Wczoraj, 21:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 21:32 przez Urd Nordgersim.)
– No a jakie ma być? Oczywiście, że jest racjonalne! – przyjacielsko szturchnęła klechę w bark, traktując jego chęć podtrzymania rozmowy jako zaczepkę. – Wstępnie rozglądałam się na Nokturnie, ale jeśli jeszcze jeden zaproponuje mi 10 sykli za wspólne piwko w Wiwernie to nie wytrzymam i poleje się krew. Wiem, że mówiłam, że nigdy nie odmawiam trunku, ale jak widzisz i ja mam swoje granice – parsknęła, ciesząc się w duchu, że jej znajomość z Finnem Pinnem całkiem nieźle się rozwijała co gwarantowało relatywnie przyjemne zniżki w Kotle.
– Głupi! Nie ucz ich, robisz nam konkurencję. – w zgrabnych ustach wiele brzmiało jak żart i flirt, ale teraz Urd mówiła całkiem powaznie – Nikogo już nie musisz przyuczać, skoro przyjechałam bez trudu poradzimy sobie z każdą zapodzianą duszą. – To nie był entuzjazm, Urd przemierzała życie z pewnością siebie nieustępliwego lodołamacza.
– Nieźle! Ma się te wtyki w ministerstwie! Przyznam Ci się, że z przyjaciółką też chciałyśmy znaleźć możliwość zajrzenia do lasu. Ja osobiście nie jestem zbytnią fanką zieleni, zdecydowanie wolę morską toń… – Jej buty były dobrze zabezpieczone i szczęśliwie błocko nie brudziło jej pięknej białej jak mąka skóry, ale od zapachu wilgotnej jesienią puszczy już kręciło jej się w głowie. Urd mimo wszystko wolała wodę w możliwie dużej ilości. Nic nie mogła poradzić na swoje dziedzictwo. – A to pęknięcie brzmi fascynująco. Nic dziwnego, że jest taki popyt na nas teraz.. Zaraz… jakie drzewo? – zdziwiła się, bo to brzmiało jako zupełnie nowa informacja, pośród wszystkich plotek, które jej się obiły o uszy tu i ówdzie. A ta plotka była cenna podwójnie, skoro wypowiadał ją naoczny świadek.
Nagle napięła się i przystanęła, odruchowo sięgając do kieszeni pasa, żeby wyciągnąć świeczkę. W drugiej ręce poprawiła chwyt na różdżce.
– Ct… słyszałeś? Ptaki tu nie śpiewają. Chyba jesteśmy blisko zbłąkanego wędrowca…– zasugerowała czujność i zaczęła się rozglądać, gotowa zapalić świecę w każdej chwili i rozpocząć egzorcyzm.
– Głupi! Nie ucz ich, robisz nam konkurencję. – w zgrabnych ustach wiele brzmiało jak żart i flirt, ale teraz Urd mówiła całkiem powaznie – Nikogo już nie musisz przyuczać, skoro przyjechałam bez trudu poradzimy sobie z każdą zapodzianą duszą. – To nie był entuzjazm, Urd przemierzała życie z pewnością siebie nieustępliwego lodołamacza.
– Nieźle! Ma się te wtyki w ministerstwie! Przyznam Ci się, że z przyjaciółką też chciałyśmy znaleźć możliwość zajrzenia do lasu. Ja osobiście nie jestem zbytnią fanką zieleni, zdecydowanie wolę morską toń… – Jej buty były dobrze zabezpieczone i szczęśliwie błocko nie brudziło jej pięknej białej jak mąka skóry, ale od zapachu wilgotnej jesienią puszczy już kręciło jej się w głowie. Urd mimo wszystko wolała wodę w możliwie dużej ilości. Nic nie mogła poradzić na swoje dziedzictwo. – A to pęknięcie brzmi fascynująco. Nic dziwnego, że jest taki popyt na nas teraz.. Zaraz… jakie drzewo? – zdziwiła się, bo to brzmiało jako zupełnie nowa informacja, pośród wszystkich plotek, które jej się obiły o uszy tu i ówdzie. A ta plotka była cenna podwójnie, skoro wypowiadał ją naoczny świadek.
Nagle napięła się i przystanęła, odruchowo sięgając do kieszeni pasa, żeby wyciągnąć świeczkę. W drugiej ręce poprawiła chwyt na różdżce.
– Ct… słyszałeś? Ptaki tu nie śpiewają. Chyba jesteśmy blisko zbłąkanego wędrowca…– zasugerowała czujność i zaczęła się rozglądać, gotowa zapalić świecę w każdej chwili i rozpocząć egzorcyzm.