17.09.2026, 22:19 ✶
Macmillan od rana miał pełne ręce roboty. Z rozkazu Ministerstwa Magii jeszcze przed południem wylądował w Dolinie Godryka, gdzie w towarzystwie niezależnej egzorcystki wypędzał duchy spod granicy Kniei Godryka. Nie było to może najłatwiejsze zlecenie, biorąc pod uwagę tłumy bytów niematerialnych, które wylądowały w okolicy, ale na szczęście udało im się skończyć o czasie.
Wszystko, żeby tylko zdążyć na czas, skomentował bezgłośnie, przemykając w ciemnych szatach liturgicznych korytarzami kwatery głównej kowenu aż znalazł się przy wejściu do kaplicy. Skoro zobowiązał się do pomocy Astorii Avery, to zamierzał spełnić swoją obietnicę. Bądź co bądź, to miało być tylko kilka ikon. Dwie minuty roboty i po sprawie. Wziął kilka głębokich oddechów i pociągnął za klamkę.
— O matko przenajświętsza! A co to jest? — zawołał Sebastian w ramach powitania, gdy zobaczył trzy ogromne kufry ustawione jeden obok drugiego przy wejściu do kaplicy. Zatrzymał się w pół kroku i przysłonił dłońmi usta, spoglądając z udręczoną miną na pannę Avery. — Astorio… Moja droga… J-ja tak bardzo cię przepraszam! Gdybym wiedział, to bym cię aż tak nie kłopotał… Zakładałem, że to będzie co najwyżej kilka… naście sztuk.
A to mi wygląda na co najmniej kilkadziesiąt, dokończył w myślach, wodząc wzrokiem po potężnych skrzyniach. Potrzebował dłuższej chwili, aby oswoić się nieco z widokiem tych tobołów przed sobą i zdecydować się, podejść bliżej. Na Panią Księżyca, ale mu było wstyd!
— Nie sądziłem, że będzie tego tak dużo! Żałuję, że nie posłałem nikogo, żeby to od Ciebie odebrał. — Nie zaufałby byle dostawcom operującym na terenie Londynu, ale jego bracia w wierze na pewno wiedzieliby jak odpowiednio obejść się z tego typu towarem. — Nie przeciążyłaś się, mam nadzieję? Nie nadwyrężyłaś nadgarstka?
Wątpił, aby Astoria wniosła tu te skrzynie na własnych plecach, ale… Cholera, nawet jeśli je tylko wylewitowała z bagażnika karocy, to miały prawo boleć ją ręce od kierowania trajektorią lotu za pomocą różdżki. Sebastian zdusił w zarodku chęć dramatycznego przeżegnania się.
— Nie będziesz przeszkadzać. Załatwimy to od ręki — poinformował czarownicę, uchylając wieko jednej ze skrzyń. — Trochę tego jest, ale łaska Matki jest jak studnia bez dna. Napoi każdego spragnionego, a w tym przypadku pozwoli mi się z tym szybko uwinąć. Pewnie też masz jeszcze sporo roboty przed Samhain. Podobnie jak i my.
W tym samym czasie wyciągnął różdżkę i machnął nią kilka razy. Drzwiczki dwóch schowków przy ołtarzu uchyliły się; z jednej z nich wyleciała kamienna misa wraz z kropidło z witek brzozowych, a z drugiej srebrny dzban wypełniony mniej więcej do połowy jakimś płynem.
— Osobiście wybrałem poświęconą wodę — pochwalił się kapłan. — Prawie dekadę temu doglądałem jednej z kapliczek na obrzeżach miasta. Błogosławiłem ją w ostatnich tygodniach mojej posługi w tamtym miejscu. Pomyślałem, że się nada na tę specjalną okazję.
Wszystko, żeby tylko zdążyć na czas, skomentował bezgłośnie, przemykając w ciemnych szatach liturgicznych korytarzami kwatery głównej kowenu aż znalazł się przy wejściu do kaplicy. Skoro zobowiązał się do pomocy Astorii Avery, to zamierzał spełnić swoją obietnicę. Bądź co bądź, to miało być tylko kilka ikon. Dwie minuty roboty i po sprawie. Wziął kilka głębokich oddechów i pociągnął za klamkę.
— O matko przenajświętsza! A co to jest? — zawołał Sebastian w ramach powitania, gdy zobaczył trzy ogromne kufry ustawione jeden obok drugiego przy wejściu do kaplicy. Zatrzymał się w pół kroku i przysłonił dłońmi usta, spoglądając z udręczoną miną na pannę Avery. — Astorio… Moja droga… J-ja tak bardzo cię przepraszam! Gdybym wiedział, to bym cię aż tak nie kłopotał… Zakładałem, że to będzie co najwyżej kilka… naście sztuk.
A to mi wygląda na co najmniej kilkadziesiąt, dokończył w myślach, wodząc wzrokiem po potężnych skrzyniach. Potrzebował dłuższej chwili, aby oswoić się nieco z widokiem tych tobołów przed sobą i zdecydować się, podejść bliżej. Na Panią Księżyca, ale mu było wstyd!
— Nie sądziłem, że będzie tego tak dużo! Żałuję, że nie posłałem nikogo, żeby to od Ciebie odebrał. — Nie zaufałby byle dostawcom operującym na terenie Londynu, ale jego bracia w wierze na pewno wiedzieliby jak odpowiednio obejść się z tego typu towarem. — Nie przeciążyłaś się, mam nadzieję? Nie nadwyrężyłaś nadgarstka?
Wątpił, aby Astoria wniosła tu te skrzynie na własnych plecach, ale… Cholera, nawet jeśli je tylko wylewitowała z bagażnika karocy, to miały prawo boleć ją ręce od kierowania trajektorią lotu za pomocą różdżki. Sebastian zdusił w zarodku chęć dramatycznego przeżegnania się.
— Nie będziesz przeszkadzać. Załatwimy to od ręki — poinformował czarownicę, uchylając wieko jednej ze skrzyń. — Trochę tego jest, ale łaska Matki jest jak studnia bez dna. Napoi każdego spragnionego, a w tym przypadku pozwoli mi się z tym szybko uwinąć. Pewnie też masz jeszcze sporo roboty przed Samhain. Podobnie jak i my.
W tym samym czasie wyciągnął różdżkę i machnął nią kilka razy. Drzwiczki dwóch schowków przy ołtarzu uchyliły się; z jednej z nich wyleciała kamienna misa wraz z kropidło z witek brzozowych, a z drugiej srebrny dzban wypełniony mniej więcej do połowy jakimś płynem.
— Osobiście wybrałem poświęconą wodę — pochwalił się kapłan. — Prawie dekadę temu doglądałem jednej z kapliczek na obrzeżach miasta. Błogosławiłem ją w ostatnich tygodniach mojej posługi w tamtym miejscu. Pomyślałem, że się nada na tę specjalną okazję.