21.09.2026, 20:05 ✶
Trudno orzec, do jakiego okna podszedł pan Bulstrode, jako że drzwi, które wybrał, prowadziły przecież na ładną recepcję. Nie było to pomieszczenie duże, ot, niewielki przedsionek. Ta salka recepcyjna przeznaczona była dla rodzin oczekujących na kremację: mogli napić się tutaj herbaty i porozmawiać w ciszy przed ceremonią lub obejrzeć ofertę urn zamkniętych w szklanych gablotach. Po wejściu funkcjonariusze nie zastali, co oczywiste, żadnego żałobnika, lecz drzwi przylegającego do recepcji biura obsługi były uchylone. Gdy tylko przebywająca tam pracownica usłyszała, że ktoś wszedł, wyszła do aurorów.
Była to niska, starsza czarownica w eleganckiej, nienagannie wyprasowanej szacie i butach na niewielkim obcasie. Mimo wieku trzymała się prosto i z twarzy trudno powiedzieć, czy rzeczywiście była tak wyrozumiała, za jaką ją wziął Atreus. Istnieje duża szansa, że się w swojej ocenie omylił.
— Diotima Lupin. W czym mogę państwu pomóc? — Przedstawiając się, kobieta obojgu aurorów uścisnęła po męsku dłoń. Już na pierwszy rzut oka wiele w jej obejściu można było dostrzec z maniery właściwej raczej panom.
Pani wysłuchała z uwagą tego, co Atreus miał jej do powiedzenia, lecz jej reakcja nie zdradzała bynajmniej oznak tego, żeby miała się przychylić tak po prostu do jego prośby.
— Panie Bulstrode, pod żadnym pozorem szybciuko. Pośpiech to zły doradca — zauważyła rzeczowym tonem pani Lupin. — Polecenia od pani Moody, tak? Coś zadziałamy. Wszystko załatwimy, jak należy. — Co groziło tym, że nie odbędzie się to na słowo honoru.
Po tym pouczeniu pani Lupin zwróciła się do towarzyszącej Atreusowi aurorki z mniejszą surowością:
— Victoria Lestrange? Wnuczka Dorindy, nie mylę się? — Wypowiadała imię dyrektorki Munga z szacunkiem. Można było się domyślać, że panie pozostają w przynajmniej poprawnych stosunkach.
Była to niska, starsza czarownica w eleganckiej, nienagannie wyprasowanej szacie i butach na niewielkim obcasie. Mimo wieku trzymała się prosto i z twarzy trudno powiedzieć, czy rzeczywiście była tak wyrozumiała, za jaką ją wziął Atreus. Istnieje duża szansa, że się w swojej ocenie omylił.
— Diotima Lupin. W czym mogę państwu pomóc? — Przedstawiając się, kobieta obojgu aurorów uścisnęła po męsku dłoń. Już na pierwszy rzut oka wiele w jej obejściu można było dostrzec z maniery właściwej raczej panom.
Pani wysłuchała z uwagą tego, co Atreus miał jej do powiedzenia, lecz jej reakcja nie zdradzała bynajmniej oznak tego, żeby miała się przychylić tak po prostu do jego prośby.
— Panie Bulstrode, pod żadnym pozorem szybciuko. Pośpiech to zły doradca — zauważyła rzeczowym tonem pani Lupin. — Polecenia od pani Moody, tak? Coś zadziałamy. Wszystko załatwimy, jak należy. — Co groziło tym, że nie odbędzie się to na słowo honoru.
Po tym pouczeniu pani Lupin zwróciła się do towarzyszącej Atreusowi aurorki z mniejszą surowością:
— Victoria Lestrange? Wnuczka Dorindy, nie mylę się? — Wypowiadała imię dyrektorki Munga z szacunkiem. Można było się domyślać, że panie pozostają w przynajmniej poprawnych stosunkach.