19.09.2026, 16:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2026, 16:53 przez Lorien Mulciber.)
—27/10/1972—
Odpowiedź na ten list.
List zapieczętowano standardowym zaklęciem ochronnym. Wraz z nim Paul dostarczył Lorraine dwie rzeczy: pakunek oznaczony pieczęcią Gringotta i zabezpieczony odpowiednimi zaklęciami goblinów oraz drugi - paczkę owiniętą w prosty papier pakowny.
Jak można się spodziewać w pierwszym był pieniężny sowity datek na inicjatywę, o której Malfoy wspomniała w liście (czyli jednak nasza Lorcia żartowała i nie wydała fortuny na dyńkę…), a w drugim książka kucharska. Ale nie byle jaka. Otóż okładka głosiła, że w środku można znaleźć jedno z pierwszych wydań “O Domu, Stole i Rodzinie” XIX-wiecznego podręcznika dla “nowoczesnych” dam z czystokrwistych rodów. Podpis na pierwszej stronie zdradzał, że książka uprzednio należała do Adeline Prewett
Londyn, 27.10.1972 r.
Moja słodka Lorraine,Dziękuję za Twoją troskę i dobre słowo. Wybacz moje ograniczone odwiedziny - czasami czuję, że gubię gdzieś kolejne dni i tygodnie. Mam nadzieję, że nie czujesz się zaniedbana moja droga! Pamiętaj, że zawsze znajdę dla Ciebie czas, mam nadzieję, że choć raz bez przerywania przemiłych rozmów doborem koloru weluru do kolejnej trumny. Ach właśnie, nim zapomnę. Ostatnio pokazywałaś mi takie przepiękne ceglaste płótno. Czy mogłabyś mi przesłać próbkę? Planuję zakup nowej kanapy i nie mogę znaleźć mu podobnego u wytwórców!
Spalona Noc… zdaje mi się tak odległa. A równocześnie mam wrażenie, że zdarzyła się wczoraj. Wybacz, że nie mogę powiedzieć wiele o procesach. Większość z nich pozostaje utajniona dla bezpieczeństwa wszystkich poszkodowanych. Ludzie chcą zapomnieć. Wrócić do życia, które wiedli nim ten okropny popiół zaczął sypać się na Londyn.
Co zaś do ochrony i przystojnych aurorów…
Moje dziecko, tylko te turpiczne romanse ci w głowie!
Pomnij moje słowa, nie bierz za męża aurora czy innego rycerza. Ani go w domu nie uświadczysz ani wyjazdu nie zaplanujesz, sabaty wiecznie na twojej głowie będą a i żoną zawsze będziesz drugą - pierwszą jest praca. Co jeden to większy mruk i czarnowidz. Lepiej byś sobie jakiegoś miłego chłopca znalazła z perspektywami i odpowiednim charakterem. Nie wiem czy będziesz kojarzyć, ale na Pokątnej jest taki bardzo elegancki sklep z przyprawami i herbatami państwa Şahin. Pół Magicznego Londynu się u nich zaopatruje. To bardzo szanowana, czystokrwista rodzina z Ankary. Mają syna w twoim wieku, który kiedyś przejmie nie tylko cały biznes ojca i jego kontakty handlowe, ale z tego co wiem szkoli się na aptekarza. W dodatku bardzo uczynny, dobrze wychowany, tylko bardzo nieśmiały. Jeśli chcesz porozmawiam z panią Şahin. Jestem pewna, że spodobałaby jej się taka zaradna i mądra synowa.
Chciałabym jeszcze móc zobaczyć cię na ślubnym kobiercu albo pobawić twoje dziecko na rękach, a ty taka zaczytana w tych opowieściach o rycerzach i nie widzisz, że ci tacy mili chłopcy umykają sprzed nosa.
Och, do grobu mnie wpędzisz Lorraine, prędzej niż klątwa.
Przykrym jest słyszeć jak wielu potrzebuje teraz twoich usług. Przykrym i wstydliwym. „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” jak to zapisano w Fauście. Ministerstwo nasze jest tego przeciwieństwem. Szczerze wierzę, że każdy jeden - sędzia czy urzędnik ma w sercu Magiczną Anglię i jej dobrobyt. Ale pragnienia te bywają sprzeczne. Zestawione ze sobą idee prowadzą do nieporozumień, a te do opieszałości w działaniu przeciw wrogom społeczeństwa.
