23.09.2026, 20:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 20:34 przez Caius Burke.)
25/10/1972
Wkurwiał go ten gówniarz. Odzywał się, jak zawsze, czyli wtedy, gdy czegoś potrzebował. Tyle dobrze, że tym razem myślał o rodzicach, więc potrafił mu wybaczyć. Wybrał te same metale, stapiając je razem i zrobił to samo, co chwilę temu, czyli postarał się naprawdę, bo swych rodziców to on wyjątkowo szanował i zależało mu na tym żeby ich domostwo było bezpieczne. No i mu wyszło, bo gwoździe były cud, miód i orzeszki.
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Potem nadszedł czas na ten lampion i Caius prawie się za głowę złapał, ten gówniarz już całkiem postradał zmysły, jeśli mu się wydawało, że jemu będzie się chciało grzebać w warzywie. Miąższ ze środka wydrążył za niego skrzat, on zajął się ozdabianiem i wykrawaniem całości. Nie szło mu za cholerę, bo on to się kamieniami i metalami szlachetnymi zajmował, a nie tego typu sztuką, ale to nic. Coś tam wykroił, coś tam porobił i chociaż, nie wyszło tak, jak by może wyszło, gdyby ten lampion wykonywał dla kogoś obcego, to i tak było całkiem nieźle. Chociaż zdecydowanie, nie tak dobrze, jak by mógł to zrobić.
Na złość bratu, gdzieś pomiędzy ozdobnikami ukrył coś, co łudząco przypominało penis.
Jego dziecko, i tak było za małe by zrozumieć co i jak i istniała bardzo mała szansa, że i Młody się połapie.
Rzut PO 1d100 - 36
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Ah, there he is.
That motherfucker.
What a tool.
That motherfucker.
What a tool.