• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus

[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus
cythryblus
Angel pen ffordd, diawl pen tân
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
uzdrowiciel
Ma bladą, niepokochaną przez słońce, za to gęsto obsypaną piegami, cerę. Oczy jasne, zielonoszare, osadzone głęboko pod ciężkim łukiem brwiowym, przez co nawet neutralne spojrzenie wygląda na foch i pretensję. Miękczą je jedynie rzęsy, gęste i dłuższe niż wypadałoby chłopu tej postury. Nos długi, ze śladem po dawnym złamaniu, którego nikt mu porządnie nie nastawił. Zarost zazwyczaj nosi krótki i nierówny, goli się na specjalne okazje. Włosy sięgają obojczyków, falują nieprzewidywalnie i wiecznie wchodzą w twarz; związuje je do pracy i w pogodę, która ciska w usta więcej niż dziesięć przekleństw na minutę. Jest szeroki w barach i mierzy ponad sześć stóp wzrostu. Buciory, których nie zdejmuje właściwie nigdy, dokładają mu nie tylko parę cali, ale i za dużo hałasu, bo słychać go w korytarzu na długo, zanim się pojawi. Chodzi ciężko i pewnie, z lekkim przechyłem na prawą stronę, pamiątką po czymś, o czym nie opowiada.

Gareth Rowle
#5
4 godzin(y) temu ✶  
— Trzeba było wcześniej skołować jakiś spis — cmoknął niepocieszony, idąc aleją pochówków brzydkich, nieciekawych truposzy.
Nazwiska nic mu nie mówiły, daty owszem. Liczył je w głowie jak knuty, odrzucając wszystko sprzed dwóch wieków i wszystko z ostatniej dekady, bo pierwsze się mogło już nie nadawać ze względu na zbyt zaawansowany rozkład, a do drugiego mógł jeszcze ktoś przychodzić ze świeżymi chryzantemami. A potem pechem pechów rozpoznać na tej cholernej polanie, bo Gary akurat zielonego pojęcia nie miał jaki rodzaj typa może go tam spotkać. Nie wiedział czy był to scenariusz, którym powinien się aż tak przejmować, ale takie przemyślenia zachował sobie na później.
Nie zachował sobie za to na później krytycznego wyboru swojej nowej, tymczasowej gęby. Przystawał przy kolejnych kamieniach, przykładając dłoń do liter i zdrapując z nich mech paznokciem. Kamieniarze mieli paskudny zwyczaj kucia wyłącznie tego, co potrzebne. Żadnego portretu skupionego na linii szczęki nieszczęśnika. Żadnego opisu twarzy. Żadnej wzmianki o zębach…
— Popatrz, tutaj jakiś Elonus. Elonus! — parsknął, przechylając głowę. — Nikt o takim imieniu nie mógł być przyst…nie był magiem słusznej krwi. Idziemy dalej.
Dwie aleje później kamień stał krzywo, przechylony ku wschodowi, oblepiony mchem tak gęsto, że litery trzeba było czytać palcami.
— Carrot — odczytał z powagą, prostując się. — Helciu, znalazłem nam warzywniak.
Podrapał kciukiem dalej, zsuwając zielony kożuch, i marchewka rozpadła się na dwoje. Carrow. Dwa imiona, jedno pod drugim, wykute tą samą ręką. I dwie daty śmierci, identyczne co do dnia.
Gwizdnął cicho.
Przykucnął przy płycie, opierając przedramiona na kolanach, i przeczytał wszystko jeszcze raz, powoli, jak czyta się warunki zakładu. Coś mu na początku nie pasowało. Trzydzieści siedem lat w momencie śmierci. Nazwisko ze skorowidza. Przy kobiecie nie było panieńskiego.
Zmarszczył czoło, widząc na dobrą sprawę wyłącznie dwie daty.
— Rok śmierci 1869. Ale mamy zagwozdkę — oznajmił z niekłamaną satysfakcją, stukając palcem w kamień. — Jedno nazwisko… ale i jedna data urodzenia. Oraz jedna data śmierci.
Wyobraził to sobie i skrzywił się, ale bardziej dla efektu niż z przekonania. Brat z niezamężną siostrą pod jedną płytą to nie było jego zmartwienie, bo jego zmartwieniem było to, czy facet umarł mając proste zęby i czy był zarówno cholernie przystojny jak i cholernie nijaki, aby nie wzbudzić w nikim żadnych podejrzeń.
— Rodzina, która rodzi się razem, umiera razem i zostaje razem — mruknął pod nosem, niby to pochłonięty kontemplacją ludzkiej egzystencji. 
Wstał, otrzepując kolana. Coś mu w prawym strzyknęło przy odgięciu, więc musiał stęknąć jak schorowany starzec.
Ziemia przy płycie zapadła się lekko, wyrównana latami i porośnięta tą samą chudą trawą co reszta alei; nikt tu od dawna nie przychodził, nikt nie wyrywał chwastów, nikt nie zostawiał po sobie ani kamyka.
— Helciu — powiedział, odwracając się przez ramię, z tą samą miną, z którą w wieku pięciu lat informował mamę, że się zesrał Lazarusowi do plecaka — dwójka Carrow po trzydziestce. Najwidoczniej bez większych osiągnięć skoro pochowani zostali sami, z dala od reszty rodziny. Obstawiam niskich rangą pracowników Ministerstwa. Co ty na to?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gareth Rowle (495), Helloise Rowle (1551)




Wiadomości w tym wątku
[24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - przez Helloise Rowle - 09.09.2026, 17:38
RE: [24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - przez Helloise Rowle - 14.09.2026, 16:14
RE: [24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - przez Helloise Rowle - 18.09.2026, 23:59
[27/10/72] Kopcie tunel, kop-kopcie tunel. Hieny mogą przeszkodzić nam - przez Helloise Rowle - 11 godzin(y) temu
RE: [24-31/10/72] Corp Criadh; or, The Morbid Prometheus - przez Gareth Rowle - 4 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa