23.09.2026, 14:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 14:48 przez Keyleth Nico Yako.)
To na pewno z powodu pełnego brzucha pysznego jedzenia. Koncentracja przychodziła jej z trudem.
Nie.
To dlatego, że twarz którą wybrała była za trudna. Międroliła magią. Międroliła. I nic nie wymiędroliła.
– No dalej wodo… płyń! – wyrzuciła z siebie zirytowana, a wtedy… jej napuszone włosy wychynęły z ciasnego koka i rozsypały się bielą, zasłaniając jej naburmuszoną twarz. Keyleth dostała pelerynę białych kręconych włosów, ale dalej sarkała zza nich gniewnie, nie mogąc już kompletnie złapać twarzy w którą się chciała ubrać. W końcu założyła rękę na rękę, splotła je jak precel obrażona na samą siebie.
– Świetnie. Po prostu świetnie! – westchnęła ciężko, a odgłos przetaczających się wewnątrz czaszki oczu (również na samą siebie) był niemalże słyszalny dla postronnych. – No bo najbardziej mi się podoba Esme. Widzieliście jej zmarszczki? Widzieliście w jak obłędnie nieregularne fale się układają? Sieć wokół oczu to jest majstersztyk! I ten nos…. – zawodziła tęsknie przywołując nad stołem postać jednej nokturnowej tułaczki, która od czasu do czasu zaglądała do wnętrz przybytku. Jedna z wielu klientek. Jedna z wielu jej muz. Keyleth próbowała jakoś rozsunąć zasłony z włosów ale były one obecnie prawdziwym utrapieniem i nie pozwalały wrócić do posiłku. – A jej włosy… totalna klapa to jest ta szopa z szopowa co mam ją na głowie! Jej włosy są kręcone, ale cienkie jak pajęczyna. Anansi by się nie powstydził mieć gniazda na jej głowie. – dodała, przywołując pajęczego boga opowieści tak, jakby ktoś rzeczywiście chciał mieć we włosach pająki. Cóż… niektórzy goście Rejwachu rzeczywiście by chcieli. – I ten nos... niemal jak szpikulec... Kiedyś na pewno mi się uda!– obiecała sobie i zebranym przy stole.
Niekontrolowana przemiana 0 bo kurwa mać + Poza schematem I
Nie.
To dlatego, że twarz którą wybrała była za trudna. Międroliła magią. Międroliła. I nic nie wymiędroliła.
– No dalej wodo… płyń! – wyrzuciła z siebie zirytowana, a wtedy… jej napuszone włosy wychynęły z ciasnego koka i rozsypały się bielą, zasłaniając jej naburmuszoną twarz. Keyleth dostała pelerynę białych kręconych włosów, ale dalej sarkała zza nich gniewnie, nie mogąc już kompletnie złapać twarzy w którą się chciała ubrać. W końcu założyła rękę na rękę, splotła je jak precel obrażona na samą siebie.
– Świetnie. Po prostu świetnie! – westchnęła ciężko, a odgłos przetaczających się wewnątrz czaszki oczu (również na samą siebie) był niemalże słyszalny dla postronnych. – No bo najbardziej mi się podoba Esme. Widzieliście jej zmarszczki? Widzieliście w jak obłędnie nieregularne fale się układają? Sieć wokół oczu to jest majstersztyk! I ten nos…. – zawodziła tęsknie przywołując nad stołem postać jednej nokturnowej tułaczki, która od czasu do czasu zaglądała do wnętrz przybytku. Jedna z wielu klientek. Jedna z wielu jej muz. Keyleth próbowała jakoś rozsunąć zasłony z włosów ale były one obecnie prawdziwym utrapieniem i nie pozwalały wrócić do posiłku. – A jej włosy… totalna klapa to jest ta szopa z szopowa co mam ją na głowie! Jej włosy są kręcone, ale cienkie jak pajęczyna. Anansi by się nie powstydził mieć gniazda na jej głowie. – dodała, przywołując pajęczego boga opowieści tak, jakby ktoś rzeczywiście chciał mieć we włosach pająki. Cóż… niektórzy goście Rejwachu rzeczywiście by chcieli. – I ten nos... niemal jak szpikulec... Kiedyś na pewno mi się uda!– obiecała sobie i zebranym przy stole.
Niekontrolowana przemiana 0 bo kurwa mać + Poza schematem I