Vespera czuła się rozluźniona pierwszy raz od śmierci ostatniego męża. To było przyjemne uczucie, pozytywne i takie ciepłe. Obrączka w jej mniemaniu była tylko inwestycją i wiedziała, że nie będzie w stanie przychylnie patrzeć na osobę, z którą nigdy nie chciała być. Lubiła to uczucie, które przyjemnie pojawiało się, gdy mogła wybrać. Lubiła mieć władzę nad decyzjami, lubiła świadomość, że w każdym momencie mogła mu powiedzieć, że nie chce mieć z nim do czynienia i nic by się nie stało. Nikt by nie protestował, nikt by na nią krzywo nie patrzył. Jednak takie myśli się jej nie pojawiały – cieszył ją fakt posiadania tego decyzyjności w tej kwestii.
Przymknęła lekko oczy, gdy złożył pocałunek na jej czole. Nie sądziła, że taka pieszczota była przyjemna. Poczuła się dziwnie bezpiecznie, ale jednocześnie poczuła strach, że coś mu się może dzisiaj stać.
— Myślisz już o takich rzeczach? – zapytała, bo nigdy nie składali sobie przysięgi, że będą na wieki ze sobą, nigdy o tym nie myśleli, przynajmniej było tak w jej przypadku. Nigdy nie obiecywała, że będzie jego, że założy kajdany małżeńskie łącząc ich na wieki. Bała się tej instytucji, bała się, że to co się pojawiło między nimi zniknie.
— Jestem pająkiem drogi Perseuszu, jadowitym pająkiem. – uśmiechnęła się zadziornie nie przestając patrzeć mu w oczy.
— Zrobię, co tylko zechcesz. – szepnęła przysuwając się do jego ucha, które delikatnie ugryzła, a potem odsunęła się szybciutko chcąc zobaczyć jego reakcje.