylko w 100% zwierzęcą. Śledził jej poczynania zadowolony z udanego polowania. Jej złapany trop mógł doprowadzić zatrudnionych szczurołapów, a słówko szepnięte nestorowi rodu McGonagallów przyspieszyłoby znalezieniu rady na robale. Shafiq uśmiechnął się sam do siebie, gdy kobieta stała się samospełniającą się przepowiednią – wróżyła mu pomyślność i tak też się stało. Rzeczy przebiegały zgodnie z planem. Wiele było jeszcze do zrobienia, ale w samym odhaczaniu kolejnych punktów z listy było coś zaiste bardzo przyjemnego.
Koniec sesji