24.09.2026, 15:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 15:30 przez Benjy Fenwick.)
28.10.1972, Londyn
Nie dało się nie zauważyć - wyszła mi wersja Ægishjálmuru, którą można było opisać wieloma słowami, ale „estetyczna” zdecydowanie nie należało do tej grupy. Próba umieszczenia pieczęci na przygotowanych przez Kate kawałkach drewna wymagała ode mnie znacznie więcej cierpliwości, niż początkowo zakładałem, przede wszystkim dlatego, że chciałem osiągnąć jednocześnie dwa efekty, które wcale nie musiały iść ze sobą w parze - wzór miał działać, ale miał też wyglądać tak, jakby został wykonany przez kogoś, kto od początku wiedział, co robi, co technicznie było najprawdziwszą prawdą, tyle tylko, iż jednocześnie ja sam byłem klątwołamaczem, nie jubilerem - o ile działanie i poprawność naniesienia wzoru pieczęci mogłem jeszcze kontrolować, bo przy runach liczyły się geometria, kolejność prowadzenia znaków, głębokość nacięć i sposób zamknięcia układu, o tyle natomiast estetyka wymagała ode mnie zupełnie innego rodzaju precyzji. Największym problemem okazały się moje własne dłonie, co było wyjątkowo ironiczne, ponieważ przez większość życia uważałem je raczej za zaletę niż przeszkodę. Nie mogłem pozwolić sobie na głębokie, agresywne ruchy, do których byłem przyzwyczajony przy znacznie mniej delikatnych pracach albo podczas pieczętowania większych przedmiotów, tutaj każde nacięcie musiało być świadomie niewielkie i, tfu, „zgrabne”, bym mógł pomieścić wszystkie szczegóły na niewielkiej powierzchni, więc co chwilę zmieniałem chwyt, obracałem materiał pod innym kątem, podpierałem nadgarstek o blat i szukałem takiej pozycji, w której moje własne paluchy przestałyby zasłaniać mi połowę pola widzenia.
Kate przygotowała podstawy naprawdę dobrze, więc tym bardziej szkoda byłoby oszpecić jej pracę, bo skoro już miałem później nosić to wszystko przy sobie i rozdawać innym, podpisując się pod tym własnym fachem, nie widziałem powodu, żeby wyglądało jak coś, co wydłubałem na sęku pozyskanym z kawałka drewna pięć minut po powrocie z lasu. Normalnie może właśnie tak bym zrobił, ale…
Najbardziej frustrujące było to, że doskonale wiedziałem, jak powinien był wyglądać każdy fragment pieczęci, widziałem w głowie właściwy efekt końcowy, kształt i jego proporcje, mimo to moje ręce nie zawsze miały ochotę zastosować się do instrukcji przekazywanych im przez mózg. Nie miałem dłoni stworzonej do trzymania igły, cienkiego pędzla ani jubilerskiego narzędzia, tylko przyzwyczajoną do zaciskania się na różdżce, uchwycie noża, linie, kamieniu czy czymkolwiek innym, co akurat należało utrzymać, cisnąć, przesunąć albo wyrwać z niewłaściwego miejsca. Przy większych przedmiotach nie stanowiło to żadnego problemu, tutaj jednak każdy milimetr miał znaczenie, przez co nawet szerokość mojego własnego palca wskazującego nagle stawała się całkiem poważną przeszkodą, kiedy próbowałem jednocześnie utrzymać amulet, narzędzie i odpowiedni kąt prowadzenia linii.
Przesunąłem kciukiem po jednym z nacięć, marszcząc brwi, potem obróciłem amulet i obejrzałem go z drugiej strony, jakby zmiana perspektywy mogła nagle naprawić sytuację - nie naprawiła - moje „dzieła” teoretycznie były całkowicie poprawne, pod tym względem mogłem uznać robotę za wykonaną, osiem wrysowanych Algiz układało się w zaplanowany wzór, geometria się zgadzała, pieczęć była zamknięta i działała, czyli wszystkie rzeczy, które miały znaczenie z punktu widzenia zabezpieczenia, zostały zrobione prawidłowo, ale wykonanie wyglądało przy tym tak, jakbym uznał, że kwestie estetyczne były zbyteczne. Problem polegał na tym, że wystarczyło na nie spojrzeć, żeby natychmiast stracić cały entuzjazm do noszenia tego na szyi. Były, kurwa, brzydkie… Próbowałem sobie wmówić, że właśnie o taki efekt mi chodziło, że przecież Ægishjálmur miał wyglądać jak coś groźnego, ochronnego i niekoniecznie przeznaczonego do oglądania przy herbacie, ale nawet ja nie byłem aż takim optymistą. Z drugiej strony, skoro podstawowym założeniem było odstraszanie widm, mogłem uznać, że przypadkiem udało mi się osiągnąć dodatkowy efekt. Cała reszta była problemem przyszłego Benjy’ego, który najwyraźniej musiał kiedyś nauczyć się robić rzeczy ładniej albo znaleźć sobie kogoś ze znajomością praktyk i mniejszymi palcami.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)