21.09.2026, 09:43 ✶
– A jaka Twoim zdaniem jest nasza krew stary druhu? – zaśmiała się serdecznie, ewidentnie się z nim drocząc, bo jej angielski był niemal tak dobry jak natywny język, więc w mig łapała idiomy i operowała nimi, przekształcając je w rozluźniające atmosferę przepychaneczki. Sebastian zdawał się jej spięty, w sumie nie dziwota, jak tu takie cuda na kiju się działy w tej Anglii. Nie zazdrościła mu, a jednocześnie mościła się wygodnie na swojej posadzie zewnętrznej specjalistki. Bardzo wygodna posada.
– A skoro już o wieku mowa, ustalmy jedno, że ani ja ani Burke nie zamierzamy się nigdzie zakradać. Pod tym względem jestem zdecydowanie za stara by bawić się w podchody, myślałam raczej o wkręceniu się do ekipy badawczej, jako świeże spojrzenie. – Uściśliła, czując że mimo solennych obietnic, dusza poszukiwacza przygód, niebezpieczeństw i wyjaśniania niewyjaśnialnego brały górę. Tymbardziej, gdy usłyszała o drzewie…
– Macie swój własny… Yggdrasil? Jakbyś mi powiedział, że to jesion, to byśmy odpuszczali te duszki, i parli prosto do lasu! – to brzmiało lekko, to brzmiało prawie jak żart, ale wcale nim nie był. Sebastian mimo usilnych prób właściwie bardziej reklamował to miejsce i sprawiał, że Urd jeszcze bardziej chciała tam pójść i zobaczyć. – Próbowaliście coś z nim robić? Ciąć je? Bpogowie… jakie ciąć. Czy ktoś go w ogóle dotknął? Wiadomo skąd "przyleciało" na Polanę? Czy było wcześniej już specjalne, święcone przez waszych kapłanów? – pytania pchały się na usta, a Nordgersim umierała z ciekawości, w głowie już redagując list do Ceo. Tak gratka PROSTO POD JEJ NOSEM, a paskuda nic nie powiedziała jej o drzewie.
Rozmowa jednak musiała poczekać, bo oto… tak zagubione duszki. Idealnie na ich dwójkę.
– Pakujemy ich do jednej czy do dwóch szkatułek? – zażartowała, po czym sięgnęła do paska u spodni, gdzie trzymała swoje wzmacniane pojemniczki i przydział świec egzorcyzmowniczych.
– A skoro już o wieku mowa, ustalmy jedno, że ani ja ani Burke nie zamierzamy się nigdzie zakradać. Pod tym względem jestem zdecydowanie za stara by bawić się w podchody, myślałam raczej o wkręceniu się do ekipy badawczej, jako świeże spojrzenie. – Uściśliła, czując że mimo solennych obietnic, dusza poszukiwacza przygód, niebezpieczeństw i wyjaśniania niewyjaśnialnego brały górę. Tymbardziej, gdy usłyszała o drzewie…
– Macie swój własny… Yggdrasil? Jakbyś mi powiedział, że to jesion, to byśmy odpuszczali te duszki, i parli prosto do lasu! – to brzmiało lekko, to brzmiało prawie jak żart, ale wcale nim nie był. Sebastian mimo usilnych prób właściwie bardziej reklamował to miejsce i sprawiał, że Urd jeszcze bardziej chciała tam pójść i zobaczyć. – Próbowaliście coś z nim robić? Ciąć je? Bpogowie… jakie ciąć. Czy ktoś go w ogóle dotknął? Wiadomo skąd "przyleciało" na Polanę? Czy było wcześniej już specjalne, święcone przez waszych kapłanów? – pytania pchały się na usta, a Nordgersim umierała z ciekawości, w głowie już redagując list do Ceo. Tak gratka PROSTO POD JEJ NOSEM, a paskuda nic nie powiedziała jej o drzewie.
Rozmowa jednak musiała poczekać, bo oto… tak zagubione duszki. Idealnie na ich dwójkę.
– Pakujemy ich do jednej czy do dwóch szkatułek? – zażartowała, po czym sięgnęła do paska u spodni, gdzie trzymała swoje wzmacniane pojemniczki i przydział świec egzorcyzmowniczych.