Jak nigdy wcześniej Śmierciożercy zdają mi się jedynie grupą równie niebezpieczną co bezmyślną. Są niecierpliwi. Są niepewni samych siebie. Chowają się za maskami, bo wiedzą, że ich metody są bestialskie i barbarzyńskie. Gdyby naprawdę wierzyli w to co głoszą czy nie występowaliby na mównicach jak twój stryj? Czy nie próbowaliby porwać tłumu nie ku gwałtom, a ku zmianie prawa? Nie robią tego, bo wiedzą, że święte prawo tajności czarodziejów przetrwa i ich. Tak jak przetrwało Grindenwalda. Tak jak przetrwa następców. Bo prawo moja słodka Lorraine nie poddaje się dyktaturze jednego człowieka. Nigdy na długo.
Spójrz jak sprzeczni i zagubieni są w swoich poglądach - chcąc zbudować nowy porządek świata, próbują spalić ten, który służył nam od wieków. Mordując klasę średnią i mugolacką doprowadzić jedynie mogą do izolacji naszego kraju i zapaści gospodarczej. Jak wielu ostanie się Śmierciożerców, gdy wyrżną klasę pracującą, a głód zapuka do ich drzwi?
Mugole już próbowali tego w latach 30. Układ, który wymarzyli sobie i miał trwać tysiąc lat, nie przetrwał nawet dziesięciu.
Nie dlatego, że zawsze znalazły się pojedyncze jednostki, które buntowały się przeciw złu, choć lubimy wierzyć w te piękne historie o bohaterach i zwycięstwie dobra. Przegrali, bo na arenie świata jesteśmy tylko jedną z figur. Jak rozczarowująca jest wiedza, że nawet w swojej supremacji Śmierciożercy nie są nowatorscy.
Ale starczy o nich.
Życie nasze składa się z drobnych spraw i problemów. Mów mi o nich, pisz, gdy potrzeba ci pomocy. Zbyt często Wizengamot pozostaje głuchy; zbyt wiele rzeczy gubi się w pustych salach. Nie chcę, abyś kiedykolwiek poczuła, że i twój głos pozostaje niewysłuchany.
Nie winisz człowieka, który Cię zaatakował, tej ofiary i miłości zrozumieć moja słodka nie potrafię. Czy nie winiłabyś go, gdyby na twoim miejscu znalazła się twoja kuzynka, z którą omyłkowo cię pomylił? Bezradność nie daje prawa do czynienia krzywdy. Nie daje prawa do samosądu i linczu. W twoich słowach, nie daje prawa do grzechu przeciw Bogom, Tradycji i Anglii.
Dziecko, które nie mogło znaleźć matki mogło ją stracić zarówno z ręki rewolucjonistów jak i własnego sąsiada.
Dobrze piszesz - ochronili cię ludzie, nie Nokturn. “Nokturn chroni swoich”. Ale też Nokturn cię zaatakował. Nokturn nie musi bronić się sam, bo Nokturn sam w sobie jest niczym więcej jak kilkoma kamienicami. Tą samą kostką co Pokątną wyłożono jego ulice, te same cegły go wznoszą co Horyzontalną.
Wiesz, że nie darzę sentymentem tego miejsca. Zbyt często widzę raporty z gwałtu i przemocy jaka rozlewa się na jego ulicach. Zbyt często jego mieszkańcy goszczą w moich salach sądowych. Mówiąc, że nie chcę byś tam mieszkała - mówię to z czystej troski. Nie dlatego, że nie jest to miejsce dla dziewczęcia o twoim pochodzeniu i urodzeniu, a dlatego, że zbyt wiele podobnych Tobie znaleziono w tamtejszych piwnicach i domach publicznych. Ten jeden raz otaczali cię ludzie, którzy wierzą w solidarność. Modlę się, by nigdy już nie doszło do sytuacji, gdy musiałabyś jej testować na nowo.
Jeśli zaś chodzi o naszego… wspólnego znajomego. Anthony ma serce po właściwej stronie, choć czasem w obliczu oślepiającego bogactwa zapomnieć można, że wciąż jeszcze bije. Czy zostałby opluty, gdyby wyszedł z chęcią pomocy? Myślę, że w to akurat szczerze wierzy. Myślę też, piccola mia, że może mieć rację.
Jak wielu zna go tylko z plakatów? Z kampanii Rosierów? Kto wie o nim coś więcej jak to, że jest ulubieńcem kolumn plotkarskich?
