• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
08.09.72 — Stoję cały we krwi, a ty pytasz, co u mnie

08.09.72 — Stoję cały we krwi, a ty pytasz, co u mnie
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe, przetykane słońcem włosy, brązowe oczy i czasami zarost. Kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Pachnie jak tania woda kolońska oraz frytura, której nigdy do końca nie może zmyć. Drobna budowa ciała (172cm), żylaste mięśnie i pewny siebie krok. Zazwyczaj ma na sobie fartuch kucharza. W pracy spina włosy w ciasny koczek.

Lewis McKinnon
#2
20.09.2026, 09:31  ✶  

Na początku nocy Lewis żartował o tańczeniu na popiołach Wiwerna. W końcu śmiesznie, że ich najwięksi wrogowie poszli z dymem bo zapaliła się im nasączona litrami rozlanego alkoholu podłoga (nie żeby Rejwach był pod tym względem lepszy). Gdy wreszcie dotarła do nich powaga sytuacji, razem z Aseną szykowali schronienie dla uciekinerów od pożarów, bo pomimo zawahania przy pytaniu Woodiego czy zainwestował w ochronę,  ich knajpa zdawała się trwać ledwo osmolona, podczas gdy sąsiednie budynki trawił pożar.

Na tym etapie nocy Lewis stracił swoją koszulę,  używając jej dla poszkodowanej dziewczyny jako prowizoryczny temblak, aby nie pogarszać ewidentnego złamania, chodząc tylko w podkoszulku, a spodnie na szelkach ubrudził popiołem i krwią, przyniesionymi przez ludzi z zewnątrz.  Wszystkie piece były wygaszone, a wielkie kotły wypełnione wodą prewencyjnie, tylko w jednym resztka uspakajającego napitku, który uwarzył zanim pandemonium rozkwitło w całej okazałości.

Akurat poprawiał swoje mysie włosy, przepocone od temperatury, ściskając je w cisną kitkę na potylicy, gdy usłyszał rozmowę dwóch kobiet. Zatrzymał się przy nich, ale nie mógł nic dostrzec nic poza ich głowami, zasłaniającymi mu widok. Nóż? Krew? Jego instynkt sugerował mu, że to sytuacja walki, niebezpieczeństwa.

— Proszę się odsunąć od okna — powiedział do nich cicho, kładąc rękę na ramieniu starszej i przesuwając ją w głąb kuchni i samemu zerkając przez zasłonięte okno ostrożnie. Przyjaciel? Wróg? Słyszał coś o śmierciożercach którzy plądrowali ulicy i dewastowali po równo życia i budynki, więc mimo swoich miernych magicznych talentów, zacisnął dłoń na swojej różdżce. Szybko przeskanował przestrzeń i postać widoczną przez szparę. Cóż, na pewno był to człowiek niebezpieczny, Lewis nie miał wątpliwości, ale on go znał. Nie bał się go w tym momencie i nie spodziewał się, aby nóż i krew były efektem ataku, a raczej samoobrony.

Szybko wetknął różdżkę do tylnej kieszeni i podbiegł do drzwi zaplecza, uchylając je. Cieszył się, że je ostatnio naoliwił.

— Crow! Crow, właź tu szybko. Co ty robisz na zewnątrz? — powiedział szybko, mając nadzieję, że wystarczająco głośno, aby mężczyzna go usłyszał. — Jesteś ranny?

Machnął pospieszająco na Crowa, aby ten wszedł do środka, gest bardziej przypominający złodzieja, który nakazuje swoim kompanom zwijać się z domu, do którego się włamali, bo zbliżają się służby porządkowe, niż kucharza chroniącego przybytku. W ogóle Lewis wyglądał jak mała zakała świata w tym momencie, ktoś, kto na co dzień lał się po mordzie, a nie ktoś, kto przerzucał zawodowo worki z ziemniakami i przez godziny ugniatał ciasto na zakwasie. W stroju regionalnym Nokturnu przypominał, że wyrósł w tej jałowej ziemi, chodził jako szczyl po ścieżkach i nie bał się ciemnych zaułków wystarczająco mocno.

Pośpiech w głosie Lewisa był słyszalny. Jemu nic się nie przydarzyło, nikt go nie zaatakował, był bezpieczny dzięki łutowi szczęścia, bo nie był religijny, więc w opatrzność Matki nie wierzył. Na pewno nie dla niego. Ciężko być wyznawcą, gdy wie się o istnieniu bóstwa, gdy pojawiają się wizje, jakieś objawienia na sabatach, a ludzie nadal głodują, dzieci tracą rodziców, a Czarny Chuj stanowi realne zagrożenie dla ludzkich żyć. Jeżeli Matka rzeczywiście byłą prawdziwa, to ona będzie musiała mu po śmierci odpowiedzieć za swoją obojętność.


@The Edge


STOP PROPOSING INDIVIDUAL SOLUTIONS
TO COLLECTIVE PROBLEMS
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lewis McKinnon (510), The Edge (512)




Wiadomości w tym wątku
08.09.72 — Stoję cały we krwi, a ty pytasz, co u mnie - przez The Edge - 28.08.2026, 15:30
RE: 08.09.72 — Stoję cały we krwi, a ty pytasz, co u mnie - przez Lewis McKinnon - 20.09.2026, 09:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa