Wszystko trzeba było zrobić. Wszystko!!! Poustawiać stoły, ławy, krzesła, stworzyć odpowiednią przestrzeń do tego, by odwiedzający mieli gdzie drążyć dynie… praca wydawała się mnożyć w rękach, a Bertie dziękował sam sobie w duchu, że okazał się bardzo zapobiegawczy i poprosił Hema, żeby pomógł jemu i Norze z rozstawieniem wszystkiego. Patel uwijał się więc między nimi, zajmując najcięższymi elementami, które ze sobą zabrali. Aktualnie mocował blaty do przestrzeni, gdzie mieli wydawać jedzenie i zbierać zamówienia.
Niby sabat miał być dopiero następnego dnia, ale Little Hangleton i tak wydawało się tętnić życiem. Wszyscy, którzy mieli pokazać się ze swoimi stoiskami, już teraz dopinali wszystko na ostatni guzik, tak by jutrzejszego ranka pojawić się z asortymentem i móc tylko wszystko poustawiać. Albo raczej poustawiać to, czego nie można było zostawić dzisiejszego dnia.
— Hm, brzmi sensownie. Nie ma co organizować tego wszystkiego tak, żeby na siebie wpadali i przeszkadzali. Jeszcze komuś się talerzyk omskie na dynie i będzie dramat. Tego nie chcemy. — Pokiwał energicznie głową. — Hem! — rzucił zaraz nieco głośniej. — Będziemy odstawiać strefę artystyczną nieco dalej — poinformował go, na co mężczyzna uniósł tylko rękę, że słyszy i wrócił do siłowania się z blatem, mrucząc pod nosem coś po bengalsku. — Myslę, że z tym możemy jeszcze zaczekać. W sensie ustawmy sobie wszystko na spokojnie i kiedy już wszystko będzie na swoim miejscu, tak jak początkowo planowaliśmy, wtedy ocenimy to całościowo i podejmiemy decyzję, co ty na to? Teraz może nam się dużo rzeczy tylko wydawać. Ile ja razy chciałem już zawczasu, żeby było lepiej… Ale w razie czego, nie zabraknie dodatkowego stołu, więc o to spokojnie. — Sam złapał za skrzynkę z warzywami, by przenieść ją na właściwe miejsce.