24.09.2026, 21:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 21:52 przez Benjy Fenwick.)
Przygryzłem policzek, żeby nie roześmiać się w głos, bo każdy dźwięk wydany przeze mnie mógł zostać uznany za sabotaż, po czym spojrzałem na szkieletora, który oczywiście nie odpowiedział, co w tej sytuacji stawiało go zdecydowanie wyżej ode mnie pod względem umiejętności unikania ryzykownych dyskusji. Według wszelkich dostępnych mi informacji nie posiadał zresztą ani uszu, ani sumienia, ani szczególnej motywacji do współpracy, ale co ja tam wiedziałem, przecież to nie moje niegdysiejsze przytulne mieszkanko przez cały rok spełniało samhainowe standardy.
- Pszyjąłem do wiadomości. Nie będę się wtląsał w wasz konflikt, ale jeśli nie pszestanie się niewłaściwie zachowywaś, zostanie pozbawiony plawa pobytu na telenie posesji. Wykusz go, odkusz, jak sobie szyczysz. Co ci tam bęsie na… Lękę… - Mówiłem spokojnie, jednak przez ten cały czas kącik ust niebezpiecznie mi drżał, stanąłem kilka kroków za nią, oparłem się o drewno i obserwowałem sytuację, podczas gdy bohaterka w swoim domu odgarnęła włosy z twarzy, zaparła się nogami i przygotowała się do kolejnej próby - przez moment naprawdę zastanawiałem się, czy powinienem był powiedzieć coś odnośnie tego, że przedmiot, z którym walczyła, prawdopodobnie nie rozumiał ani słowa z jej gróźb, ale zrezygnowałem, ponieważ wyraźnie zabroniła mi komentowania, a ja, wbrew temu, co czasem mogła podejrzewać, potrafiłem jeszcze zamknąć japę, szczególnie wtedy, gdy bieg wydarzeń miał szanse wyjątkowo mnie ukontentować.
- Nawet bym nie śmiał. - Powiedziałem więc, choć mój ton wystarczająco jasno sugerował, że właśnie skłamałem. Moment później dodatkowo wzruszyłem ramionami, unosząc obie dłonie w geście kapitulacji, chociaż uśmieszek w dalszym ciągu cisnący mi się na usta zapewne również zdradzał mnie znacznie bardziej, niż bym tego chciał - przez chwilę naprawdę próbowałem się nie zaśmiać, nawet jeśli sytuacja miała w sobie coś tak komicznego, że trudno było zachować pokerową twarz. Najbardziej podobało mi się chyba to, że naprawdę próbowała przekonać starszego od niej kościotrupa, iż jego pobyt w ogrodzie miał potrwać tylko kilka dni, jakby przedstawiała mu niezbyt korzystne, ale w ostateczności względnie akceptowalne warunki tymczasowego zakwaterowania, a nie próbowała siłą wyrwać go z miejsca, które dotychczas zajmował.
Oparłem wygodniej ramię o framugę i czekałem, gotowy zareagować, gdyby półka postanowiła runąć razem z całym pozostałym dobytkiem zgromadzonym w trzewiach szopy, podczas gdy w duchu nawet przyznałem Prue rację - skoro tak bardzo zależało jej na tym festywnym umarlaku, powinien znaleźć się na tej przeklętej huśtawce. Problem polegał tylko na tym, że po jej minie zaczynałem podejrzewać, iż jeśli trzeba będzie, miała wynieść z szopy razem z nim również półkę i wszystko, co się o nią zaczepi…
- Pszyjąłem do wiadomości. Nie będę się wtląsał w wasz konflikt, ale jeśli nie pszestanie się niewłaściwie zachowywaś, zostanie pozbawiony plawa pobytu na telenie posesji. Wykusz go, odkusz, jak sobie szyczysz. Co ci tam bęsie na… Lękę… - Mówiłem spokojnie, jednak przez ten cały czas kącik ust niebezpiecznie mi drżał, stanąłem kilka kroków za nią, oparłem się o drewno i obserwowałem sytuację, podczas gdy bohaterka w swoim domu odgarnęła włosy z twarzy, zaparła się nogami i przygotowała się do kolejnej próby - przez moment naprawdę zastanawiałem się, czy powinienem był powiedzieć coś odnośnie tego, że przedmiot, z którym walczyła, prawdopodobnie nie rozumiał ani słowa z jej gróźb, ale zrezygnowałem, ponieważ wyraźnie zabroniła mi komentowania, a ja, wbrew temu, co czasem mogła podejrzewać, potrafiłem jeszcze zamknąć japę, szczególnie wtedy, gdy bieg wydarzeń miał szanse wyjątkowo mnie ukontentować.
- Nawet bym nie śmiał. - Powiedziałem więc, choć mój ton wystarczająco jasno sugerował, że właśnie skłamałem. Moment później dodatkowo wzruszyłem ramionami, unosząc obie dłonie w geście kapitulacji, chociaż uśmieszek w dalszym ciągu cisnący mi się na usta zapewne również zdradzał mnie znacznie bardziej, niż bym tego chciał - przez chwilę naprawdę próbowałem się nie zaśmiać, nawet jeśli sytuacja miała w sobie coś tak komicznego, że trudno było zachować pokerową twarz. Najbardziej podobało mi się chyba to, że naprawdę próbowała przekonać starszego od niej kościotrupa, iż jego pobyt w ogrodzie miał potrwać tylko kilka dni, jakby przedstawiała mu niezbyt korzystne, ale w ostateczności względnie akceptowalne warunki tymczasowego zakwaterowania, a nie próbowała siłą wyrwać go z miejsca, które dotychczas zajmował.
Oparłem wygodniej ramię o framugę i czekałem, gotowy zareagować, gdyby półka postanowiła runąć razem z całym pozostałym dobytkiem zgromadzonym w trzewiach szopy, podczas gdy w duchu nawet przyznałem Prue rację - skoro tak bardzo zależało jej na tym festywnym umarlaku, powinien znaleźć się na tej przeklętej huśtawce. Problem polegał tylko na tym, że po jej minie zaczynałem podejrzewać, iż jeśli trzeba będzie, miała wynieść z szopy razem z nim również półkę i wszystko, co się o nią zaczepi…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)