Pieniądze i pozycja przyniosły mu sławę i możliwości, których ignorować nie można. Filantropia jest jednak obosiecznym mieczem, gdy sam sobie jesteś jej wizytówką. Zagrożeniem, gdy popełnisz o jeden błąd za dużo. Jak wybrać sprawę Lorraine? Ratować teatr, przytułek, podpalony sad? Kiedy kochasz piękno tak jak Anthony Shafiq wybór zdaje się być całkiem prosty.
Rzecz, którą Ci powiedział, gdy poskarżyłaś się na śmiech i wytykanie palcami, jest niedopuszczalna. Ale podobnie jak on, ty również moje drogie dziecko, wybrałaś. Nie zrozum mnie źle, nie uważam, że twój wybór jest błędem. Jest odwagą.
Musisz wiedzieć, że na Ekstazie Merlina zasłonięto widok na spalony Londyn importowanymi krzewami jaśminu, by nie kuł gości w oczy. Nie chcieli patrzeć na krzywdę i ból. Nie mogąc zasłonić ciebie, wybierają kpinę. Łatwiej obśmiać młodą dziewczynę, niż przyznać, że poza pieniędzmi nie mają nic. Ani twojej wiary, ani chęci niesienia pomocy ani nawet siły, by rzeczywiście zmienić świat.
Czy Anthony mógłby przybyć na Nokturn, podać dłoń żebrakowi? Mógłby. Ale tej samej dłoni nie podałby mu później kolejny ważny inwestor. Wyschłoby jedno ze źródeł bogactwa, które może "trwonić" na cele charytatywne. A i żebrak myślałby z pogardą jak to Wielki Pan się zlitował i rzucił ochłapy.
Pieniądz rodzi tylko i wyłącznie pieniądz.
Nie oceniaj go krytycznie tylko dlatego, że zaplątał się we własną sieć. Zbyt wiele mógłby stracić. Zbyt wielu mogłoby pokazywać go palcem i śmiać się za jego plecami.
Jeśli zaś chodzi o wszelkie inwestycje w Dolinie… Cóż od pewnego czasu krążą po Ministerstwie na ten temat plotki. Niestety nie wiem nic więcej. Nie znalazłam się w zaszczytnym gronie, które ponoć o tym debatowało. A nie mam zwyczaju dopraszać się o zaproszenia. Jak i o oświadczyny.
Lorraine, bacz moje dziecko na to co piszesz. Naprawdę sądzisz, że zwodzono mnie pozorami pomocy, stabilizacji i bezpieczeństwa? Naprawdę myślisz o mnie tak nisko, by przypuszczać, że dałabym się omamić kilkoma pięknie brzmiącymi obietnicami?
Odrzuciłam oświadczyny Anthony’ego gdy ty byłaś jeszcze baraszkującą dzieciną.
Nie wspominaj o tym nigdy więcej.
Zbyt surowo oceniasz swoje własne dziwactwa, Lorraine. Wśród rzeczy, które można robić z nudów, czytanie książek kucharskich wydaje mi się doprawdy niewinne. Mogłabyś przecież zacząć lepić falliczne świeczki z wosku lub sprzedawać domowy bimber! Niczym mnie już chyba zaskoczyć nie można.
Podobnie do ciebie jestem wybitnym teoretykiem kuluarów kulinarnych. Wprowadzenie teorii w życie pozostawiam zwykle profesjonalistom lub chociaż ludziom, którzy nie wysadzą kuchni przy próbie odgrzania pasztecików dyniowych (nie pytaj). Chętnie wesprę inicjatywę pana McKinnona.
Pozwól jednak, że zrobię to pieniężnie, bo obawiam się, że wszelki datek w postaci posiłku mógłby poskutkować wytruciem połowy dzielnicy.
Nie dbam o podziękowania, nie chcę rozgłosu. Tak po prostu uczynić należy, a Nokturn nie powinien bronić się sam. Ty nie powinnaś zaś mieć związanych rąk przez coś tak trywialnego jak galeony.
Możesz powiedzieć Woody’emu od kogo dostanie pieniądze. Tylko i wyłącznie dla spokoju ducha starego Tarpaulina - pieniądze są czyste, nie czeka go nalot naszego Biura Skarbowego. Zadbałam, aby gobliny wydały odpowiednie kwity i uregulowałam podatek. Niech pomagają i o nic się nie martwią.
Całuję,
Lorien J. Mulciber
Spoiler