Kiedy więc na tabliczce na drzwiach napis zmienił się na „otwarte”, nie czekali aż jeszcze trochę czasu upłynie i po prostu przeszli przez drzwi, zamykając je za sobą starannie, bo nie była to sprawa dla postronnych uszu.
I ona przedstawiła swoją odznakę oraz uścisnęła kobiecie dłoń. Po czym uśmiechnęła się lekko, pozwalając Atreusowi mówić. Pomyślała sobie tylko, że oby to słodzenie Buldstrode'a pomogło, bo być może było w tym nieco za dużo cukru (a wtedy łatwo też znaleźć łyżkę dziegciu w tej beczce miodu…). Victoria miała zupełnie inny sposób rozmowy z ludźmi, bardziej dosadny, stąd też milczała, żeby tu niczego nie popsuć Atreusowi w jego próbie oczarowania pani.
– Zgadza się – przytaknęła na pytanie Diotimy i uśmiechnęła się lekko, bo z babcią zawsze miała dobre stosunki. Wnuczka Dorodny, córka Alexandra, który również tutaj pracował i był wykładowcą. Było tu jeszcze trochę innych członków jej rodziny. – Gdyby inaczej potoczyły się pewne rzeczy, to pewnie bym tutaj pracowała, swego czasu babcia bardzo chciała, żebym poszła na studia uzdrowicielskie – Lestrange postanowiła uchylić tego rąbka jej prywatnej relacji z babcią, to zresztą nie była żadna tajemnica. Victoria zupełnie inaczej jednak pokierowała swoim życiem, robiąc być może na przelot wszystkim członkom rodziny, którzy byli zainteresowani jej karierą zawodową po szkole: bo nie chciała wybierać stron. – Przepraszamy, że zjawiamy się tak nagle. Gdyby było więcej czasu, to załatwilibyśmy to inaczej, ale bardzo się baliśmy, że nie zdążymy przed spaleniem materiału – Victoria skrzywiła się lekko, bo mówili tutaj o głowie bez reszty ciała, co nigdy nie było… miłym widokiem. – Ile mamy czasu? Chodzi rzecz jasna o tę nieszczęsną głowę – jakby pani Lupin już się tego nie domyśliła… a Victoria zakładała, że owszem.