Ona również nie miała zamiaru brnąć w temat małżeństwa. Nie był on dla niej wcale przyjemny, a to, że nadal nie miała żadnego stałego partnera mówiło samo za siebie. Samotność doskwierała jej od zawsze, nie licząc swojej rodziny nie miała nikogo z kim mogłaby ją dzielić, aby nie czuć tej pustki. Próbowała ją zastąpić przelotnymi romansami, które burzliwie się zaczynały i tak samo się kończyły. Miała nadzieję, że znajomość z Perseusem nie będzie bolesna, ona wolała ból zadawać, a nie go czuć.
Jego bliskość była ciepła, przyjemna i taka dziwnie katująca jej umysł. Serce waliło jej szybko jak nigdy, jakby właśnie z kimś walczyła, a nie lawirowała w podnieceniu. Vespera nie myślała o ślubie z nim, nawet nie przyszło jej to do głowy. Tak dawno temat ślubu stał się dla niej odległy, że nawet nie pomyślała o tym, aby Perseus mógł zostać jej kolejnym mężem, ale jak to mówią do trzech razy sztuka i może… Nie! To nie ten czas, nie ten klimat. Tu nie chodzi o małżeństwo, które psuło pożądanie. Była to na pewno wina obrączek, a nie źle dobranych partnerów, prawda?
Gdy zadał jej pytanie o krew uniosła brwi patrząc jak chwyta nożyk i nim zdążyła zareagować patrzyła na czarną krew na jego palcu. Gdy zbliżył palce do jej ust spojrzała na niego z obawą, ale nie cofnęła się. Rozchyliła wargi, a jego kciuk wylądował w środku. Zamknęła na nim usta delikatnie się na nim zasysając. Kąciki jej ust uniosły się w figlarnym uśmiechu, a do jej głowy uderzyło dziwne uczucie, które chciało zawładnąć jej ciałem. Złapała jego nadgarstek i powoli wysunęła jego kciuka z usta patrząc na niego pytająco. Nie za bardzo rozumiała, co się działo.
— Nie ufam byle komu, doceń to. – szepnęła.