21.09.2026, 12:40 ✶
Zenek z Astorią znajdowali się w ruchomym obrazie. Ich scenka przypominała logikę ze snu, gdzie każdy element wynikał z poprzedniego, ale Zenek by tego za Chiny nikomu nie wytłumaczył. Bo by mu nie uwierzyli. Miał na sobie ciemną szatę, jego własne ubrania spłonęły. Przenośne radio ciążyło mu w kieszeni eleganckich spodni. No i Astoria, cała na srebrno. Razem tworzyli jedną kompozycję. Spójną, gdyby ktoś próbował ich uchwycić malarskim okiem. Także ten. Telewizor.
Pytanie Astorii zatrzymało go w miejscu. Podeszwy trampek wbił w ziemię przed kolejnym z obrazów. — No, nikt nie musi. Za ciebie decydować. W sumie to masz rację. — podrapał się po zaroście, drapiącym go w szczękę. — Ale czy nie chcesz odkrywać czegoś nowego?
Piłeczka konwersacyjna upadła w jego głowie. Bim, bam, bim, bam, odbijała się coraz ciszej o podłogę w jego mózgu, aż wreszcie sturlała się zupełnie i wypadła. Przez usta.
— Bo jak inaczej odkryjesz coś nowego? — przekręcił się ku niej całym ciałem, łącznie z głową. Nagle przestał udawać, że ogląda obrazy. — Jak poznajesz muzykę? Lubisz muzykę? — w normalnych warunkach już by się potknął o własny język, ale pytania wypadały z niego jak z karabinu maszynowego. Szara komórka, impuls, usta.
Astoria właśnie przyznała się przed Zenkiem, że słuchała muzyki dla przyjemności. Że chciała jej słuchać. Że gdy MIAŁA OCHOTĘ, sięgała po gramofon i puszczała coś wybranego. Czyli miała preferencje na tyle konkretne, by po nie sięgać i przypuszczalnie gromadzić w formie dysków, a gramofon służył jej na co dzień. Czyli miała płyty. Astoria Avery, córka Avery'ego-właściciela galerii i kustoszka sztuki, miała płyty.
Już nie był w stanie udawać, że ruchome kompozycje jakkolwiek go interesują. Zafiksował się na tych błyszczących niteczkach, co prześwitywały przez materiał sukni. Przeskakiwał między nimi i znowu do czubka głowy, szukając dla wzroku komfortowego miejsca spoczynku.
— Masz gramofon? Czego słuchasz z gramofonu? — wycieczka szkolna jak mała armia dzieci w mundurkach wykonała przemarsz koło nich. Raz, dwa, trzy, cztery, bam, bam, bam, bam, dziecięce podeszwy ciężko opadały w kilkuset maleńkich kroczkach, jakby przez galerię przetarabaniła się kilkusetkilowa stonoga. Zenek zagryzł policzki, żeby nie zadawać więcej pytań. A chciał zapytać jeszcze o płyty. Ręka w kieszeni zacisnęła się na radiu.
Pytanie Astorii zatrzymało go w miejscu. Podeszwy trampek wbił w ziemię przed kolejnym z obrazów. — No, nikt nie musi. Za ciebie decydować. W sumie to masz rację. — podrapał się po zaroście, drapiącym go w szczękę. — Ale czy nie chcesz odkrywać czegoś nowego?
Piłeczka konwersacyjna upadła w jego głowie. Bim, bam, bim, bam, odbijała się coraz ciszej o podłogę w jego mózgu, aż wreszcie sturlała się zupełnie i wypadła. Przez usta.
— Bo jak inaczej odkryjesz coś nowego? — przekręcił się ku niej całym ciałem, łącznie z głową. Nagle przestał udawać, że ogląda obrazy. — Jak poznajesz muzykę? Lubisz muzykę? — w normalnych warunkach już by się potknął o własny język, ale pytania wypadały z niego jak z karabinu maszynowego. Szara komórka, impuls, usta.
Astoria właśnie przyznała się przed Zenkiem, że słuchała muzyki dla przyjemności. Że chciała jej słuchać. Że gdy MIAŁA OCHOTĘ, sięgała po gramofon i puszczała coś wybranego. Czyli miała preferencje na tyle konkretne, by po nie sięgać i przypuszczalnie gromadzić w formie dysków, a gramofon służył jej na co dzień. Czyli miała płyty. Astoria Avery, córka Avery'ego-właściciela galerii i kustoszka sztuki, miała płyty.
Już nie był w stanie udawać, że ruchome kompozycje jakkolwiek go interesują. Zafiksował się na tych błyszczących niteczkach, co prześwitywały przez materiał sukni. Przeskakiwał między nimi i znowu do czubka głowy, szukając dla wzroku komfortowego miejsca spoczynku.
— Masz gramofon? Czego słuchasz z gramofonu? — wycieczka szkolna jak mała armia dzieci w mundurkach wykonała przemarsz koło nich. Raz, dwa, trzy, cztery, bam, bam, bam, bam, dziecięce podeszwy ciężko opadały w kilkuset maleńkich kroczkach, jakby przez galerię przetarabaniła się kilkusetkilowa stonoga. Zenek zagryzł policzki, żeby nie zadawać więcej pytań. A chciał zapytać jeszcze o płyty. Ręka w kieszeni zacisnęła się na radiu.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.