20.03.2023, 19:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2023, 20:41 przez Mavelle Bones.)
Plan szybkiego ulotnienia się i pozbawienia narzeczonych własnego towarzystwa uległ pokrzyżowaniu przez Szeptuchę, która pojawiła się nie wiadomo skąd i naprawdę niewiele brakowało, żeby Bones się odwinęła. Kładzenie znienacka dłoni na ramieniu brygadzistki raczej nie należało do najmądrzejszych pomysłów - szczęściem, skończyło się jedynie na głuchym warknięciu, w połączeniu z gwałtownym obróceniem się. Sekund zabrakło do tego, by Szeptucha została bezlitośnie szarpnięta, a następnie spacyfikowana, i to bez użycia różdżki.
Jednakże zauważyła w porę i zamarła, wysłuchując tych paru słów. Dzikość? Silniejsza? Potrząsnęła głową, wyrzucając na razie wróżbę z pamięci i poszła dalej, lawirując w tłumie. Dotarła do majowych pali, gdzie przed parę chwil z rozbawieniem obserwowała zmagania Bulstrode'a, a następnie gorąco kibicowała Brennie, gdy ta postanowiła pokazać swojemu dzisiejszemu partnerowi, jak się to robi.
Później - o ile będzie jakieś później - z pewnością do tego wróci... i może nawet historia ta dołączy do zbioru rodzinnych opowieści?
Muzyka. Tłum. Mnogość zapachów.
Strzelające wysoko płomienie.
Beltane miało swoją potężną magię, która stawała się niemalże namacalna, a już na pewno sprawiała, że krew krążyła szybciej, zachęcając do oddania się swoistemu szaleństwu.
Musiała ochłonąć, wszak do świtu daleko, zagrożenie nadal wisiało nad ich głowami.
Stąd też zaczęła zmierzać poza największy tłum, by móc złapać chłodniejsze powietrze, odetchnąć, uspokoić się.
Proste zadanie.
Gdyby tylko nie okazało się, że wypadła prosto na Alastora, stojącego nad sprzedawcą.
- To ty jeszcze tutaj? - zdziwiła się głupio, zdając sobie sprawę z tego, iż w tej chwili powinien mieć już przerwę. Nie było to już ich święto, spodziewała się więc, że właśnie będzie kręcił się koło dziewcząt, wydębiając ich wianki. Jej własny nieco się przekrzywił, odruchowo podniosła dłoń, żeby go poprawić i… zdała sobie sprawę z tego, na co właśnie patrzy. - Widzę, że w tym roku wianki same wpadają ci do rąk – zażartowała lekkim tonem. Choć bogowie jedni wiedzieli, co naprawdę miała na myśli.
Jednakże zauważyła w porę i zamarła, wysłuchując tych paru słów. Dzikość? Silniejsza? Potrząsnęła głową, wyrzucając na razie wróżbę z pamięci i poszła dalej, lawirując w tłumie. Dotarła do majowych pali, gdzie przed parę chwil z rozbawieniem obserwowała zmagania Bulstrode'a, a następnie gorąco kibicowała Brennie, gdy ta postanowiła pokazać swojemu dzisiejszemu partnerowi, jak się to robi.
Później - o ile będzie jakieś później - z pewnością do tego wróci... i może nawet historia ta dołączy do zbioru rodzinnych opowieści?
Muzyka. Tłum. Mnogość zapachów.
Strzelające wysoko płomienie.
Beltane miało swoją potężną magię, która stawała się niemalże namacalna, a już na pewno sprawiała, że krew krążyła szybciej, zachęcając do oddania się swoistemu szaleństwu.
Musiała ochłonąć, wszak do świtu daleko, zagrożenie nadal wisiało nad ich głowami.
Stąd też zaczęła zmierzać poza największy tłum, by móc złapać chłodniejsze powietrze, odetchnąć, uspokoić się.
Proste zadanie.
Gdyby tylko nie okazało się, że wypadła prosto na Alastora, stojącego nad sprzedawcą.
- To ty jeszcze tutaj? - zdziwiła się głupio, zdając sobie sprawę z tego, iż w tej chwili powinien mieć już przerwę. Nie było to już ich święto, spodziewała się więc, że właśnie będzie kręcił się koło dziewcząt, wydębiając ich wianki. Jej własny nieco się przekrzywił, odruchowo podniosła dłoń, żeby go poprawić i… zdała sobie sprawę z tego, na co właśnie patrzy. - Widzę, że w tym roku wianki same wpadają ci do rąk – zażartowała lekkim tonem. Choć bogowie jedni wiedzieli, co naprawdę miała na myśli.