20.03.2023, 02:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 02:34 przez Brenna Longbottom.)
Przez moment, gdy zeskoczyła z pala… czuła się dobrze. Przez ułamek sekundy była nieomal w euforii. Co nie powinno być możliwe, zważywszy na to, co się działo i co miało się stać. Magia Beltaine oddaliła na chwilę wizję rychłej śmierci, jeżeli nie jej, to na pewno innych zgromadzonych na polanie. Zawirowało jej wręcz w głowie, uczucia, które miały zniknąć już za moment, i na które zasadniczo nie mogła pozwolić sobie nie tylko dziś, tutaj, teraz i nie tylko wobec Atreusa. Ale roześmiała się szczerze, kiedy ją pochwalił.
- Zwiedziłam połowę drzew w Dolinie. Z drugiej połowy spadłam – stwierdziła, po czym wyciągnęła ręce, by bezceremonialnie nałożyć mu jego wianek na głowę. Może i nie wykonałaby takiego gestu wobec aurora, którego nie znała najlepiej, ale rytuał robił swoje: ten dotyk zdawał się naturalny, podobnie jak próba schwycenia go za rękę.
Ale nie, nie by pociągnąć go pomiędzy drzewa. A ku ogniu. Bo…
- Wracamy na patrol – oświadczyła, choć nie tylko o to chodziło. Pijana magią Beltaine, i może odrobinę kierowania wyrzutami sumienia, że sama wpisała Atreusa na wartę w najniebezpieczniejszym miejscu, miała zamiar… wyciągnąć z kieszeni świecę do rytuału, by ukradkiem ją podpalić, korzystając z tłumu, zamieszania, kręcących się wokół par. By uwalić (i poparzyć) palce w gorącym wosku, a potem niby to poprawić wianek na głowie Atreusa i naznaczyć czoło trzema kroplami. (A świeczkę szybko potem zgasić: wsunąć do kieszeni, która jutro będzie pełna stearyny, ale czy w ogóle będzie jakieś jutro?) Cholerne, przywołane magią uczucie, dokonało niemal niemożliwego: na chwilę uśpiło czujność i podejrzliwość Brenny i w tym momencie po prostu nie potrafiła uwierzyć, że Bulstrode mógłby być śmierciożercą.
- Zwiedziłam połowę drzew w Dolinie. Z drugiej połowy spadłam – stwierdziła, po czym wyciągnęła ręce, by bezceremonialnie nałożyć mu jego wianek na głowę. Może i nie wykonałaby takiego gestu wobec aurora, którego nie znała najlepiej, ale rytuał robił swoje: ten dotyk zdawał się naturalny, podobnie jak próba schwycenia go za rękę.
Ale nie, nie by pociągnąć go pomiędzy drzewa. A ku ogniu. Bo…
- Wracamy na patrol – oświadczyła, choć nie tylko o to chodziło. Pijana magią Beltaine, i może odrobinę kierowania wyrzutami sumienia, że sama wpisała Atreusa na wartę w najniebezpieczniejszym miejscu, miała zamiar… wyciągnąć z kieszeni świecę do rytuału, by ukradkiem ją podpalić, korzystając z tłumu, zamieszania, kręcących się wokół par. By uwalić (i poparzyć) palce w gorącym wosku, a potem niby to poprawić wianek na głowie Atreusa i naznaczyć czoło trzema kroplami. (A świeczkę szybko potem zgasić: wsunąć do kieszeni, która jutro będzie pełna stearyny, ale czy w ogóle będzie jakieś jutro?) Cholerne, przywołane magią uczucie, dokonało niemal niemożliwego: na chwilę uśpiło czujność i podejrzliwość Brenny i w tym momencie po prostu nie potrafiła uwierzyć, że Bulstrode mógłby być śmierciożercą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.