Leviathan wolałby lepić się i śmierdzieć w tym momencie, bo dla niego był to stan bardzo dobrze znany. Praca ze zwierzętami taka była, że czasem miało się do czynienia z różnymi substancjami, niekoniecznie przyjemnymi w dotyku czy zapachu. Niemniej jednak – faktycznie można było to wszystko z siebie zmyć. Czasem potrzeba było do tego eliksirów, owszem, ale pod koniec dnia człowiek mógł iść spać i nie martwić się o to, że wszystko go bolało. A teraz właśnie, Rowle te wszystkie bąble napierdalały.
— Można tak powiedzieć, chociaż ja bym to raczej nazwał pobieżnym przyjrzeniem się. Coś powiedział, pokiwał głową, pomachał rękoma. Zrozumiałem, że zaraz wróci, więc spodziewam się że dostanę jakiś specyfik — więc teraz pozostawało mu czekać, aż zabiegany uzdrowiciel go znajdzie i da maść, eliksir czy co on tam miał na myśli. Nie przez takie rzeczy przesiadywał, zaciskając zęby, więc mógł się chwilę pomęczyć.
— Wszystko może ugryźć, jeśli się odpowiednio postara i gryziony ominie semantykę — mruknął, ale akurat to co trzymał w rękach mogło ugryźć w dosłownym tego słowa znaczeniu. Chociaż częściej drapało. — Intrygujące. W jednym momencie czy nie, i tak brzmi to… osobliwie — ocenił zeznania Peregrinusa, chociaż do śmiechu mu nie było, nawet jeśli mogło brzmieć to jak żart. Duchy były… nie lubił ich. Nie był egzorcystą, a przez to ciężko mu było poradzić sobie z tymi istotami w sensowny sposób.
— Ogólnie rzecz ujmując, jest to niuchacz — powiedział wreszcie, kiedy Trelawney wypluł z siebie wszystko, a on w tym czasie obejrzał sobie niesfornego kreta. — Nie wiem czy wiesz, jak te wyglądają o nas, ale ten tutaj jest okazem kontynentalnym. Trochę inaczej wygląda, ale ogólnie zachowania i tendencje ma takie same. — niuchacz wił się, sapiąc przy tym wściekle, ale pewny chwyt magizoologa nie pozwalał mu tak zwyczajnie uciec. — Ciebie też chciał zachęcić do tego samego? Ten duch? I… bestia? Jaka bestia?
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast