18.09.2026, 08:31 ✶
Wychowując się w Dolinie Godryka stykała się z mugolami, taki Thomas podsunął jej parę mugolskich książek, a sprawy Brygady nieraz zaprowadzały ją do niemagicznego Londynu, Brenna wiedziała więc o mugolach to i owo, ale była to wiedza raczej pobieżna. Pozwalająca zjeść w mugolskiej knajpie, gdy chciała z kimś porozmawiać z daleka od oczu czarodziejów czy przeszukać mugolskie mieszkanie, na pewno nie zrozumieć mugolski kryzys energetyczny. Milczała więc chwilę, przetwarzając słowa Dory i próbując coś z tego wyłapać.
W każdym razie informacje, które zdawały się kluczowe, brzmiały: mugole mieli jakiś kryzys, i wychodziło na to, że kryzys ten nie był aż tak mugolski.
– Może ta dwójka dowiedziała się czegoś, czego nie powinna i dlatego stali się celem – stwierdziła w końcu. Chyba do tej pory sądziła, że po prostu mieli pecha w Spaloną Noc. – Może wyjaśnią nam więcej, jeżeli uda się ich trochę ogarnąć – westchnęła, uznając, że w tej chwili nie ma co sobie za bardzo łamać głowy. Wiedzieli przynajmniej, jak jeden z mężczyzn się nazywa i co tutaj robili oraz że prawdopodobnie nie byli przypadkowymi ofiarami.
A w takim wypadku lepiej było póki co zachować ostrożność.
– Skontaktuję się z rodziną Owensa, jak tylko obejrzy go magipsychiatra… nie chciałabym, żeby na przykład podpalił brata czy coś takiego – mruknęła, wyciągając kolejne notatki. – Hm, tutaj jest coś o jakiejś legendzie o ciemności – rzuciła, podsuwając to również Dorze, bo ta o historii wiedziała zdecydowanie więcej niż sama Brenna. – Do sieci Jonathan niedawno wciągnął pewną archeolog. Sądzisz, że to tylko bajka, czy skoro to tutaj mają, powinnam się z nią skonsultować? – zapytała, zakładając, że Dora będzie w stanie to ocenić. Sama Brenna nie czytała jednak uważniej, pozostawiając to młodszej dziewczynie. Zabrała się do sprawdzania skrytek, jak choćby pod łóżkami i pod materacami, a potem zmieniła jeszcze w wilka, z zamiarem powęszenia. Mężczyzn nie było tu najmniej od paru dni, ale gdyby ktoś tutaj nawalał w nich czarnomagicznymi zaklęciami, istniała szansa, że wilczy nos to wychwyci. Przemieniła się z powrotem dopiero po chwili.
/używam animagii, bo jako wilk potencjalnie powinna wyczuć charakterystyczne wonie jak np. czarnej magii/
W każdym razie informacje, które zdawały się kluczowe, brzmiały: mugole mieli jakiś kryzys, i wychodziło na to, że kryzys ten nie był aż tak mugolski.
– Może ta dwójka dowiedziała się czegoś, czego nie powinna i dlatego stali się celem – stwierdziła w końcu. Chyba do tej pory sądziła, że po prostu mieli pecha w Spaloną Noc. – Może wyjaśnią nam więcej, jeżeli uda się ich trochę ogarnąć – westchnęła, uznając, że w tej chwili nie ma co sobie za bardzo łamać głowy. Wiedzieli przynajmniej, jak jeden z mężczyzn się nazywa i co tutaj robili oraz że prawdopodobnie nie byli przypadkowymi ofiarami.
A w takim wypadku lepiej było póki co zachować ostrożność.
– Skontaktuję się z rodziną Owensa, jak tylko obejrzy go magipsychiatra… nie chciałabym, żeby na przykład podpalił brata czy coś takiego – mruknęła, wyciągając kolejne notatki. – Hm, tutaj jest coś o jakiejś legendzie o ciemności – rzuciła, podsuwając to również Dorze, bo ta o historii wiedziała zdecydowanie więcej niż sama Brenna. – Do sieci Jonathan niedawno wciągnął pewną archeolog. Sądzisz, że to tylko bajka, czy skoro to tutaj mają, powinnam się z nią skonsultować? – zapytała, zakładając, że Dora będzie w stanie to ocenić. Sama Brenna nie czytała jednak uważniej, pozostawiając to młodszej dziewczynie. Zabrała się do sprawdzania skrytek, jak choćby pod łóżkami i pod materacami, a potem zmieniła jeszcze w wilka, z zamiarem powęszenia. Mężczyzn nie było tu najmniej od paru dni, ale gdyby ktoś tutaj nawalał w nich czarnomagicznymi zaklęciami, istniała szansa, że wilczy nos to wychwyci. Przemieniła się z powrotem dopiero po chwili.
/używam animagii, bo jako wilk potencjalnie powinna wyczuć charakterystyczne wonie jak np. czarnej magii/
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.