19.09.2026, 09:51 ✶
Rozmowy z ludźmi, którzy tak jak on kochali morze, przychodziły Flintowi o wiele lżej, niż rozmowy z innymi. Nie to, żeby oczekiwał od absolutnie każdego miłości do statków, żeby na stałe zagościć w jego sercu, to spore naciągnięcie, po prostu… tak po ludzku (i po nieludzku, bo rozmawiał przecież z selkie)… lubił czasami poczuć, że to coś więcej niż kolejny jego wybryk i coś wpisanego wyłącznie w biografię jego i jego ojca i jego wuja i… rozumiecie sami.
Słowa pomiędzy nim i Laurentem lały się więc wartkim strumieniem i w jakiś sposób udawało im się obmyć ze wszystkich złych myśli w sposób, po którym znów czuł się kimś więcej niż plamą barwną w tle obrazu, mającą przypominać człowieka, ale tylko jeśli się oddalisz od płótna na kilka kroków i nie skupisz na nim całej swojej uwagi. Czuł się kimś więcej niż postacią z tła, kimś prawdziwym, kimś kto nie musiał wiecznie uciekać i poszukiwać spokoju w słońcu Kairu ogrzewającego go już jedynie we wspomnieniach, co je rozpalał w sobie w chwilach, kiedy nadciągał sztorm.
Nazwoził jej nie tylko puszek herbat, ale i tuzin świecidełek, bo można ich było za oceanem nabyć więcej niż tutaj. Nie były to kamienie magiczne, czy magią w jakiś sposób przesiąknięte. Ani żadne to były wybitne składniki alchemiczne. Ot, stos ozdób i czegoś, co miało przyjemny aromat i unikalny smak. Lata znajomości utwierdziły go jednak w przekonaniu, że to właśnie był dobry prezent dla tej przeuroczej istotki. Żadne bogactwa dalekich krain. Na nic mu klątwy, składniki rytualne czy zaklęcia. Laurent lubił po prostu wiedzieć, że nawet za oceanem, wśród tych wszystkich nowości i przygód, ktoś pochylił się nad straganem choćby na sekundę i tak po prostu, niekierowany żadną poważną ani pompatyczną myślą, o niej pomyślał.
Słowa pomiędzy nim i Laurentem lały się więc wartkim strumieniem i w jakiś sposób udawało im się obmyć ze wszystkich złych myśli w sposób, po którym znów czuł się kimś więcej niż plamą barwną w tle obrazu, mającą przypominać człowieka, ale tylko jeśli się oddalisz od płótna na kilka kroków i nie skupisz na nim całej swojej uwagi. Czuł się kimś więcej niż postacią z tła, kimś prawdziwym, kimś kto nie musiał wiecznie uciekać i poszukiwać spokoju w słońcu Kairu ogrzewającego go już jedynie we wspomnieniach, co je rozpalał w sobie w chwilach, kiedy nadciągał sztorm.
Nazwoził jej nie tylko puszek herbat, ale i tuzin świecidełek, bo można ich było za oceanem nabyć więcej niż tutaj. Nie były to kamienie magiczne, czy magią w jakiś sposób przesiąknięte. Ani żadne to były wybitne składniki alchemiczne. Ot, stos ozdób i czegoś, co miało przyjemny aromat i unikalny smak. Lata znajomości utwierdziły go jednak w przekonaniu, że to właśnie był dobry prezent dla tej przeuroczej istotki. Żadne bogactwa dalekich krain. Na nic mu klątwy, składniki rytualne czy zaklęcia. Laurent lubił po prostu wiedzieć, że nawet za oceanem, wśród tych wszystkich nowości i przygód, ktoś pochylił się nad straganem choćby na sekundę i tak po prostu, niekierowany żadną poważną ani pompatyczną myślą, o niej pomyślał.
Koniec sesji
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr